Wisła przegrała we Wrocławiu

aktualizacja: 13.02.2016, 00:55
Zawodnik Śląska Wrocław Tomasz Hołota cieszy się z bramki strzelonej Wiśle

Śląsk Wrocław pokonał przed własną publicznością Wisłę Kraków 1:0.

REDAKCJA POLECA

Mecz Śląska z Wisłą miał swój podtekst, bo zespół z Krakowa po raz pierwszy prowadził Tadeusz Pawłowski, który jesienią pracował w zespole z Wrocławia. Poza tym Pawłowski to żywa legenda klubu z Oporowskiej i na jego cześć najzagorzalsi fani Śląska przygotowali specjalną oprawę spotkania. 

W obu drużynach w pierwszych jedenastkach zagrało po trzech nowych zawodników. W Śląsku byli to Lasza Dwali, Ryota Morioka i Andras Gosztonyi, a w Wiśle: Rafał Pietrzak, Witalij Bałaszow i Zdenek Ondrasek. Ten ostatni był najbliższy zdobycia gola w pierwszej połowie. Po dosyć przypadkowej akcji, kiedy piłka odbijała się od zawodników obu zespołów jak na bilardzie, napastnik gości znalazł się sam przed Mariuszem Pawełkiem. Uderzył, ale za lekko, aby zaskoczyć bramkarza gospodarzy.

Śląsk takiej okazji w pierwszej połowie nie miał. Najlepiej zapowiadała się akcja Kamila Bilińskiego, lecz zamiast podać do wybiegającego na wolne pole Toma Hateleya zdecydował się na drybling i stracił piłkę. 

Druga połowa zaczęła się od odważnych ataków gości i już po sześciu minutach mogli prowadzić. Po ładnym zagraniu w tempo Witalija Bałaszowa w dogodnej sytuacji znalazł się Rafał Boguski, ale trafił tylko w spojenie słupka z poprzeczką. Chwilę później groźnie strzelał Ondrasek, lecz minimalnie chybił. 

Śląsk w tym okresie miał problemy nie tylko z przedostaniem się pod bramkę rywali, lecz nawet z wyjściem z własnej połowy. Wrocławianie grali wolno, a przede wszystkim niedokładnie. 

Impetu Wiśle starczyło na kwadrans. Później gra się wyrównała i kibice oglądali, to co w pierwszej połowie – oba zespoły dosyć łatwo przedostawały się w pobliże pola karnego rywali, ale akcjom brakowało skutecznego wykończenia. 

Znacznie groźniejsze były kontrataki obu ekip. Po jednej z takich akcji Bałaszow znalazł się sam przed Pawełkiem, lecz strzelił lekko i bramkarz Śląska nie miał problemu ze załapaniem piłki.

Naprawdę ciekawie zaczęło się dopiero robić od 80. minuty. Chwilę wcześniej po rzucie wolnym Tomasz Hołota wykorzystał błąd w ustawieniu obrońców Wisły i strzałem głową nie dał szans Michałowi Miśkiewiczowi. Goście nie mając już nic do stracenia rzucili się do ataków, a gospodarze cofnięci na własną połowę kontratakowali. Ci drudzy byli znacznie groźniejsi i w 88. minucie po świetnej akcji zapoczątkowanej przez Hataleya powinni przypieczętować wygraną, ale żaden z zawodników nie zdecydował się na strzał z pola karnego, tylko sobie podawali piłkę, aż wreszcie goście ją wybili. 

Mogło się to zemścić w doliczonym czasie gry, kiedy w idealnej sytuacji znalazł się Bałaszow. Pomocnik Wisły był sam w polu karnym, lecz trafił wprost w Pawełka. Chwilę później szanse na gola dla Śląska miał Petar Grajciar, lecz Miśkiewicz zdołał jego strzał obronić nogą. To była ostatnia akcja spotkania.

Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 1:0 (0:0) 


Bramki: 1:0 Tomasz Hołota (79-głową).


Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Tom Hateley, Ryota Morioka, Andras Gosztonyi, Dudu Paraiba. Wisła Kraków: Wilde-Donald Guerrier, Maciej Sadlok, Richard Guzmics. 


Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).


Widzów: 13 015.


Śląsk Wrocław: Mariusz Pawełek - Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Lasza Dwali, Dudu Paraiba - Kamil Dankowski (73. Krzysztof Ostrowski), Tom Hateley (90. Peter Grajciar), Tomasz Hołota, Ryota Morioka (68. Robert Pich), Andras Gosztonyi - Kamil Biliński. 


Wisła Kraków: Michał Miśkiewicz - Łukasz Burliga, Arkadiusz Głowacki, Richard Guzmics, Maciej Sadlok - Wilde-Donald Guerrier (61. Tomasz Cywka), Rafał Pietrzak (83. Rafael Crivellaro), Alan Uryga, Rafał Boguski, Witalij Bałaszow - Zdenek Ondrasek.

Żródło:

POLECAMY

KOMENTARZE