LOT liczy straty po twardym lądowaniu

Bombardiery Q400 to maszyny lubiane przez pasażerów (za komfort) i przewoźników (za niskie koszty eksploatacji).
PAP
Nie są jeszcze znane koszty środowego awaryjnego lądowania bombardiera Q400 LOT. W maszynie lecącej z Krakowa do Warszawy nie zablokowało się przednie podwozie.

Samolot „usiadł" na poduszce z piany. Przez dziesięć godzin wyłączony był jeden z dwóch pasów startowych stołecznego portu. – Jest zbyt wcześnie na oszacowanie kosztów środowego incydentu na Lotnisku Chopina, związanych m.in. z uszkodzeniem i wyłączeniem z ruchu samolotu, a także odwołaniem i przekierowaniem rejsów w związku z zamknięciem lotniska oraz świadczeniami dla pasażerów, np. transportu zastępczego i noclegów. Na razie okoliczności zdarzenia sprawdza zarówno Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, jak i wewnętrzny zespół LOT – powiedział „Rzeczpospolitej" Konrad Majszyk z Biura Prasowego LOT.

Strat nie oszacowało również warszawskie lotnisko, które skupiło się na możliwie najszybszym przywróceniu normalnych operacji lotniczych i oddaniu przewoźnikom pasa startowego zablokowanego przez maszynę LOT. Samolot został podniesiony jeszcze w nocy z 10 na 11 stycznia. – Inspekcja wykazała, że droga startowa wykorzystana do awaryjnego lą...

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL