Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie Życia Regionów

Gomułkowskie myślenie

Piotr Gajdziński
materiały prasowe
Wojewoda wielkopolski w ramach swoich dekomunizacyjnych prerogatyw nadał jednej z ulic w Tarnowie Podgórnym, niewielkiej podpoznańskiej miejscowoœci, imię Zbigniewa Romaszewskiego. Tym samym upadła propozycja miejscowych radnych, którzy proponowali nazwać ulicę imieniem Haliny i Stanisława Zbierskich.
Zbierscy to lokalni bohaterowie. On był żołnierzem Wrzeœnia, odznaczonym Virtuti Militari, po wojnie doprowadził do powstania w Tarnowie Podgórnym pomnika upamiętniajšcego poległych w walce z Niemcami, przyczynił się do wybudowania szkoły. Jego żona była sanitariuszkš w powstaniu warszawskim, a po jego upadku trafiła do jednego z hitlerowskich obozów. W PRL przez kilka lat zasiadała w gminnej radzie narodowej. Nie sposób ocenić, czy na ulicę w Tarnowie Podgórnym bardziej zasługujš Zbierscy czy Romaszewski, bo trudno ocenić, kto z nich miał dla Polski większe zasługi. Zbigniew Romaszewski był działaczem Komitetu Obrony Robotników, kierował Komisjš Interwencji i Praworzšdnoœci NSZZ Solidarnoœć, a w stanie wojennym stworzył podziemne Radio Solidarnoœć. Piękny życiorys. Nie mam wštpliwoœci, że Romaszewski jak mało kto zasługuje na upamiętnienie. Ale czyż na pamięć mieszkańców Tarnowa Podgórnego nie zasługujš Halina i Stanisław Zbierscy? A może wojewodzie przeszkadza to, że Zbierscy byli po wojnie zaangażowani w rozwój lokalnej społecznoœci – on jako współtwórca pomnika i szkoły, ona jako radna? No, ale Romaszewski w 1955 roku wstšpił do ZMP...
Rzecz nie w ważeniu zasług i ocenianiu, które bohaterstwo było większe, które wymagało większej odwagi i poœwięcenia. Rzecz w sposobie działania wojewody wielkopolskiego, a właœciwie w konstrukcji ustawy o dekomunizacji ulic. Toż jest to instrument brutalnego gwałcenia samorzšdnoœci, odbierania mieszkańcom prawa do decydowania o najbliższym otoczeniu i kształtowania lokalnej przestrzeni publicznej. Nietrudno w działaniu tej ustawy dostrzec paternalistyczne myœlenie, tak charakterystyczne dla PRL, z pamięciš o którym ustawa ma walczyć, ale nieobce wszystkim politykom i urzędnikom we wszystkich ustrojach i pod każdš szerokoœciš geograficznš. Oni zawsze uważajš, że wszystko wiedzš najlepiej, a im wyżej w hierarchii władzy sš posadowieni, tym silniejsze u nich to przekonanie. Wiedzš lepiej niż ci głupi mieszkańcy Tarnowa Podgórnego, Leska, Siemiatycz czy Pcimia. Oni znajš szerszy kontekst. Władysław Gomułka w 1969 roku ułożył szczegółowš siatkę płac dla budowlańców i uważał, że jest ona najlepsza na œwiecie, choć jego doœwiadczenie budowlane ograniczało się ledwie do kilkutygodniowej pracy przy budowie ogrodzenia parku należšcego do hrabiego Aleksandra Skrzyńskiego w Zagórzanach koło Gorlic. Gomułka nie żyje, ale jego sposób myœlenia przetrwał. Oczywiœcie państwo ma swoje prerogatywy. Wœród nich prawo, a nawet obowišzek, prowadzenia polityki historycznej. Razi mnie, gdy w Sosnowcu wjeżdżam na rondo imienia Edwarda Gierka, w Bydgoszczy na ulicę Zygmunta Berlinga czy (do niedawna) Janka Krasickiego lub Franciszka Zubrzyckiego w Radomiu. Jestem głęboko przekonany, że takie nazwy powinny z przestrzeni publicznej zniknšć. Ale nie mniej razi mnie gwałt, którym posługuje się władza. Czy w końcu drugiego dziesięciolecia XXI wieku jedynym instrumentem, którym władza dysponuje, jest ustawa, czyli siła? Czy urzędnicy wojewody – nie tylko wielkopolskiego, ale też każdego innego – lub historycy Instytutu Pamięci Narodowej zadali sobie trud przekonywania do swoich racji radnych, a najlepiej mieszkańców miejscowoœci, w których chcš dokonać zmiany nazwy ulic lub placów? Zorganizowali spotkania, tłumaczyli i objaœniali? Wyjaœnili, w czym bohater antykomunistycznego podziemia jest lepszy od żołnierza wojny obronnej 1939 roku i powstania warszawskiego? Przeciwnicy zmian nazewnictwa ulic posługujš się argumentem ekonomicznym, twierdzšc, że ten proces naraża mieszkańców na ogromne koszty. Słabiutkie. Znacznie większym kosztem takiego postępowania jest wyrobienie u obywateli przekonania, że nie majš na nic wpływu, nic od nich nie zależy, że o wszystkim decyduje „góra", że sš obywatelami drugiej kategorii albo – bardziej współczeœnie – „drugiego sortu". Dzisiejsze władze żyjš w niezachwianym przekonaniu, że samorzšdnoœć osłabia państwo, bo silne państwo musi być scentralizowane. Poglšd z XIX wieku. Jeœli dzisiaj szukać w Europie wzorów dobrze funkcjonujšcych państw, to będš to Niemcy i Szwajcaria, z szeroko rozbudowanymi prerogatywami dla lokalnych społecznoœci. Antywzorem jest natomiast Rosja, gdzie prezydent Putin decyduje nawet o remontach lokalnych dróg. Autor jest niezależnym publicystš. Do księgarń trafiła właœnie jego biografia Władysława Gomułki „Gomułka. Dyktatura ciemniaków".
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL