Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Obyczaje

Rowerem na Jedwabnym Szlaku: W zaśnieżonych górach Anatolii

ROL
- Uważaj na Cyganów – ostrzega mnie Iliyan, student Akademii Ekonomicznej im. Cenowa w Swisztowie. – Omijaj Sliwen. Jamboł też nie jest zbyt bezpieczne, to cygańskie miasta – mówi zatroskany.

Iliyan jest zafascynowany moim rowerem, wypytuje o szczegóły techniczne i oczywiœcie o cenę takiego sprzętu. Boi się, że mogę zostać pozbawiony swojego œrodka transportu. – Wiesz, u nas wielka bieda. Niby jesteœmy w Unii Europejskiej, ale nic się od lat nie zmienia. To chory kraj. Jak tylko skończę studia wyjeżdżam na Zachód – zapewnia.

Nasz redakcyjny kolega, Mateusz Pawlak, wyruszył w podróż życia - rowerem elektrycznym jedzie Jedwabnym Szlakiem do Chin ("Rowerem na Jedwabny Szlak"). Wyruszył 1 marca spod Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, jest więc już 20 dni w drodze. Dotarł do tureckiej Anatolii. Swojš podróż opisuje w krótkich scenkach na Facebooku. Napisał też pierwszš szerszš relację z pierwszego etapu wyprawy.

Jego uczelnia swoje lata œwietnoœci ma za sobš. Jednak wcišż to najlepsza ekonomiczna akademia w kraju. Iliyan liczy, że wykształcenie pomoże mu znaleŸć pracę. - Ale nie tu. Nie mam odpowiednich koneksji. Moja rodzina pochodzi z małej wioski koło Kaznałyku w górach. W Bułgarii bez znajomoœci nic nie osišgniesz. Tak to u nas działa.

Pierwsze dni upłynęły obiecujšco

- Uważaj na Cyganów – przypomina na pożegnanie i znika w uliczce Wielkiego Tyrnowa. Dawna stolica królestwa Bułgarii tonie w deszczu. Odkšd opuœciłem Rumunię przeprawiajšc się przez Dunaj w Nikopolu, wiszš nad mojš trasš ciężkie chmury, a strugi wody lejšcej się z nieba nie ustępujš ani na godzinę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że takie warunki będš mi towarzyszyć aż do œrodkowej Turcji. Już wolę mróz i wiatr, byle nie moknšć. Boję się, że w takich warunkach rower rozpadnie się zanim dojadę do Stambułu.

- Do Stambułu? Żartujesz chyba! - dziwi się Martin. - Po co na rowerze, nie lepiej samochodem, zawłaszcza w tak paskudnš pogodę?

Warna piękne miasto, na emeryturę

Martin właœnie wrócił do kraju z Nigerii, gdzie pracuje jako inżynier dla belgijskiej firmy Exmar. Spółka obsługuje od strony technicznej platformy wiertnicze francuskiego petrogiganta, Totala. Pięć tygodni na platformie, pięć tygodni w kraju – tak wyglšda wahadłowy system pracy europejskich speców na nigeryjskich złożach.

- Nie zatrudniajš miejscowych, takš majš zasadę – tłumaczy Martin. - Wszystkie stanowiska zajmujš biali. Nigeryjczycy odpowiadajš tylko za nasze bezpieczeństwo. Lšdujemy w Port Harcourt i na lotnisku przejmuje nas brygada uzbrojonych wojskowych. W takim konwoju jedziemy do zabarykadowanego osiedla dla zagranicznych pracowników. Następnego dnia pakujš nas w helikopter i lecimy na platformę.

Martin to naftowy weteran. Przez lata pracował w najzasobniejszych w ropę regionach Afryki. Kamerun, Gabon, Angola... - Lubię tę robotę. W sumie nawet ta rozłška z rodzinš mi nie przeszkadza, w końcu to tylko pięć tygodni.

 

Zaczynał na turystycznych statkach pasażerskich, póŸniej zmienił branżę. – Znudziły mi się Karaiby – œmieje się. Co ja bym w tej naszej Bułgarii miał robić i za jakie pienišdze? Nie, nie widzę na krajowym rynku miejsca dla siebie. Moja Warna to piękne miasto, w sam raz na emeryturę.

Jedna szprycha do wymiany

Nad Bosfor docieram po 13 dniach pedałowania. Z Warszawy pokonałem prawie 2 tysišce kilometrów. Miałem nadzieję, że uda mi się jechać szybciej, ale pogoda nie pozwoliła. Rower na razie znosi trudy podróży bez większych strat. Wytrzymał wyboiste drogi w górach Bułgarii i deszczowy, turecki region Marmara.

Pamištkowe zdjęcie pod Hagiš Sofiš

Dwudziestomilionowa metropolia to idealne miejsce, żeby przygotować go do dalszej drogi. Naprawiam więc lekko przetartš sakwę. Rower jest zabłocony, oddaję go więc najpierw w ręce chłopaków z myjni, a póŸniej do warsztatu sympatycznego greckiego mechanika, który robi mu solidny przeglšd. Wymienia przy tym pękniętš szprychę (to pierwsza poważniejsza usterka). Przestała też œwiecić przednia lampa, jak się okazało poluzowały się styki kabelków. Niektóre elementy zaczęła łapać korozja, zostały więc naoliwione.

Przeglšd i drobne naprawy roweru zapewnił mi grecki mechanik w Stambule

Obliczam, że w Stambule byłem poprzednio dwanaœcie lat temu. Wtedy to była inna Turcja. Erdogan właœnie został premierem i nie wiadomo było jeszcze, w którš stronę poprowadzi kraj. Znany był ze swych radykalnych poglšdów i religijnego konserwatyzmu, ale w kampanii wyborczej znacznie złagodził stanowisko, opowiadajšc się za integracjš z Uniš Europejskš. To dało zwycięstwo jego stosunkowo młodej wówczas Partii Sprawiedliwoœci i Rozwoju (AKP).

„Obecnie Turcja zdecydowanie jest dalej niż kiedykolwiek od członkostwa w Unii Europejskiej" – to słowa niemieckiego szefa dyplomacji Sigmara Gabriela, które wygłosił po ostatnich wydarzeniach.

- Jak można skonfliktować się z Holandiš?! - pyta mnie wœciekły Berkay. Rozumiem, że można mieć zatarg z Rosjš, Chinami czy USA. Ale z Holandiš? Przecież to mały, łagodny kraj. To jakiœ absurd!

 

Agresywny jak Erdogan

Turcja w ostatnich dniach, żyje dyplomatycznym zatargiem. Burza rozpoczęła się od wydania przez burmistrza Rotterdamu zakazu przeprowadzenia wiecu, w którym miał wzišć udział szef tureckiego MSZ. Spotkanie ministra z rodakami miało być elementem kampanii przed kwietniowym referendum konstytucyjnym. Erdogan chce zmienić system polityczny kraju z parlamentarnego na prezydencki. Szefa tureckiej dyplomacji ostatecznie nie wpuszczono do Holandii, co skończyło się awanturš i zamknięciem holenderskiej ambasady w Stambule.

Erdogan już jako prezydent, a nie premier (od 2014 r.) rzšdzi Turcjš niepodzielnie. Swojš pozycję znacznie wzmocnił po nieudanym puczu wojskowym z zeszłego roku. Cieszy się przy tym poparciem dwóch trzecich społeczeństwa.

- Trudno mi ocenić Turcję pod jego rzšdami - mówi ostrożnie Faiya, młoda kobieta z zamożnej rodziny. Ich biznes to restauracje i nieruchomoœci w położonym nad Morzem Czarnym Samsunem i w Erbaa, w głębi gór Anatolii. To właœnie w Erbaa, przypadkowo jš spotykam - szukajšc dobrej kawy trafiam do jej restauracji. Jest obyta w œwiecie, studiowała w Stanach Zjednoczonych, dobrze mówi po angielsku.

- Z jednej strony pod względem gospodarczym bardzo poszliœmy do przodu. Kraj się szybko rozwija, żyje się coraz lepiej. Z drugiej - Erdogan to dosyć prosty człowiek „z ludu". Jego język jest arogancki. Dla ludzi wykształconych to nie do zaakceptowania. Narzucił styl dyskusji całej klasie politycznej. To z kolei wpływa na ludzi, bo przykład idzie z góry. Turcja jest po latach jego rzšdów bardziej agresywna. I nie mówię już o polityce, a o zwykłych ludziach – stali się bardziej konfliktowi, kłótliwi i nieustępliwi. To się czuje. Nie wiem, w którš stronę to wszystko zmierza i chyba wolę nie wiedzieć.

Pokrzepiajšca kawa i rozmowa z Faiyš

Cały czas zmierzam konsekwentnie na Wschód. Najbliższy cel to Irańska granica. Nie sadziłem jednak, że przebijanie się przez tutejsze góry będzie tak trudnym wyzwaniem. Chociaż w dolinach już pełnia wiosny, wspinaczka rowerem na ponad 1000 m n.p.m. przenosi mnie w œrodek zimy - kilka stopni poniżej zera i opady œniegu. Na razie próbuję dojechać do Erzurum, które położone na wysokoœci Kasprowego Wierchu jest tureckim biegunem zimna. Od wyjazdu ze Stambułu mam za sobš spawanie pękniętego bagażnika i naprawienie dwa razy przebitych dętek. Oby rower wytrzymał.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL