Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Piłka nożna

Bogusław Leśnodorski: Zszedłem trochę na ziemię

Bogusław Leœnodorski
Fotorzepa, Piotr Nowak
Współwłaœciciel Legii Warszawa Bogusław Leœnodorski mówi o swoim klubie, polskiej lidze i pienišdzach.

Rzeczpospolita: Na Legii już się da zarabiać?

Bogusław Leœnodorski: Nigdy się nie da.

Nie wierzę, że robi to pan bez widoków, że kiedyœ pojawiš się zyski...

Jestem wspólnikiem w firmie prawniczej, mam z czego żyć. Poza tym przewartoœciowało mi się i nie mam zbyt dużych potrzeb. Naprawdę. Mam gdzie mieszkać, mam czym jeŸdzić i wystarczy. Dla dzieci to też lepsze...

Obniżył się panu standard życia, od kiedy został pan współwłaœcicielem Legii?

Bardzo się obniżył. Ale jestem z tego zadowolony. Funkcjonowałem w nieprawdziwym œwiecie i to nie było dobre. Ciężko pracowałem, wszystko szło do przodu, pojawiały się samochody, wyjazdy, hotele, jakoœ tak naturalnie...

Bańka?

Tak. Zdałem sobie sprawę z tego, gdy podrosły moje dzieci i zaczęły coœ z tego œwiata, który je otacza, rozumieć. Łaska pańska mi się zdarzyła, że mój standard się obniżył... Żeby było jasne, nie narzekam, że mam Ÿle. Mam bardzo dobrze. Ale jestem zadowolony, że dzięki Legii zszedłem trochę na ziemię i przywróciło mi to kontakt z rzeczywistoœciš. Dopiero teraz widzę, że to jest duża różnica, czy karnet kosztuje 250 czy 200 złotych. Kiedyœ w ogóle o tym nie myœlałem. Podobnie jest, gdy widzę dzieciaki z Akademii, wiele z nich nie pochodzi z zamożnych domów.

Wróćmy do zarabiania. Nie macie rozpisane na nuty, że jednak za chwilę zacznš się pojawiać profity?

Marzy nam się taka sytuacja. Ale w Polsce na klubie nie da się zarobić. Albo inaczej – nie da się zarobić na Legii. WyobraŸmy sobie taki scenariusz, że gramy w Lidze Mistrzów regularnie. W polskiej lidze stać nas na wszystko, mamy bardzo dobrš drużynę. Ale gwarantuję panu, że już w drugim sezonie, gdybyœmy dwa czy trzy razy dostali bęcki od lepszych, pojawiłyby się głosy, że musimy się wzmocnić i zaczšć wychodzić z grupy. Ta droga nie ma końca. Zawsze będzie pogoń za sukcesem. Poza tym chcemy być klubem wielosekcyjnym, wierzymy, że mamy misję społecznš, a utrzymanie wszystkich sekcji nigdy nie będzie tanie. No i musimy wybudować oœrodek dla Akademii. Nie liczyłbym na to, że w najbliższych latach zaczniemy zarabiać.

Jak wyglšda kwestia, która interesuje wielu kibiców, czyli dług wobec ITI?

Jeszcze trochę mamy do spłacenia, ale to wisi wyłšcznie na nas.

Co to znaczy?

To dług podporzšdkowany, który księgowo traktowany był jako kapitał. My to odkupiliœmy i jeszcze nam trochę zostało.

To ja podam pewne liczby. „Puls Biznesu" w lipcu 2015 roku pisał, że macie jeszcze do spłacenia do końca 2018 roku ponad 14 milionów euro.

Nie wiem, skšd oni to wzięli. Nie mamy tyle do spłacenia.

Mniej czy więcej?

Dużo mniej.

Czy w momencie, w którym ITI zostanie spłacone, uwolni się gotówka w klubie?

Absolutnie nie. Legii nie stać na to, by wyjmować z niej pienišdze na spłatę zobowišzań.

Czyli wy ten dług spłacacie z prywatnych pieniędzy?

Nie ma innej drogi. Oczywiœcie może zdarzyć się sytuacja, że zagramy w Lidze Mistrzów czy nagle za Nemanję Nikolicia dostaniemy 15 mln euro. Przy takich nieprzewidzianych wpływach częœć mogłaby pójœć na spłatę długu. Ale nie ma cudów. My i tak zawsze funkcjonujemy na małym minusie. Racjonalnie budżetujemy przychody i wydatki. Budżet ma sens, gdy jest na zero, albo na delikatnym plusie, żeby było bezpiecznie. Ale zawsze wydarzy się coœ nieprzewidzianego. Taka sytuacja jak chociażby Celtic, kiedy koszt całej operacji: odwołań, prawników, lotów itd., rozrósł się niebotycznie. Albo w tym sezonie zmiana sztabu trenerskiego. Człowiek stara się pilnować, ale emocje przy transferach sš ogromne. I racjonalnoœć wtedy spada. To jest najtrudniejszy moment – okno transferowe. Wszyscy powtarzajš, że trzeba zainwestować, żeby się zwróciło, ale trzeba też się pilnować. I tak w ostatnim oknie zaryzykowaliœmy więcej niż zazwyczaj.

Ile więcej?

W przyszłoœci będziemy musieli założyć zwiększenie przychodów, żeby to odrobić... Ale nie było to agresywne zagranie. Zawsze robiliœmy transfery bardzo bezpiecznie, a teraz powiedzmy, że o 10 procent podkręciliœmy.

Podkręciliœcie, bo na stulecie tylko mistrzostwo?

W Legii tak jest co roku. Z okazji stulecia może nieco bardziej niż zwykle...

Tak bardzo się skoncentrowaliœcie na mistrzostwie, że zrobiliœcie drużynę na tu i teraz. Tylko.

Dlaczego?

Artur Jędrzejczyk został jedynie wypożyczony, wielu piłkarzy jest już mocno wiekowych...

O Romie też by pan powiedział, że to drużyna tylko na tu i teraz, bo wypożyczyła Wojtka Szczęsnego? To jeden z elementów gry. Zawsze istnieje opcja wykupu, na tę chwilę droga, ale sš różne scenariusze. No, ale to o Jędrzejczyku. A dalej?

Nie wiadomo, co będzie z Nikoliciem...

W każdym klubie tak jest, gdy przychodzi dobra oferta. Słyszałem, że gdy Barcelona dostała od Chińczyków propozycję 100 milionów euro za Ardę Turana, nie zastanawiała się nawet pięciu minut. Tylko on się nie zgodził. W każdym klubie zawodnik może odejœć. A w przypadku Nikolicia szansa jest tym większa, że on strzela dużo goli.

Kasper Hamalainen to nie jest piłkarz Legii niezbędny, ten transfer to manifestacja siły...

Gdy odchodził od nas Miroslav Radović, pierwszym piłkarzem, o którym pomyœleliœmy jako o następcy, był Hamalainen. Z przodu potrafi zagrać na kilku pozycjach, ma dobrš psychikę, zna ligę. Warto mieć takiego zawodnika.

Stanisław Czerczesow to też nie jest rozwišzanie na tu i teraz?

Dlaczego?

Henning Berg to był człowiek, który gwarantował pewnš wizję prowadzenia klubu....

Zgadza się, ale my na tym skorzystaliœmy. Nauczyliœmy się od niego, jak funkcjonujš profesjonalne kluby. Mamy już te doœwiadczenia.

No właœnie. Tymczasem Czerczesow,  to powrót do starej szkoły...

To jest kompletna bzdura. Obcišżenia treningowe u Czerczesowa sš takie jak w Bundeslidze. A nikt nie powie, że Niemcy to zwolennicy starej szkoły, prawda? Nie obawiałbym się w pewnym sensie nazwać Czerczesowa człowiekiem renesansu. Jego wiedza, otwartoœć na nowoœci sš imponujšce. Jest kosmopolitš, żył w różnych krajach.

To skšd ten obraz surowego radzieckiego trenera?

Z mediów. 90 procent Polaków, jak usłyszy „Rosja", to skojarzy im się z niedŸwiedziem albo wódkš. A Czerczesow ma jeszcze doœć szczególnš aparycję i osobowoœć... Ale on się tym w ogóle nie przejmuje. Po Bergu uznaliœmy, że kolejnym etapem powinno być wpojenie etyki ciężkiej pracy. Nie wierzę, że da się grać dobrze, nie zasuwajšc ciężko. O to miałem konflikty z Jankiem Urbanem. Uważam, że w życiu nic się nie osišgnie bez bólu, potu i łez.

Czyli za Berga mieliœmy etap uczenia się, czym jest nowoczesnoœć, a teraz – czym jest ciężka praca?

Ale ja uważam, że Czerczesow jest bardziej nowoczesny niż Berg. Nowoczesnoœć to bycie otwartym na nowe rozwišzania i umiejętnoœć ich adaptowania. Trener konserwatywny to taki, który próbuje wszystkich wokół nagišć do swojej wizji. Bardzo ważny jest element przywództwa i Czerczesow to też zapewnia. Od czasu, kiedy Michał Żewłakow skończył karierę, nie mieliœmy tak silnej osobowoœci w szatni. A lidera nie da się stworzyć sztucznie. Takš pozycję można tylko samemu zdobyć. Jeœli wszystko dobrze się ułoży, będziemy chcieli, żeby Czerczesow został dłużej.

Zna pan oczywiœcie te teorie kršżšce po Warszawie, że tak naprawdę to wy jesteœcie za biedni na Legię, że musi za wami stać jakiœ kapitał. A jeœli nie stoi, to zaraz wejdzie. Albo Katarczycy, jak pisał „Forbes", albo Rosjanie. Sš tacy, którzy twierdzš, że zatrudnienie Czerczesowa jest podyktowane wejœciem rosyjskiego kapitału.

Jestem gotów przychylić się do tej opinii, że jesteœmy za biedni, by się bawić w poważny klub piłkarski. To akurat prawda. Wszystkie najpoważniejsze kluby majš właœcicieli, którzy dokładajš mnóstwo pieniędzy. Nas na to nie stać. Mam jednak nadzieję, że jesteœmy mšdrzejsi, że dzięki rozumowi oraz ciężkiej pracy sprawimy, że Legia będzie się rozwijała. Nie wyobrażam sobie sprzedaży klubu, oczywiœcie mogę mówić tylko za siebie. Powiem szczerze, że pojawiali się różni ludzie...

Z ofertš odkupienia udziałów?

Raczej z pytaniem, czy nie chcemy odsprzedać częœci udziałów. Nie byli to Polacy... ani Rosjanie. Jestem w stanie sobie wyobrazić dwa modele w przyszłoœci. Pierwszy –  oœwieconej spółdzielni socios, na wzór hiszpański. Ale by do tego doprowadzić, musielibyœmy zagrać w Lidze Mistrzów i mieć sprzedane karnety na cały stadion. Drugi – pozyskać poważnych partnerów, którzy wykupiliby częœć udziałów. Tak jak w Bayernie, gdzie sš Adidas, Allianz i Audi. Wtedy nie byłoby tej orki dnia codziennego, byłoby nas stać na skok jakoœciowy. Marzyłoby mi się coœ takiego, ale nie potrafię sobie nawet takiego partnera wyobrazić.

W Bundeslidze obowišzuje zasada 50+1. Bayern, o którym pan wspominał, ma silnych partnerów, ale 50 procent plus jedna akcja należš do macierzystej organizacji non profit. Rozumiem, że pan chciałby partnera, ale żeby te 50 procent plus jedna akcja należały do was?

No tak, ale kwestia kontroli korporacyjnej jest złudna. O tym, kto decyduje, rozstrzygajš umowy, a nie liczba akcji. Ważne jest, kto tak naprawdę zarzšdza. Tu nie doroœliœmy jeszcze do pełnej demokracji, że każdy ma jeden głos. Decyzje muszš być podejmowane w wšskim gronie.

To do kogo należy Legia – klub piłkarski?

No, do Darka Mioduskiego, Maćka Wandzela i do mnie.

Nie do ludzi?

A nie, jeœli chodzi o to, ewidentnie do ludzi. Mamy tego mocnš œwiadomoœć. Czuję odpowiedzialnoœć społecznš. Posiadanie fizyczne tych akcji jest obcišżeniem, a nie przywilejem.

Dariusz Mioduski mówił, że dopuszcza takš możliwoœć, że kiedyœ kibice będš współwłaœcicielami Legii...

To naturalna droga. To ma sens i tak powinno być. Ale współwłasnoœć musi być zwišzana z jakimœ wkładem. Nie mówię o wielkim kapitale, ale to musieliby być ludzie, którzy kupujš karnety w długiej perspektywie czasowej.

Gdzie widzi pan Legię za pięć lat?

Regularnie grajšcš w Lidze Mistrzów. Mamy dużo większy potencjał niż cała Europa Wschodnia, Skandynawia czy nawet Austria. A im się występy w Lidze Mistrzów zdarzajš.

Ale u nas notorycznie marnowane sš pienišdze. Chociażby na wiecznie przepłacanych piłkarzy...

To się zmieniło. Bazowe koszty utrzymania pierwszego zespołu, czyli suma pensji piłkarzy, były większe, gdy przychodziłem do klubu. Teraz pojawiło się w ekstraklasie sporo zawodników czeskich, słowackich, nasza młodzież też zaczęła się pokazywać. Oni sš tańsi. Nie ma Józefa Wojciechowskiego, co bardzo pomaga. Bogusław Cupiał nie ma gestu, to też pomaga. My nie mamy kasy. Nikt nie nakręca spirali. Nasz komfort polega na tym, że każdemu piłkarzowi w Polsce możemy zaproponować mniejszš pensję, a i tak będzie chciał u nas grać. Bo u nas sš większe szanse na zwycięstwa i na premie. My dziœ nie musimy się z nikim finansowo œcigać. To jest Warszawa, ludzie chcš tu mieszkać, ale największym atutem byłyby oczywiœcie zwycięstwa.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL