Zabytki wciąż bez kodeksu dziedzictwa

aktualizacja: 30.08.2017, 08:23
Foto: Fotorzepa, Sławomir Mielnik

We wrześniu zaczną obowiązywać zmiany w przepisach, które choć nie wprowadzają rewolucji, to pozwolą łatwiej uzyskać dofinansowanie zabytku. Zapewnią mu też lepszą ochronę – pisze Kamil Zeidler.

REDAKCJA POLECA

Z początkiem września wjedzie w życie kolejna ważna nowelizacja (Dz.U. z 2017 r. poz. 1595) ustawy z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Nie jest to rewolucja w ochronie zabytków, której można by oczekiwać – nadal ustawodawca nie wysilił się na tyle, aby wzorem Włoch czy Francji wydać kodeks dziedzictwa – ale jest to niewątpliwie istotny krok we właściwym kierunku. Trzeba więc docenić, że Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego udało się wprowadzić kolejne zmiany, które w doniosły sposób ulepszają system prawnej ochrony zabytków w Polsce.

Nic bez nadzoru

Do tej pory bywało tak, że w przypadku wszczęcia postępowania o wpis zabytku do rejestru był on jeszcze narażony na działania, które mogły mu zwyczajnie zaszkodzić, a nawet doprowadzić do jego zniszczenia. Teraz od dnia wszczęcia postępowania w sprawie wpisu zabytku do rejestru do dnia, w którym decyzja w tej sprawie stanie się ostateczna, przy zabytku, którego dotyczy postępowanie, zabrania się prowadzenia prac konserwatorskich, restauratorskich, robót budowlanych i podejmowania innych działań, które mogłyby prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany jego wyglądu. Co więcej, zakaz ten dotyczy także robót budowlanych objętych pozwoleniem na budowę albo zgłoszeniem, a także działań określonych w innej decyzji pozwalającej na ich prowadzenie. Powinno to usunąć wyścig z czasem, gdzie z jednej strony konserwator nie ma wpływu na to, co się dzieje z zabytkiem w trakcie trwającego postępowania, a z drugiej właściciel, posiadacz czy inwestor może z nim jeszcze wiele zrobić poza kontrolą konserwatorską.

Przyznano też generalnemu konserwatorowi zabytków, który jest wiceministrem w resorcie kultury – uprawnienie do ingerowania w tzw. pozwolenia konserwatorskie wydawane na podstawie art. 36 ust. 1 ustawy. Jest to bardzo silne narzędzie nadzoru merytorycznego nad działaniami administracji konserwatorskiej, przede wszystkim nad wojewódzkimi konserwatorami. Co więcej, w ramach koordynowania działalności wojewódzkich konserwatorów generalny konserwator zabytków będzie mógł ustalać ogólne kierunki ich działania, wydawać instrukcje i wytyczne określające sposób ich postępowania oraz żądać od nich sprawozdań z działalności. Jest to także bardzo ważne narzędzie ujednolicenia praktyki konserwatorskiej w skali całego kraju, jak też przyznanie realnego wpływu na działalność państwowej administracji konserwatorskiej.

W nowelizacji czytamy, że „wojewódzkiego konserwatora zabytków powołuje wojewoda na wniosek Generalnego Konserwatora Zabytków wskazujący kandydata na to stanowisko". Poza tym, że nie jest to szczególnie udana redakcja przepisu, wynika z niej, iż to wojewoda wskazuje kandydata, a przecież można by oczekiwać, aby to generalny konserwator miał to uprawnienie. Natomiast wojewódzkiego konserwatora zabytków odwołuje wojewoda na wniosek generalnego konserwatora albo za jego zgodą. Generalny konserwator ma też wpływ na powoływanie kierowników delegatur wojewódzkich urzędów ochrony zabytków.

Surowe kary

Warto też zwrócić uwagę na to, że w myśl znowelizowanego art. 81 ustawy dotacja na prace konserwatorskie, restauratorskie lub roboty budowlane przy zabytku wpisanym do rejestru lub znajdującym się w gminnej ewidencji zabytków może być udzielona przez organ stanowiący gminy, powiatu lub samorządu województwa, na zasadach określonych w podjętej przez ten organ uchwale. Co ważne, dotacja może być udzielona w wysokości do 100 proc. nakładów koniecznych na wykonanie przez wnioskodawcę prac konserwatorskich, restauratorskich lub robót budowlanych przy zabytku nie tylko wpisanym do rejestru, ale też znajdującym się w gminnej ewidencji zabytków.

Zostaje też zmieniony i wzmocniony system sankcji. Dotyczy to wprowadzenia do ustawy rozdziału 10a – „Administracyjne kary pieniężne". To tam przeniesiono niektóre czyny określane dotychczas jako wykroczenia. Model ten nie był powszechnie stosowany, dlatego – pozostawiając nadal czyny karnie zabronione w rozdziale 11 ustawy – wprowadzono tę szczególną mobilizację finansową dla przestrzegania przez właścicieli lub posiadaczy zabytków norm zawartych w ustawie. Jest to zachęta istotna, bo w przypadku niektórych przepisów wprowadzono karę pieniężną do wysokości pół miliona złotych! Warto dodać, że jeden czyn, który był dotąd wykroczeniem – tzw. nielegalne poszukiwanie zabytków – wobec syzyfowych dotychczas zmagań z praktyką tzw. detektorystów uzyskał status przestępstwa.

Szczególnie doniosłym novum jest to, że zostanie utworzony Narodowy Fundusz Ochrony Zabytków, będący państwowym funduszem celowym, którego dysponentem będzie minister kultury i dziedzictwa narodowego. Przychodem tego funduszu będą wpływy z kar pieniężnych, choć w przyszłości warto byłoby maksymalnie rozszerzyć zakres źródeł, z których pozyskiwane tam będą środki finansowe. Środki funduszu będą przeznaczane na dofinansowanie nakładów koniecznych na wykonanie prac konserwatorskich lub restauratorskich przy zabytkach wpisanych na Listę Skarbów Dziedzictwa, a także dodatkowo jeszcze robót budowlanych przy zabytku wpisanym do rejestru zabytków.

Nowelizacja wprowadza też szereg zmian szczegółowych, na których omawianie nie ma tu miejsca, niemniej – można to już dziś ocenić – służących usprawnieniu postępowań, których celem jest ochrona zabytków. Zmiany te z jednej strony istotnie wzmacniają narzędzia prawnej ochrony zabytków, z drugiej dają szersze możliwości dofinansowania prac przy zabytku – co powinno ucieszyć szczególnie właścicieli lub posiadaczy takich obiektów. Zmartwieni powinni być oni tylko wówczas, gdy przepisy ustawy będą chcieli naruszać.

Nie ma więc w prawie ochrony zabytków rewolucji, ale są zmiany, które należy oceniać pozytywnie. Warto jednak dalej czekać i mieć nadzieję, że prawodawca na tym nie poprzestanie i będzie pracował nad kompleksową zmianą prawa, tak jak w rozmowie dwóch policjantów z amerykańskiego filmu, której tu nie wypada przytaczać, ale którą zainteresowanym mogę przy okazji powtórzyć osobiście.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego

POLECAMY

KOMENTARZE