Pośrednicy nieruchomości: Oferują kota w worku. Wolno im

aktualizacja: 08.05.2017, 09:44
Grażyna Błaszczak, redaktor "Rzeczpospolitej"
Grażyna Błaszczak, redaktor "Rzeczpospolitej"

Czy w czasach internetu i wyjątkowo łatwego dostępu do wielu informacji kupującym, sprzedającym i wynajmującym potrzebni są jeszcze pośrednicy nieruchomości?

REDAKCJA POLECA
08.05.2017
Pośrednicy w obrocie nieruchomościami. Kto kopiuje adresy z sieci, w ogóle nie chce zawierać umów
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jak zdefiniujemy rolę agenta nieruchomości i jego obowiązki.

Jeśli ma on być tylko skrzynką kontaktową, która zbiera i przekazuje adresy nieruchomości, niewiele o nich wiedząc, to taki „ekspert" jest dziś zbędny. Nawet szkodliwy.

Ile różnych historii opowiadali czytelnicy, skarżąc się na tzw. pośredników, którzy oferowali w internecie mieszkanie, po telefonie od potencjalnego kupca kazali się zawieźć pod blok, a na miejscu nie umieli nawet trafić do mieszkania, bo na osiedlu byli pierwszy raz.

Nie widzieli lokalu, nie znali właściciela, nie mieli z nim podpisanej umowy o pośrednictwo. Po prostu po telefonie od kupca sami dzwonili do sprzedającego i ustalali, że przyprowadzą chętnego umówionego dnia. Umowę z jedną ze stron podpisywali w klatce na parterze, a z drugą – w drzwiach mieszkania na piętrze, bo na dole czekał kontrahent.

Takie sytuacje nadal się zdarzają. Niestety. Z takich ekspertów i agencji wymiany adresów szybko jednak rynek się oczyszcza. Pozostaną na nim ci, którzy mają coś więcej do zaoferowania niż numer telefonu. Oby długo nie psuli opinii profesjonalistom. ©?>N4





POLECAMY

KOMENTARZE