Opinie

Michał Jabłoński, Krzysztof Koźmiński o właściwości sądów ws. kredytów frankowych

123RF
Propozycja, by klienci pozywali banki przed sąd swego miejsca zamieszkania, tylko pozornie jest korzystna dla kredytobiorców. W praktyce jeszcze bardziej skomplikuje ich sytuację – piszą eksperci.

Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje, aby klienci banków mogli dochodzić swoich roszczeń przeciwko bankom w sądach w ich miejscu zamieszkania. Może się okazać, że do rozstrzygania skomplikowanych procesów o kredyt indeksowany i denominowany zostaną zaangażowani sędziowie, którzy do tej pory nie zajmowali się tym zagadnieniem, co pogłębi i tak występującą już nieprzewidywalność orzeczniczą.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zmiana będzie miała korzystny wpływ na ewentualne przyszłe postępowania związane z tzw. kredytami frankowymi. Bliższa analiza rozwiązań w kontekście dotychczasowych doświadczeń z orzecznictwem sądowym w sprawach kredytów waloryzowanych do walut obcych niekoniecznie jednak taką optymistyczną wizję potwierdza.

Prokonsumencka zmiana?

Ogłoszona niedawno propozycja zmian w przepisach normujących procedurę cywilną zawiera bardzo interesujące dla środowiska kredytobiorców walutowych, pozostających w sporach z bankami, propozycje. W zakresie właściwości miejscowej, czyli reguł, według których wskazywany jest sąd terytorialnie właściwy dla rozpoznania pozwu, proponuje się, aby „powództwo o roszczenia z czynności bankowych przeciwko bankowi, innej jednostce organizacyjnej uprawnionej do wykonywania czynności bankowych lub ich następcom prawnym wytoczyć można przed sąd właściwy dla miejsca zamieszkania albo siedziby powoda".

Oznacza to w praktyce, że kredytobiorca dochodzący swoich roszczeń przeciwko instytucjom bankowym, nie będzie musiał składać pozwu do sądu położonego w miejscowości, w której znajduje się centrala banku, a więc często nawet kilkaset kilometrów od jego miejsca zamieszkania. W naturalny sposób ułatwi to kredytobiorcom inicjowanie i prowadzenie postępowań sądowych oraz obniży koszty (choćby dojazdu powoda i jego pełnomocnika na rozprawy, a czasami wynikające z konieczności zaangażowania droższych adwokatów w dużym mieście). Jest to więc propozycja teoretycznie dla kredytobiorców powodów pozytywna, zapewniająca im większą wygodę w dochodzeniu roszczeń, bez konieczności procesowania się daleko od miejsca zamieszkania, na terytorium pozywanego banku. Z drugiej strony zmiana ta będzie stanowiła wyzwanie dla kredytodawcy, który zmuszony będzie podnieść wydatki na obsługę prawną – wynikające z konieczności prowadzenia sporów w wielu sądach w Polsce.

O ile założenie wydaje się z perspektywy konsumenckiej pożądane i korzystne dla klientów, o tyle efekt jego wprowadzenia w życie nie musi oznaczać wcale poprawy sytuacji osób procesujących się z bankami.

Wpływ na orzecznictwo

Przypomnijmy, w wydaniu „Rzeczpospolitej" z 14 marca 2017 r. (M. Jabłoński K. Koźmiński, „Frankowicze – nabici w kredyt czy w usługę prawną?") przedstawiliśmy, zapewne kontrowersyjne dla obydwu stron „frankowego" sporu, wnioski wskazujące, że tezy o kształtującej się linii orzeczniczej, mającej ostatecznie wesprzeć racje jednej ze stron (kredytobiorców albo banków) są co najmniej przedwczesne, jeśli nie wprost nieprawdziwe.

Ustalenia takie zostały oparte na badaniach przeprowadzonych przez Fundację Laboratorium Prawa i Gospodarki kilkuset orzeczeń sądów (w większości nigdzie niepublikowanych, pozyskanych przez Fundację w trybie przepisów o dostępie do informacji publicznej) w sprawach kredytów hipotecznych waloryzowanych do walut obcych, wydanych przez składy orzekające z terytorium całego kraju. Wyniki tych badań zostaną wkrótce opublikowane w formie książkowej. Jak jednak pokazały nasze badania, orzecznictwo sądowe w sprawach frankowych cechuje bardzo duża niejednolitość, której źródłem jest nie tylko zróżnicowanie samych umów kredytu, ale przede wszystkim przywiązywanie przez sądy uwagi do indywidualnych i niepowtarzalnych okoliczności zawarcia danej umowy kredytu, w tym okoliczności dotyczących osoby konsumenta (takich jak jego status majątkowy, wykształcenie, działalność inwestycyjna na rynku nieruchomości – nie jest tajemnicą, że wielu kredytobiorców frankowych zarówno biorąc kredyt, jak i go spłacając, cieszyło się dobrą sytuacją finansową i statusem społecznym).

Przedstawiciele kredytobiorców mogą się na taki stan zżymać, podnosząc zarzut nierównego traktowania przez sądy – ale, po pierwsze, zarzut ten nie neguje istniejącej rzeczywistości (z faktami trudno dyskutować), a po drugie, nie bierze pod uwagę, że zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego sąd ma obowiązek rozważyć okoliczności dotyczące zawarcia umowy przy rozstrzyganiu kwestii abuzywności jej postanowień. W tym kontekście pewna niejednolitość orzecznictwa jest niemożliwa do uniknięcia.

Przeszkodą w ukształtowaniu się spójnego orzecznictwa w sprawach kredytów indeksowanych i denominowanych, wieszczonego medialnie przez obydwie strony frankowego sporu, jest także fakt, że już teraz orzeczenia w tych sprawach wydają w większości sądy w kilku miejscach w Polsce (zwykle w miastach siedzibach banków). Nie jest przy tym wielką tajemnicą dla praktyków prawa, że sędziów w jednym sądzie (a ściślej w jednym wydziale sądu) zwykle cechuje względna spójność, jeśli chodzi o sposób rozstrzygania konkretnych problemów prawnych. Nie musi to jednak przekładać się na jednolitość orzeczniczą w skali ogólnokrajowej, zwłaszcza w przypadku, gdy brak jest jednoznacznego stanowiska Sądu Najwyższego, potwierdzonego kilkoma konsekwentnymi wyrokami (stan ten może oczywiście być przedmiotem krytyki, ale nie jest ona w stanie zmienić rzeczywistości). Tym samym niekoniecznie jeden problem prawny jest rozstrzygany podobnie, np. w Warszawie i w Krakowie. Okoliczności te, wraz z dużym zróżnicowaniem sytuacji faktycznych dotyczących poszczególnych umów, determinują aktualny stan rzeczy.

Należy oczekiwać, że proponowana zmiana dotycząca właściwości sądu w sporach między klientami a bankiem spowoduje, że tego rodzaju sprawy będą regularnie rozpoznawane w znacznie większej liczbie sądów, być może nawet w co najmniej kilkudziesięciu sądach w skali całego kraju. Może się więc okazać, że do rozstrzygania skomplikowanych procesów o kredyt indeksowany i denominowany zostaną zaangażowani sędziowie, którzy do tej pory nie zajmowali się tym zagadnieniem, co pogłębi i tak występującą już nieprzewidywalność orzeczniczą, a nawet doprowadzi do sytuacji, w której orzecznictwo sądów jednego obszaru Rzeczypospolitej będzie istotnie odbiegało od stanu w innej części kraju. Tym bardziej że brak jest ugruntowanego stanowiska sądów wyższej instancji, które wytyczałoby kierunki orzecznictwa.

Niepewna przyszłość

Choć w toczącej się w mediach dyskusji na temat kredytów indeksowanych i denominowanych prezentowane są na ogół upraszczające sprawę tezy korzystne dla jednej ze stron tych sporów, jednym z wniosków z badań empirycznych orzecznictwa jest twierdzenie, że wydanie orzeczenia korzystnego lub niekorzystnego dla powoda w sprawie X, nie daje nawet wysokiego prawdopodobieństwa uzyskania podobnego wyroku w analogicznej sprawie Y. Sytuacja taka może kłócić się z wyobrażeniem prawa jako w pełni przewidywalnego systemu gwarantującego realizację określonego roszczenia lub idealistycznym wizerunkiem państwa prawnego, w którym panuje stabilne orzecznictwo, stałość postaw organów władzy publicznej, a obywatele są zdolni przewidzieć skutki wniesionego do sądu pozwu.

Jest już chyba jasne, że perspektywa ustawowego zadośćuczynienia roszczeniom kredytobiorców jest co najmniej odległa. Zatem zmiana legislacyjna w przepisach proceduralnych, pozornie korzystna dla kredytobiorców, a w praktyce pogłębiająca istniejącą niejednolitość orzecznictwa sądowego, doprowadzi do tego, że kredytobiorcy i banki będą jeszcze przez wiele lat prowadzili wyczerpujące spory z odległą perspektywą utrwalenia się względnie jednolitego kierunku ich rozstrzygania.

Dr Krzysztof Koźmiński jest prezesem Fundacji Laboratorium Prawa i Gospodarki, dr Michał Jabłoński jest jej wiceprezesem

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL