Ryszard Petru o budżecie: Nic się nie zmieniło

aktualizacja: 11.01.2017, 19:49
Foto: PAP, Ryszard Petru

Jeśli chodzi o budżet nic się nie zmieniło - powiedział lider Nowoczesnej Ryszard Petru po ogłoszeniu przerwy w obradach Sejmu. Jak dodał, ustawa, która została zaakceptowana przez Senat, powinna trafić do TK, żeby nie było ryzyka, że za kilka lat ktoś ją podważy.

REDAKCJA POLECA
11.01.2017
Slawomir Neumann apeluje do Nowoczesnej: Liczę, że staną na mównicy
10.01.2017
Wolta Petru. Teraz chce wyborów
10.01.2017
Petru: nie ma możliwości porozumienia ws. głosowań na Sali Kolumnowej
Kariera.pl
Menedżer nie musi być wiecznie lojalny wobec dawnej firmy
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Przewodniczący Nowoczesnej był pytany o opinię na temat zachowania marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który otworzył o godzinie 19 nowe posiedzenie Sejmu, a następnie - po uczczeniu minutą ciszy czterech zmarłych niedawno osób, m.in. byłego polityka postsolidarnościowego Longina Komołowskiego - ogłosił przerwę w obradach do czwartku rano. - Sytuacja się nie zmieniła jeśli chodzi o budżet, cały czas można go zakwestionować - odpowiedział Petru.

Pytany przez dziennikarzy o działania Nowoczesnej podczas dalszej części 34. posiedzenia Sejmu w czwartek, Petru zapowiedział, że poinformuje o nich po porannym Konwencie Seniorów, bo na razie zbyt trudno przewidzieć, co się wydarzy. Ocenił jednocześnie, że PiS będzie chciał dalej rozmawiać, bo "on się bardzo niekomfortowo czuje z budżetem, który nie został uchwalony".

Lider Nowoczesnej podkreślał, że opozycja dysponuje możliwościami natury prawnej. - Trybunał Konstytucyjny, prokuratura, zgłaszanie wniosków formalnych - wyliczał.

Na uwagę dziennikarza, że o budżecie nie ma już dyskusji, bo został uchwalony i czeka na podpis prezydenta, szef Nowoczesnej ocenił, że "dalej jest niezgodny z prawem" i "można go zaskarżyć do TK".

- Andrzej Duda, gdyby był odpowiedzialnym prezydentem, w poczuciu odpowiedzialności za państwo zgłosiłby do TK procedurę uchwalenia budżetu, żeby nie było ryzyka, że za dwa, trzy, cztery, pięć lat ktoś go podważy - dodał.

POLECAMY

KOMENTARZE