Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Opinie

Pietryga: Co Ziobro zepsuł, Duda naprawi?

Andrzej Duda wręcza Julii Przyłębskiej nominację na stanowisko prezes Trybunału Konstytucyjnego.
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Prezydent Andrzej Duda, wyciszając wojnę o sądy, ma wreszcie szansę odegrać samodzielną polityczną rolę. Tylko czy obóz, z którego się wywodzi, mu na to pozwoli?

W poniedziałek w Pałacu Prezydenckim jego gospodarz ma się spotkać z przedstawicielami organizacji prawniczych. Temat to coraz bardziej eskalujący konflikt o reformę sądownictwa. Które punkty zapalne trzeba zneutralizować, by zatrzymać spór?

Dla środowiska sędziowskiego najważniejsza wydaje się rezygnacja ministra sprawiedliwości z radykalnej reformy Krajowej Rady Sądownictwa i z politycznego wyboru jej członków, a także ze zwiększenia jego wpływu na wybór prezesów sądów. Sprzeciw budzi też reforma postępowań dyscyplinarnych, utworzenie w Sądzie Najwyższym specjalnej izby, która miałaby rozpatrywać przewinienia sędziów przy udziale prokuratorów. Sędziom nie podoba się też, że zmiany, które ich dotyczą, nie są z nimi konsultowane na partnerskich zasadach.

Odrębnym punktem jest retoryka polityków partii władzy, która podważa zaufanie społeczne do sądownictwa.

Dla polityków z kolei nie do zaakceptowania jest wrogi stosunek sędziowskich elit i szerzej: środowiska prawniczego, do PiS, który przejawia się w kwestionowaniu wszelkich pomysłów na reformę wymiaru sprawiedliwości. A także zaangażowanie się prawników i ich organizacji po stronie opozycji w związku ze sporem o Trybunał Konstytucyjny. Niektóre organizacje stały się dla niej merytorycznym zapleczem do walki z rządem.

Perspektywa polityczna

Wszystkie te warunki teoretycznie da się spełnić. Jest tylko jedno „ale": nie wiadomo, na ile władzy politycznej, a także prawnikom zależy na rzeczywistym wygaszeniu konfliktu, budowaniu choćby ograniczonego zaufania oraz współpracy przy reformie. Na ile mocną platformą łagodzenia sporu i szukania kompromisu będzie Pałac Prezydencki? I czy prezydent zdoła prowadzić samodzielną, koncyliacyjną, i co najważniejsze skuteczną politykę, odmienną od tej, którą prowadzi ugrupowanie, z którego się wywodzi.

Dla prezydenta może to być trudne, gdyż PiS może wcale nie chcieć spokoju na froncie z prawnikami. Spór o TK pokazał, że wojny z trzecią władzą są dla PiS bezpieczne. Mimo ostrego politycznego ostrzału, manifestacji i protestów, nacisków, krytyki także ze strony instytucji międzynarodowych PiS nie tylko nie wycofał się z obranej polityki, ale w ostatecznym rozrachunku wręcz wzmocnił swoją przewagę w sondażach.

Kryzys trybunalski zaszkodził bardziej opozycji, która zaangażowała wszystkie siły w obronę demokratycznych wartości, czyniąc z nich główny oręż walki z PiS, spychając na dalszy plan pomysły na modernizację kraju.

Nie przekonało to wyborców, i dziś widać, że opozycja wyciągnęła z tego lekcję. Nie chce umierać z takim zapałem jak za Trybunał za KRS i niespecjalnie szanowanych wśród obywateli sędziów. To przewrotnie może być niekorzystne dla partii władzy, jeśli tym razem nie uda się jej związać opozycji w niezrozumiałą dla obywateli wojnę.

Perspektywa sędziów

Środowisko prawnicze nie jest monolitem, z czasem bowiem utworzył się tutaj model oligarchiczny. O tym, jakie jest sądownictwo, jaki jest stosunek sędziów do aktualnej władzy, planowanych reform, decydują elity (prezesi, sędziowie wyższych szczebli, szefowie organizacji), wspierani przez autorytety prawnicze (kadra profesorska, sędziowie TK w stanie spoczynku). W efekcie to ich sympatie czy antypatie mogą decydować o stosunku całego środowiska do danej reformy czy zamierzeń.

Takiej siły nie ma natomiast głos sędziowskich „dołów", czyli 90 proc. sędziów, głównie młodych orzekających w sądach rejonowych. W ostatnim czasie następowało jednak powolne odejście od hierarchicznego podporządkowania i siły autorytetu, które widać było np. w krytyce aktualnego modelu Krajowej Rady Sądownictwa, do której sędziowie liniowi ze względu na tryb wyborczy nie mają praktycznie wstępu. Coraz głośniej zarzucają niedemokratyczny model tej instytucji.

Dlatego pierwsze, dość łagodne zapowiedzi reformy KRS (dopuszczenie do niej również sędziów rejonowych) zostały przez sędziowskie doły przyjęte z cichym entuzjazmem. I gdyby nie późniejsza wolta Zbigniewa Ziobry, polegająca na upolitycznieniu wyborów do KRS, reformy przygotowane przez ministra mogłyby zyskać poparcie sporej grupy sędziów (co w ostatniej dekadzie byłoby ewenementem). Zwłaszcza że Ziobro uderzał w czułe struny. Chcąc ograniczyć sędziowski aparat biurokratyczno-nadzorczy, funkcyjnych skierować w większej mierze do orzekania, wychodził naprzeciw oczekiwaniom sędziowskich dołów, dając nadzieję na poprawę komfortu ich pracy, i mniejsze obciążenia orzecznicze.

Nie było też krytycznej jednomyślności, choćby po wprowadzeniu przez Ziobrę jawnych oświadczeń majątkowych dla sędziów, bombardowanych przez elity. Moment na wprowadzenie poważnej reformy sądownictwa wydawał się więc idealny. Ziobro mógł współdziałać z częścią środowiska.

Tę szansę minister zmarnował, radykalizując reformę KRS oraz zapowiadając większą kontrolę nad wyborem prezesów sądów. Odezwały się uprzedzenia i uzasadnione obawy: politycy chcą podporządkować sobie trzecią władzę, zagrażając niezależności sądów i niezawisłości sędziowskiej. Obawy te mogą być uzasadnione. Podzielone środowisko znowu się połączyło pod przewodnictwem niezadowolonych elit.

Pytanie, jak faktycznie duża jest determinacja Ziobry w forsowaniu takiej reformy KRS. Czy nie jest to doraźne podbijanie bębenka w starciu z sądownictwem, a ostateczny kształt reformy zostanie w parlamencie złagodzony? Gdyby jednak teraz Ziobro wykonał w sprawie KRS krok w tył, mógłby doprowadzić do radykalnej zmiany sytuacji i skierować dyskusję o reformie na właściwy merytoryczny tor.

Perspektywa prezydenta

Andrzej Duda, nieoczekiwanie przyjmując zaproszenie na zjazd adwokatury w Krakowie już w ubiegłym roku, nawiązał do polityki prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który objął patronat nad tym środowiskiem. Odzew na apel środowisk prawniczych i zaproszenie ich przedstawicieli do pałacu wydaje się próbą kontynuacji tej polityki.

Pozbawiony twardego zaplecza i własnej tożsamości prezydent szuka obszaru, który mógłby zagospodarować. Zadanie jest karkołomne. Środowisko prawnicze od lat jest niechętne prawicy. PiS nie pozostaje mu dłużne, bardzo często sięga po antyprawniczą retorykę. Czy prezydentowi uda się zrobić w tym scalonym układzie jakiś wyłom?

Inicjatywa wyciszenia sporu i skierowania go na bardziej merytoryczne i kompromisowe tory jest z punktu widzenia państwa potrzebna i ustawia prezydenta na właściwej pozycji. W odróżnieniu od konfliktu o TK prezydent nie jest jego uczestnikiem i może odegrać ważną rolę koncyliacyjną.

Aby to się powiodło, prezydent musi mieć jednak akceptację własnego obozu politycznego. Karty rozdaje PiS i to od Jarosława Kaczyńskiego będzie zależało, czy w istocie poniedziałkowe spotkanie będzie miało wyłącznie ceremonialny charakter, a wykonane przez Andrzeja Dudę gesty wobec prawników okażą się puste. Obnażą jedynie jego mały wpływ na rzeczywistość polityczną.

Obniżenie temperatury przysporzyłoby na pewno prezydentowi politycznych punktów, stawiając go w roli tego, który stara się łagodzić, rozwiązywać spory i kryzysy ustrojowe.

Warto zatem docenić ruch prezydenta, jednak nadzieja, że uda mu się zakończyć polityczno-prawniczy konflikt, w obecnej sytuacji wydaje się mało realna.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL