Firma może pomóc zgromadzić pieniądze na starość

aktualizacja: 16.02.2017, 10:25

Pracownicze programy emerytalne są wciąż mało popularne.

REDAKCJA POLECA

Po ponad 17 latach od wprowadzenia rozwiązań prawnych umożliwiających zakładanie pracowniczych programów emerytalnych (PPE), jest ich w naszym kraju niewiele. Wprawdzie nie mamy jeszcze danych za poprzedni rok, ale nic nie wskazuje na to, żeby miały być zaskakująco dobre. W końcu 2015 r. funkcjonowały 1054 programy. Oszczędzało w nich prawie 400 tys. pracowników. Zgromadzone aktywa wynosiły 10,6 mld zł. W lipcu 2016 r., według danych Ministerstwa Rozwoju, w PPE było 13,3 mld zł. To wprawdzie znacznie więcej niż wynoszą oszczędności na indywidualnych kontach emerytalnych (IKE) oraz indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) – łącznie 6,8 mld zł – ale wciąż znacznie poniżej krajowych potrzeb.

Decyzja należy do pracodawcy

PPE są częścią systemu emerytalnego, a dokładnie jego trzeciego filara. Umożliwiają odłożenie na starość większych kwot (w skali roku) niż inne ustawowe formy dodatkowego oszczędzania (IKE i IKZE). Obecnie do programu jeden uczestnik może rocznie wpłacić ponad 19 tys. zł. Jest jednak jeden problem. To od pracodawcy, który ponosi główny ciężar finansowania programu, zależy, czy PPE zostanie utworzone.

Działanie programów polega na tym, że pracodawcy wpłacają środki, niezależnie od składek do ZUS i OFE, na prywatną emeryturę dla swoich pracowników. Istotną zaletą PPE jest zwolnienie wypłat z 19-proc. podatku od zysków kapitałowych.

Pracownicze programy emerytalne są korzystnym rozwiązaniem nie tylko dla pracowników, ale również dla pracodawców. Pracownicy mogą gromadzić dodatkowe, prywatne środki na emeryturę, a pracodawcy zyskują możliwość zaliczenia wydatków, które poniosą w ramach programu, do kosztów uzyskania przychodu. Dodatkowo składki w ramach PPE są o wiele mniej kosztowne niż na przykład podwyżki pensji pracowników, gdyż nie są obciążone składkami na ubezpieczenie społeczne.

PPE mogą tworzyć zarówno duże korporacje, jak i małe czy średnie firmy z różnych branż. Teraz programy istnieją w przedsiębiorstwach z branż od górniczej przez hutniczą, energetyczną, motoryzacyjną, finansową aż po uczelnie wyższe oraz małe rodzinne przedsiębiorstwa.

Dla każdego pracownika

Pracodawca tworzący PPE może zaoferować przystąpienie do programu każdemu pracownikowi (do 70. roku życia) zatrudnionemu na podstawie umowy o pracę zawartej na okres nie krótszy niż trzy miesiące. Pracodawca co miesiąc wpłaca składkę w wysokości nie większej niż 7 proc. wynagrodzenia danego pracownika. Składki te są zarządzane przez instytucję finansową. Może to być np. towarzystwo funduszy inwestycyjnych (TFI), towarzystwo ubezpieczeniowe czy pracowniczy fundusz emerytalny.

Pracownik jeżeli chce, może wpłacać składkę dodatkową do wysokości podanego limitu. Środki można podjąć po ukończeniu 60 lat lub 55 lat, jeśli już uzyska się prawo do wcześniejszej emerytury.

Pracowniczy program emerytalny jest produktem grupowym, co przekłada się na niższe koszty w porównaniu z produktami indywidualnymi. Najczęściej nie ma opłat administracyjnych i manipulacyjnych, ale mogą być koszty ochrony ubezpieczeniowej, jeśli PPE jest prowadzone w formie ubezpieczenia na życie.

Winą za niewielką popularność PPE często obarcza się skomplikowaną procedurę przy zakładaniu takiego programu i obowiązek jego rejestracji w KNF. Ale zazwyczaj pracodawcy są przy tym mocno wspierani przez instytucje finansowe, które zarządzają PPE. Zajmują się one również przygotowaniem niezbędnej dokumentacji.

W trudnej sytuacji istnieje możliwość wstrzymania przez pracodawcę wpłat do PPE.

Będą nowe programy

Wiele krajów, w których istnieje PPE, wprowadziło tzw. system auto-enrolment, czyli automatyczny zapis pracownika do programu. Takie rozwiązanie proponuje również w naszym kraju Ministerstwo Rozwoju. W połowie ubiegłego roku została przedstawiona wstępna koncepcja przebudowy systemu długoterminowych oszczędności. Filarem Programu Budowy Kapitału –jak nazwano nowy projekt – jest system dobrowolnych pracowniczych programów emerytalnych (pracownicze plany kapitałowe, PPK).

Wedle zamierzeń resortu rozwoju, niebawem każda firma zatrudniająca powyżej 19 pracowników będzie musiała tworzyć PPK. Zapis do programu następowałby w sposób automatyczny. Uczestnik mógłby jednak się wypisać na własne życzenie.

Pracownik płaciłby składkę w wysokości 2 proc. pensji (z możliwością zwiększenia o kolejne 2 pkt proc.), pracodawca – składkę wynoszącą 1,5 proc. (z możliwością zwiększenia o 1 pkt proc.), natomiast dodatkowe 0,5 proc. byłoby płacone przez państwo w ramach Funduszu Pracy. Pracodawcy mogliby być zwolnieni ze składek do ZUS, a pracownicy ze składki na ubezpieczenie emerytalne.

Dodatkową zachętą byłaby powitalna kwota w wysokości 250 zł, która pojawiałaby się na koncie w PPK w momencie jego utworzenia. Środki te pochodziłyby z publicznej kasy.

Na razie resort chce pozostawić istniejące PPE, które miałyby funkcjonować równolegle z PPK. Trudno jednak dostrzec w tym większy sens. Wciąż nie przedstawiono konkretnych przepisów, więc kształt propozycji może się jeszcze zmienić.

Na jakich krajach możemy się wzorować

- Pracownicze programy emerytalne (PPE) działają w Australii, Kanadzie i Holandii.

- W 2008 r. blisko 90 proc. pracujących mieszkańców Holandii należało do takich programów. Aktywa tamtejszych PPE przekraczały 700 mld euro (dla porównania ówczesny holenderski PKB wynosił około 600 mld euro).

- PPE z sukcesem funkcjonują także w Australii. Programy sponsorowane przez pracodawców stanowią tam istotny dodatek do świadczenia wypłacanego z systemu obowiązkowego. Pracownicy indywidualnie ponoszą ryzyko inwestycyjne. Zasięg programów jest niemal powszechny. Poza tym pracodawcy odprowadzają obowiązkowe składki wynoszące 10 proc. wynagrodzenia brutto; rosną one stopniowo, w 2019 r. mają wynosić 12 proc.

- W Kanadzie system jest skoncentrowany na planach emerytalnych sponsorowanych przez pracodawcę, jednak ma mniejszy zasięg niż w Australii i Holandii. W Kanadzie istnieje dwuczęściowy system zabezpieczenia społecznego, zapewniający 70-proc. stopę zastąpienia.

POLECAMY

KOMENTARZE