Piłka nożna

Ekstraklasa: Śląsk Wrocław - Lech Poznań 2:0

PAP, Maciej Kulczyński
Liderujący w tabeli Lech Poznań przegrał na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław w meczu 10. kolejki Ekstraklasy. Tym samym Śląsk, w ciągu tygodnia wygrał najpierw z mistrzem Polski (Śląsk pokonał u siebie Legię 2:1) i trzecią drużyną poprzedniego sezonu.

We Wrocławiu spotkały się drużyny, które nie przegrały od siedmiu meczów. Passę przedłużył jedynie Śląsk, który był zespołem lepszym i zwyciężył w pełni zasłużenie. Był to też pierwszy pojedynek podopiecznych trenera Jana Urbana w tym sezonie bez straty gola.

Spotkanie lepiej zaczął Lech, który przez pierwsze pięć minut wysokim pressingiem nie pozwalał wyjść gospodarzom nie tylko z własnej połowy, ale nawet z trzydziestego metra. Goście w tym czasie wywalczyli dwa rzuty rożne i dwa razy mocno zakotłowało się w polu karnym Śląska.

Wrocławianie w końcu opanowali sytuację i mecz się wyrównał. Obie ekipy wysoko podchodziły pressingiem i walka toczyła się głównie w środku pola. Z czasem zaczęła zarysowywać się przewaga Śląska, który grał szybciej i przede wszystkim dokładniej. Zawodnicy starali się też oddawać strzały zza pola karnego i po takich uderzeniach Roberta Picha oraz Marcina Robaka bramkarz Lecha nie bez problemu wybijał piłkę na rzut rożny.

W 25. minucie goście przejęli piłkę i ruszyli z kontratakiem. Christian Gytkjaer przyjął jednak źle piłkę i akcja poszła w drugą stronę. Goście nie zdążyli ustawić szyków obronnych i Śląsk miał więcej miejsca na rozegranie ataku. Mariusz Pawelec dograł do Arkadiusza Piecha, ten skiksował, ale piłka przeszła przez całe pole karne i trafiła do Roberta Picha, który nie miał problemu z trafieniem do bramki.

Dopiero po stracie gola Lech zaczął grać szybciej, jednak nie potrafił zagrozić bramce gospodarzy. Ponieważ Śląsk nie parł już tak do przodu, gra ponownie toczyła się głównie w środku pola. Ciekawie zrobiło się dopiero pod sam koniec pierwszej połowy. Najpierw sędzia wyrzucił na trybuny trenera Nenada Bjelicę, który niemal od początku spotkania nie zgadzał się z decyzjami arbitra. Chwilę później, już w doliczonym czasie, Jakub Kosecki wdał się w pojedynek z Mario Situmem i ten go podciął. Sędzia Paweł Gil się nie wahał i wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Robak, który jeszcze nie tak dawno był w Lechu, i nie dał szans bramkarzowi gości. Przyjezdni już nawet nie wznawiali gry od środka boiska.

Po zmianie stron inicjatywę przejął Lech. Goście byli częściej przy piłce i przenieśli ciężar gry bliżej pola karnego Śląska, lecz nadal mieli duże problemy z wypracowaniem sobie dogodnej sytuacji. Grali przede wszystkim za wolno, ale też za mało dokładnie, aby zaskoczyć dobrze ustawiających się rywali. Właściwie przyjezdni tylko raz poważniej zagrozili bramce Jakuba Wrąbla. Po rzucie rożnym na dobrej pozycji znalazł się Łukasz Trałka, jednak w ostatniej chwili zmierzającą do niego piłkę wybił Piotr Celeban. I to było wszystko.

Śląsk szukał szans na trzeciego gola w kontratakach. Kilka z nich zapowiadało się bardzo groźnie, ale brakowało ostatniego podania. Najbliższy podwyższenia prowadzenia był Sito Riera, jednak uderzył z pola karnego lekko i bramkarz Lecha nie miał problemu ze złapaniem piłki.

Więcej emocji, a także goli nie było i wrocławianie pokonali Lecha 2:0.

Źródło:

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL