Piłka nożna

Ekstraklasa: Bez goli w meczu Śląska Wrocław z Górnikiem Zabrze

PAP, Marian Kulczyński
Bezbramkowym remisem zakończył się mecz Ekstraklasy pomiędzy Śląskiem Wrocław a Górnikiem Zabrze.

Bardziej obiecująco mecz zaczął Śląsk, który dłużej utrzymywał się przy piłce i częściej gościł pod bramką Górnika. W 11. min przewagę wrocławianie mogli udokumentować golem. Po szybkiej, składnej akcji na lewym skrzydle piłka trafiła w polu karnym do Węgra Andrasa Gosztonyiego. Ten przymierzył, uderzył i bramkarz Radosław Janukiewicz tylko odprowadził piłkę wzrokiem, która trafiła w słupek. Kilkadziesiąt sekund później po kontrataku groźnie zrobiło się pod bramką gospodarzy. Po długim podaniu sam na sam z Mariuszem Pawełkiem mógł się znaleźć Ken Kallaste, ale bramkarz Śląska zdołał uprzedzić zawodnika Górnika.

Od tego momentu spotkanie się wyrównało i gra toczyła się głównie w środku pola. Ponieważ oba zespoły miały problem z przedostaniem się w okolice pola karnego rywali, grały wolno i niedokładnie, z boiska wiało nudą. A jeżeli już któraś z ekip zdołała się przedrzeć pod bramkę przeciwnika, nic z tego nie wynikało. Ciekawie zrobiło się jeszcze tylko raz, kiedy po wstrzeleniu piłki w pole karne przez Roberta Picha Ryota Morioka nie trafił głową z kilku metrów do pustej bramki.

Druga połowa mogła się fantastycznie zacząć dla Śląska, bo zaraz po wznowieniu gry w dogodnej sytuacji znalazł się Pich, ale piłka po jego po uderzeniu odbiła się jeszcze od jednego z obrońców Górnika i o centymetry minęła bramkę.

Sytuacja wrocławian nie oznaczała, że obraz spotkania zmieni się na lepszy. Nadal obie drużyny raziły niedokładnością i nie potrafiły wypracować sobie pozycji strzeleckich. Jeżeli już któryś z zespołów zagroził bramce rywala, był to Górnik. Szansę na gola miał Marcis Oss po rzucie rożnym, a także Sebastian Steblecki, ale pierwszy fatalnie chybił, a drugiego szczęśliwie Pawełek zdołał obronić.

Gra ożywiła się dopiero w ostatnim kwadransie. Obie drużyny nie miały już tyle sił, na boisku zrobiło się więcej miejsca i szybciej sytuacje przenosiły się z jednej połowy na drugą. Dla Górnika w tym okresie gola mógł zdobyć wślizgiem Dominik Sadzawicki, a dla Śląska Pich. Obaj jednak w dogodnych sytuacjach chybili. To były jednak ostatnie szanse dla obu zespołów. Jeszcze tylko w doliczonym czasie gry czerwoną kartką za faul został ukarany Marcis Oss i mecz się zakończył.

Źródło:

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL