Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Medycyna i zdrowie

Operacja naczyniowa to trauma

Prof. Grzegorz Oszkinis: – Chirurgia naczyniowa ma się gorzej niż kardiologia inwazyjna.
materiały prasowe
Choroby naczyń obwodowych zabijają trzy razy więcej Polaków niż zawały.

Rz: Kardiologia inwazyjna to niejedyna dziedzina, w której w zeszłym roku znacznie obniżono wycenę procedur. NFZ płaci mniej także w chirurgii naczyniowej.

Prof. Grzegorz Oszkinis, były prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Naczyniowej, Kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Naczyń Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu: Podobnie jak w kardiologii, obniżono wycenę wielu procedur wewnątrznaczyniowych, np. zakładanie stentgraftów w aorcie brzusznej i piersiowej. Tymczasem zabiegi wewnątrznaczyniowe stanowią dziś 60 proc. wszystkich i dają możliwość zoperowania w tym samym czasie większej liczby pacjentów. Operacja otwarta trwa cztery–pięć godzin, czyli tyle, co trzy zabiegi endowaskularne. Poza tym dla pewnej grupy chorych, np. ze stopą cukrzycową, operacje otwarte są obarczone zbyt dużym ryzykiem.

Decydenci uznali jednak, że operacje wewnątrz naczyń są przeszacowane. Chirurdzy naczyniowi zareagowali jednak inaczej niż kardiolodzy.

Stwierdziliśmy, że zamiast krytykować, co zawsze uważałem za niekonstruktywne, należy rozpocząć dyskusję z ministerstwem. Zgadzamy się, że powinna nastąpić rewizja wycen, ale nie wszystkich. Przekonywaliśmy, że lepiej, by wycenione operacje wewnątrznaczyniowe były pewnym zapasem dla niedoszacowanych operacji otwartych, co pozwalałoby oddziałowi się zbilansować. Do problemu podeszliśmy systemowo. Podobnie jak onkolodzy, opracowaliśmy zieloną księgę chirurgii naczyniowej – dokument pokazujący stan chirurgii naczyniowej w Polsce.

Jakie płyną z niej wnioski?

Choroby krążeniowo-oddechowe już dawno wyprzedziły nowotwory i stanowią dziś główną przyczynę zgonów Polaków. Okazuje się jednak, że problemem są nie tylko zawały i udary, ale także choroby tętnic i żył obwodowych, z powodu których w 2010 r. w Polsce zmarło ponad 174 tys. osób – blisko trzy razy więcej niż z powodu zawałów. Zaniedbane prowadzą nawet do amputacji, o co media oskarżały głównie cukrzycę. Oczywiście – te choroby są powiązane – cukrzyca prowadzi do zwężenia tętnic w kończynach dolnych, ale częściej miażdżyca występuje samoistnie.

Przeciętny Polak choroby krążeniowe kojarzy z sercem.

Świadomość, czym jest choroba naczyniowa, jest mała nawet wśród samych chorych, i to bez względu na poziom wykształcenia. Utarło się, że tętnice są tylko w sercu, a wszędzie gdzie indziej są żyły. Najlepszym dowodem jest to, że chory przychodzący do chirurga naczyniowego twierdzi, że ma chore żyły, a kiedy słyszy, że miażdżyca zaatakowała mu tętnicę udową, odpowiada, że dla niego to jedno i to samo. Wszystko przez to, że o kardiologii, która w Polsce jest na poziomie światowym, dużo się mówi. Teraz czas na to, by uświadomić Polakom, że tętnice mają w całym ciele, także w nogach i w szyi.

Z jednej strony nie wiemy nic o chorobach naczyń, z drugiej –- wykonuje się u nas dużo więcej amputacji niż w krajach Europy Zachodniej.

Potrzebna jest edukacja, tym bardziej że, jak wynika z naszych badań, miażdżycę naczyń obwodowych ma 20 proc. Polaków po 75. roku życia, a 20 proc. z nich wymaga operacji. Edukacja nie dotyczy tylko pacjentów, ale może przede wszystkim lekarzy. Najprostszym sposobem badania tętnic jest kontrola tętna na stopie i kontrola wskaźnika kostka-ramię, czyli porównanie ciśnienia na ramieniu i tętnicy na nodze. Fizjologicznie ciśnienie w tętnicach kończyn dolnych powinno być wyższe niż górnych. Prawidłowy jest stosunek powyżej jedności. Jeżeli ten wskaźnik się obniża, świadczy to o chorobie. Wystarczy, by to proste badanie stało się rutyną dla lekarzy, a nawet pielęgniarek podstawowej opieki zdrowotnej, a rozpoznawalność chorób tętnic będzie o wiele lepsza.

Dziś pacjenci chirurgów naczyniowych należą do najcięższych w polskiej służbie zdrowia.

Chory naczyniowy, szczególnie trafiający do największych ośrodków w Polsce, to zawsze pacjent najwyższego ryzyka. Często ma już za sobą zawał albo udar, jest po stentowaniu tętnic wieńcowych, ma owrzodzenia na nogach. Zanim trafi na stół operacyjny, wymaga wielu konsultacji innych specjalistów. Operacja naczyniowa jest jak kontrolowany wypadek samochodowy. Stanowi ogromną traumę dla organizmu. Pacjent trafia po niej na oddział intensywnej terapii, a potem dochodzi do siebie na oddziale nawet kilka tygodni. Jeżeli więc za bardzo obniżymy wycenę tych zabiegów, szpital nie będzie miał za co leczyć powikłanych pacjentów, których przecież przybywa.

Ile NFZ płaci za otwartą operację naczyniową?

Operacja tętniaków aorty brzusznej to ok. 12–15 tys. zł za zabieg otwarty i 45 tys., a dawniej 65 tys. zł, za zabieg wewnątrznaczyniowy. Stentgraft nie jest pozbawiony powikłań. Wyniki leczenia są porównywalne do wyników operacji otwartych. Ale dla pacjenta starszego i słabszego stanowi różnicę jakości. Taki chory szybciej dochodzi do siebie i wychodzi do domu, nie musi leżeć na oddziale intensywnej terapii i ma mniej powikłań.

Kardiolodzy inwazyjni uważają, że bez urealnienia wycen polskiej kardiologii grozi zapaść. W chirurgii naczyniowej jest podobnie?

Chirurgia naczyniowa ma się w Polsce o wiele gorzej niż kardiologia inwazyjna. Większość chorych naczyniowo to osoby w wieku zaawansowanym. Niemal 70 proc. naszych pacjentów stanowią osoby między 70. a 75. rokiem życia. To najczęściej ludzie schorowani, słabi, z ogromnym ryzykiem powikłań pooperacyjnych, a nawet zgonu. Ich leczenie kosztuje dużo więcej niż ludzi młodych, a ponieważ społeczeństwo się starzeje i takich chorych będzie przybywać, ośrodki naczyniowe wymagają raczej doinwestowania, a nie odcinania środków.

Jak resort zdrowia chce rozwiązać tę patową sytuację?

Zaproponowaliśmy, by wycenę dla dużych ośrodków chirurgii naczyniowej zwiększyć o 20 proc. Tym bardziej że to one najczęściej zajmują się pacjentami po nieudanych zabiegach w mniejszych ośrodkach. Wymiana zakażonej protezy wymaga większych nakładów niż pierwotna operacja, podobnie jak późniejsza opieka nad chorym. Większe ośrodki zapewniają też dalszą opiekę, m.in. w poradni leczenia ran, których w całym kraju jest zaledwie kilka.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL