Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Joanna Parafianowicz: Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego

Krystyna Pawłowicz, Jerzy Owsiak
Fotorzepa, Jerzy Dudek, Marian Zubrzycki
Większoœć osób uważa, skšdinšd błędnie, że istotš pojedynku jest zemsta. Tymczasem, jak można wyczytać w literaturze tematu, pojedynek rozumiany jako zagrożenie zdrowia i życia miał dawać uczestniczšcym w nim osobom satysfakcję.

Stajšc na ubitej ziemi, obrażajšcy stawał w obliczu poniesienia konsekwencji własnych słów lub czynu, obrażony zaœ – dowodził, że w sytuacji, gdy honor – jego lub osoby, w obronie której honoru stanšł (np. kobiety) doznał uszczerbku, gotów jest do największych poœwięceń (A. Tarczyński, Kodeks i pistolet. O niektórych przejawach honoru w międzywojennej Polsce). Niezależnie od póŸniejszych losów tej instytucji, niegdyœ, œwiadomoœć grożšcego pojedynku z użyciem broni palnej skutecznie studziła emocje i temperowała język, bowiem wspomnienie chwili przed oddaniem strzału, mimo tego, że większoœć z nich nie trafiała do celu (z uwagi na niegwintowane lufy i niemały dystans), mroziła krew w żyłach, a wyniesiona z tego doœwiadczenia nauka nierzadko starczała na resztę życia.

Przyjmuje się, że pojedynek dał poczštek postępowaniu honorowemu, choć z czasem ulegało one zmianom. Potrzeba spisania zasad zwyczajowych dotyczšcych kulturalnego rozstrzygania sporów skutkowała pojawieniem się w Polsce w pierwszej połowie XIX wieku pierwszych kodeksów honorowych. W miejsce pojedynków zaczęto nadto uznawać alternatywne formy dochodzenia zadoœćuczynienia, między innymi dlatego, że na pojedynkujšcych się Koœciół katolicki nakładał ekskomunikę, a państwo uznało je za kwalifikowanš formę przestępstwa. Główna rola sekundantów ewoluowała w kierunku działań zmierzajšcych do uniknięcia pojedynku, w drodze negocjacji i polubownego załatwienia sporu.

Wypada zauważyć, że jednym z kryteriów oceny zasad moralnych i kultury społeczeństwa jest waga, którš przywišzuje ono do spraw honoru. Odejœcie od zasad honorowego rozwišzywania sporów, nie dowodzi zatem braku podstaw do ich inicjowania lecz – upadku obyczajów. Gafy, nietakty, faux pas, czy ciężkie uszczerbki na cudzym honorze (odwołujšc się do nomenklatury kodeksów honorowych) zdarzajš się każdego dnia. Bywajš udziałem osób, których zasług w dziedzinach im bliskim nie sposób kwestionować, osób zasługujšcych na powszechny szacunek i wdzięcznoœć. Wreszcie – osób znanych ze swych dokonań na rzecz innych ludzi i takich, które będš czynić dobro do końca œwiata i o jeden dzień dłużej. Z drugiej stron, owe gafy, nietakty, faux pas, czy ciężkie uszczerbki na honorze mogš także dotknšć - każdego – nie tylko osób postrzeganych jako kulturalne i prawe, ale także takich, które przez wiele osób oceniane sš negatywnie, które okreœla się, być może nie bez racji, jako cyniczne, brutalne, czy aroganckie. Osób, o których pisało się nie raz, że sš psem gończym Jarosława Kaczyńskiego, który spuszcza je z łańcucha, a wówczas one warczš, szczekajš i gryzš. Osób, które zdajš się zadowolone z wywoływanego wrażenia i być może wkładajšcych niemało wysiłku w to, aby w œwietle kamer starać się o zachowania, które zasługiwały na miano coraz to bardziej wyuzdanych, co najmniej w warstwie językowej.

Zatem, gdy osoba honorowa, pod wpływem atmosfery chwili, emocji i zwyżki adrenaliny skieruje wobec innej osoby słowa o wdzięcznym brzmieniu, np. „Niech pani spróbuje seksu. Poczuje pani motyle w brzuchu, poczuje pani rozluŸnione plecy. Poczuje pani wiatr we włosach, a przez to w głowie też się może poukładać" – powinna przeprosić.

Spoœród wszystkich magicznych słów, których uczymy nasze dzieci, „przepraszam", obok „dziękuję" i „proszę" jest słowem bodaj magicznym i najmšdrzejszym najbardziej. Pozwala bowiem na to, aby niewielkim nakładem sił, naprawić szkodę i zapobiec dalszym konfliktom. Wzbudza nadto zaufanie do drugiego człowieka i traktowane jest jako dowód dojrzałoœci i odwagi cywilnej.

Nie ulega wštpliwoœci, że słowo „przepraszam" ma wielkš moc. Jednakże tylko wtedy, gdy jest szczere.

Gdy po nie dajšcej się obronić seksistowskiej wypowiedzi, której najpewniej żaden mężczyzna nie stałby się publicznie adresatem, słowo „przepraszam" występuje obok możliwego do wychwycenia przez - panie Katarzyny, panie Anny, panie Joanny – a nie – panie poseł, panie mecenas i panie doktor, protekcjonalnego sformułowania, może być odczytane jako „dalszy cišg happeningu" i dowód braku rzeczywistej skruchy.

Wówczas, granica pomiędzy zdaniem „Pani Krystyno, przepraszam, że w ten sposób wystartowałem do Pani. Jestem pierwszy, który może paniš Krystynę przytulić", a słowami dedykacji „Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego od sympatycznego pana Waldka: "pucio-pucio"!" – może okazać się niepokojšco cienka.

Niegdyœ, w takiej sytuacji, należałoby się zaproszenie na ubitš glebę, w póŸniejszym czasie – sięgnięcie do kodeksu honorowego, a dziœ – sšd. I to bodaj jedyny dotychczas przypadek, w którym trudno mi się z opiniš Krystyny Pawłowicz nie zgodzić.

Autorka jest adwokatem, redaktorem naczelnym „Pokoju adwokackiego" (www.pokojadwokacki.pl), członkiem NRA

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL