Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Piłka nożna

Miroslav Radović: Warszawa jest moim miastem

Miroslav Radović
Fotorzepa, Piotr Nowak
Choć Legię mam w sercu, moim następnym klubem będzie Olimpia Lublana - mówi Miroslav Radović, były piłkarz Legii.

Rzeczpospolita: Prawie rok spędził pan w chińskim klubie Hebei China Fortune, ale nie słyszeliœmy o sukcesach. To był jednak zły wybór?

Miroslav Radović: Wybór był dobry, ale miałem pecha. Wkrótce po przyjeŸdzie do Chin doznałem nietypowej dla piłkarza kontuzji barku. Nawet tam operacja może się nie udać i mnie to właœnie spotkało. Potrzebna więc była druga operacja, po niej rehabilitacja, dochodzenie do formy, w rezultacie rozegrałem tylko pięć meczów, strzeliłem dwie bramki i miałem dwie asysty. Drużyna walczyła o awans do chińskiej ekstraklasy, czyli Superligi więc trener musiał stawiać na pewnych zawodników, a nie takich, którzy borykajš się z problemami. Dlatego mówię o pechu. W tej sytuacji postanowiłem wrócić do Europy.

Udało się wywalczyć awans?

Tak, więc przynajmniej mogę powiedzieć, że miałem w tym mały udział. Pamiętam, że kiedy opuszczałem Warszawę, niektórzy się œmieli po co ja jadę do klubu drugiej ligi chińskiej. Dziœ ten klub jest o klasę wyżej i właœnie zapłacił Romie 18 mln euro za napastnika Wybrzeża Koœci Słoniowej Gervinho, którego w Polsce dobrze znamy z czasów gry w Arsenalu. A to nie były ostatnie pienišdze, jakie miał ten klub.

Kto jest jego właœcicielem?

Czterdziestokilkuletni, bardzo sympatyczny Chińczyk, który ma firmę budowlanš. Stawia przede wszystkim apartamentowce. Klub znajduje się w mieœcie Qinhuangdao, niedużym jak na chińskie warunki. Mieszka w nim około 4 mln ludzi. A ponieważ leży nad Morzem Żółtym, w atrakcyjnej częœci kraju, latem przyjeżdża tam drugie tyle wczasowiczów. Tym bardziej, że w pobliżu kończy się mur chiński. W Hebei nie ma tradycji piłkarskich, ale Chińczycy oszaleli na punkcie futbolu i wydajš na niego coraz więcej pieniędzy.

Z czego wynika ta popularnoœć?

Nie wiem, ale chyba z globalizacji. W Chinach oglšda się transmisje meczów lig zachodnioeuropejskich, najlepsze kluby przyjeżdżajš tu na cykl meczów. Chińczycy majš rozwiniętš potrzebę rywalizacji w każdej dziedzinie. Piłka niby wcišż jest tylko hobby, ale już chcieliby grać z zachodnimi klubami jak równy z równym. Ponieważ sami nie majš jeszcze wybitnych zawodników, to sprowadzajš ich z zagranicy. Myœlę, że za 4 - 5 lat dogoniš Europę, choćby dlatego, że wykupiš większoœć najlepszych graczy i trenerów. I przyjdzie dzień, w którym klub chiński stanie się dla kogoœ takiego jak Cristiano Ronaldo, Neymar czy ich następcy równie atrakcyjny jak najlepsze kluby hiszpańskie, angielskie, włoskie czy niemieckie. Będšc w Chinach nie słyszałem o kryzysie. Pieniędzy tam nie brakuje.

Czy piłkarz z Europy łatwo aklimatyzuje się w Chinach?

Pod każdym względem. Do klimatu i kuchni nietrudno się przyzwyczaić. Bardzo ważne jest to, że ludzie sš bardzo sympatyczni i życzliwi. Chcš ci bez przerwy we wszystkim pomagać. Ja nie byłem w Qinhuangdao tak rozpoznawalny jak w Warszawie, bo nie zdšżyłem na to zapracować. Ale mój przyjazd stał się głoœny, bo na mojš atrakcyjnoœć wpłynęło to, że przyjechałem z Europy. Drugi powód popularnoœci nieco mnie zaskoczył. Chińczykom imponowało to, że była ze mnš liczna rodzina: żona i troje dzieci. A rodzina bardzo się tam liczy.

To nawet nie możecie się piwa napić...

Piwo w Chinach jest bardzo dobre, można pić, ale spotkania towarzyskie nie przypominajš tych w Polsce czy na Bałkanach. Chińczycy majš inny temperament, na stadionie nie reagujš tak żywiołowo jak kibice na Łazienkowskiej. Ale to wszystko ma swój urok. Był tam taki zwyczaj, że po meczach trener zapraszał do restauracji zawodników z całymi rodzinami. Dzięki temu zżywaliœmy się ze sobš. Rozstałem się z prezesem, klubem w jak najlepszej atmosferze a ponieważ ludzie, z którymi tam się zetknšłem - piłkarze i pracownicy byli wyjštkowo sympatyczni, wiem, że będę utrzymywał z nimi kontakt. BšdŸmy szczerzy, w Europie to nie jest norma.

Daleko nie szukać, miał pan wrócić do Legii a nic z tego nie wyszło...

Kiedy podjšłem decyzję o opuszczeniu Chin, wiedziałem, że wracam do Warszawy. To był mój pierwszy wybór. Spędziłem tu dziesięć lat, mam polskie obywatelstwo. Ale nie wyszło. Legia ma inne plany, w których się nie mieszczę i nie mam o to do nikogo pretensji. Bardziej przykro było mi wtedy, kiedy wyjechałem z drużynš do Amsterdamu, wiedziałem, że zagram tam ostatni raz w barwach Legii, a na cztery czy pięć godzin przed meczem dowiedziałem się, że nie będę nawet rezerwowym. Trener Henning Berg wiedział, że przenoszę się do Chin, bo przecież nie robiłem z tego tajemnicy. Uznał, że jestem myœlami w Azji a nie z Legiš więc nie wystawił mnie. Gdyby mnie dobrze znał, to wiedziałby, że dla Legii włożyłbym nogę pod tramwaj.

Gdzie więc będzie pan grał?

Podpisałem umowę z Olimpiš Lublana. Solidny słoweński klub, którego właœcicielem jest Milan Mandarić, w przeszłoœci właœciciel m.in. klubów angielskich: Portsmouth, Leicester i Sheffield Wednesday. Olimpia jest liderem ligi Słowenii, wyprzedza Maribor, który niedawno występował w Lidze Mistrzów.

Jeszcze niedawno mówiło się, że Miro Radović pójdzie w œlady swojego rodaka Aleksandara Vukovicia i po zakończeniu kariery zostanie w Polsce. Ale po tym co się stało to chyba mało realne?

Dlaczego? Legię mam w sercu, Warszawa jest moim miastem a Polska drugš ojczyznš. Zawsze chętnie będę tu wracał. Jako piłkarz, trener czy tylko kibic - tego nie wiem.

—rozmawiał Stefan Szczepłek

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL