Opinie

Przesadna wiara w złoto

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
Fotorzepa, Radek Pasterski
Kiedy Najwyższy Przywódca Korei Północnej każe odpalać rakiety... Kiedy na świecie wybuchł gigantyczny kryzys finansowy zagrażający bankructwem wielkim bankom... Kiedy w latach 70. szoki naftowe osłabiły światową gospodarkę i podważyły siłę pieniądza... Kiedy tylko światu zagrażają kryzysy, wojny, rewolucje albo inwazje Marsjan – rośnie cena złota. Od początku tego roku o 17 proc., a w latach 2000–2012 sześciokrotnie.

Złoto ma swoja magię – o czym mogą zaświadczyć i zakochane w biżuterii kobiety, i dumni ze złotych Rolexów eleganci, i śpiący spokojnie nad pełnymi sztabek skarbcami bankierzy, i Polacy oszukani przez Amber Gold.

Kiedy mówię, że każda inwestycja finansowa wiąże się z ryzykiem, zawsze znajdzie się ktoś, kto odpowiada: nieprawda. Stracić można na wszystkim, ale nie na złocie. Bo w odróżnieniu od papieru złoto zawsze trzyma wartość. A często znajdzie się jeszcze ktoś, kto doda: gdyby tylko przywrócić wymienialność pieniądza na złoto, żadnego kryzysu na świecie w ogóle by nie było.

Złoto ma swoje ekonomiczne walory, nie ma dwóch zdań. Ale bez przesady. Po pierwsze, posiadanie złota nie jest gwarancją bezpieczeństwa i rozwoju. Kiedy Aleksander Wielki zdobył skarbiec perskich królów w Persepolis, znalazł w nim zbierane skrzętnie od lat 4 tys. ton złota i srebra, których wartość według obecnych cen sięgała blisko 10 mld dol. Ale to pozbawiona rezerw złota Macedonia podbiła w Persję, a nie odwrotnie. A największy przez stulecia posiadacz złota na świecie – Indie – został w końcu biedną kolonią małej, ale bogatej dzięki pracy i handlowi Anglii. Bo złoto nie tworzy bogactwa, co najwyżej pomaga w jego przechowaniu.

Po drugie, zakup złota nie jest gwarancją powodzenia inwestycji finansowej. W czasach spadku wartości pieniądza i stagflacji lat 1973–1980 złoto radziło sobie znakomicie jako bezpieczna lokata inwestycji. Jego ceny wzrosły ponadczterokrotnie (co dało realne zyski rzędu 80 proc.). Jednak ułuda bezpieczeństwa szybko prysła, gdy w latach 1981–1984 ceny złota spadły o połowę, a spadek ten pożarł niemal cały wypracowany przez dekadę zysk. Kto kupił złoto za rozsądną cenę, zarobił. Kto kupił je za cenę spekulacyjnie zawyżoną, stracił.

No i po trzecie, wymienialność pieniądza na złoto wcale nie zapewnia stabilności gospodarczej. W chwili wybuchu największego kryzysu w historii – Wielkiej Depresji lat 1929–1933 – najważniejsze waluty świata były wymienialne na złoto. I nie tylko nie zapobiegło to utworzeniu się potężnej bańki spekulacyjnej na rynkach finansowych, ale dodatkowo pogrążyło kraje w potężnej deflacji i kryzysie – tym mocniej, im dłużej wymienialność starano się utrzymać.

Złoto jest dobrą inwestycją na burzliwe czasy i dobrym środkiem stosunkowo bezpiecznego przechowywania oszczędności. Ale nie jest cudowną receptą na wszystko.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL