Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Piłka nożna

Ekstraklasa piłkarska: Podbeskidzie - Lech 4:1

Piłkarz Podbeskidzia Bielsko-Biała Robert Demjan cieszy się z gola podczas meczu polskiej Ekstraklasy z Lechem Poznań
PAP/ Andrzej Grygiel
Niespodzianka w Bielsku-Białej. Ostatnie w tabeli Podbeskidzie pokonało mistrza Polski Lecha Poznań 4:1. To pierwsza wygrana „Górali” na własnym stadionie w tym sezonie.

Podbeskidzie rozpoczęło spotkanie bardzo ofensywnie. Po atakach skrzydłami raz po raz groźnie robiło się na polu karnym Lecha. W 10. min dobrą okazję miał Robert Demjan, ale uderzył nieczysto. Pięć minut później po dośrodkowaniu Adama Mójty bliski szczęścia był Mateusz Szczepanik. Jasmin Buric wyszedł ze starcia obronną ręką.

Ataki gospodarzy przyniosły skutek w 17. min. Robert Demjan wykorzystał prostopadłe podanie w pole karne od bardzo aktywnego Damiana Chmiela i ze stoickim spokojem podciął piłkę umieszczając ją w siatce. „Górale” mogli podwyższyć w 41. min, ale kunsztem popisał się Buric, który nie bez problemów wyłapał piłkę po strzale z woleja Mateusza Możdżenia.

Lech w pierwszej połowie nie potrafił znaleźć lekarstwa na rozpędzone Podbeskidzie. Tylko raz poważniej zagroził Emilijusowi Zubasowi. W 31. min po długim dośrodkowaniu Tomasa Kadara Dawid Kownacki podał do ustawionego na 15. metrze Darko Jevtica. Uderzenie Szwajcara było jednak bardzo niecelne.

Początek drugiej połowy należał do Lecha. Podbeskidzie kontrowało. Pod bramkami jednak nie iskrzyło. Dopiero w 58. min zapachniało po raz pierwszy golem. Kownacki z ostrego kąta uderzył jednak niecelnie. Cztery minuty później już się nie pomylił. Po przejęciu piłki wybitej przez Zubasa po strzale Jevtica lewą stroną przez gości Kadar wszedł lewą stroną w pole karne i dośrodkował dokładnie, a Kownacki dopełnił formalności.

Bielszczanie ponownie objęli prowadzenie w 64. min. Po rzucie rożnym głową do bramki trafił Marek Sokołowski. Chwilę później ten sam zawodnik ocalił zespół od utraty gola wybijając piłkę z linii bramkowej. W 80. min „Górale” podwyższyli prowadzenie. Po kontrze Mójta dośrodkował z lewej strony, a piłkę do bramki – po niepewnej interwencji Burica – wepchnął Mateusz Szczepaniak. W 88. min znów dośrodkowywał z lewej strony Mójta, a na listę strzelców wpisał się Jakub Kowalski.

W doliczonym czasie gry do bramki trafił Mójta, ale sędzia dopatrzył się spalonego.

Źródło:

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL