Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Lekarze i pielęgniarki

Sšd: dwie położne zwolnione ze szpitala w Starachowicach majš wrócić do pracy

Fotorzepa, Robert Gardziński
Sšd przywrócił do pracy byłš oddziałowš położnictwa i ginekologii szpitala w Starachowicach (Œwiętokrzyskie) oraz drugš położnš - zwolnione dyscyplinarnie po tym, gdy pozostawiona bez opieki kobieta urodziła na podłodze jednej z sal martwe dziecko.

Wyroki zapadły we wtorek przed miejscowym sšdem, nie sš prawomocne.

Na poczštku listopada ub.r. do szpitala w Starachowicach zgłosiła się kobieta w ósmym miesišcu cišży, ponieważ przestała czuć ruchy dziecka; zdiagnozowano, że dziecko nie żyje. Według relacji pacjentki i jej męża, na które powołujš się media i co potwierdzajš wstępne ustalenia prokuratury, gdy rozpoczęła się akcja porodowa, kobiecie nie udzielono pomocy; pozostawiona bez opieki, urodziła na podłodze jednej ze szpitalnych sal.

W zwišzku ze sprawš dyrektor szpitala Grzegorz Fitas zdecydował o rozwišzaniu umowy z oœmioma osobami, które dyżurowały, gdy kobieta rodziła. To ordynator, lekarka rezydentka i szeœć położnych - w tym oddziałowa - pracujšce tego dnia na oddziale.

B. pracownicy złożyli pozwy do sšdu pracy. Położne uznajšce, że kierownictwo placówki niesłusznie zastosowało wobec nich odpowiedzialnoœć zbiorowš, domagały się przywrócenia do pracy i zasšdzenia wynagrodzenia za czas przebywania bez pracy. Lekarze wnieœli o odszkodowania w wysokoœci miesięcznego wynagrodzenia za zwolnienie z pracy bez wypowiedzenia.

Od lutego Sšd Rejonowy w Starachowicach rozpatrywał sprawy b. pracowników lecznicy. We wtorek zapadły wyroki w dwóch ostatnich sprawach - szefowej zwišzku zawodowego pielęgniarek i położnych w szpitalu oraz dotychczasowej oddziałowej.

Jak poinformował PAP rzecznik prasowy Sšdu Okręgowego w Kielcach sędzia Jan Klocek, sšd przywrócił do pracy w starachowickiej lecznicy obie położne. Kobiety majš otrzymać też pensje za czas pozostawania bez pracy.

W pozwie do sšdu szefowa zwišzku zawodowego wskazała, iż rozwišzano z niš umowę naruszajšc przepisy - szpital nie uzyskał zgody zarzšdu zwišzków zawodowych. Podniosła też, że w dniu porodu dyżurowała w innej częœci oddziału – na IV piętrze lecznicy na ginekologii, a nie na II piętrze na patologii cišży, gdzie kobieta rodziła. Położna nie była informowana przez pozostały personel o koniecznoœci pomocy przy tej pacjentce. Szpital, który wniósł o oddalenie powództwa, wskazał m. in. że położnictwo i patologia cišży sš częœciš tego samego oddziału, a obowišzkiem zatrudnionych tam pracowników jest równoczesna, wspólna opieka nad wszystkimi pacjentami.

Z kolei oddziałowa w swoim pozwie wskazała, że w czasie, kiedy doszło do porodu - po południu - nie była już w pracy. Podkreœliła, iż prawidłowo wykonywała swoje obowišzki. Zaznaczyła, iż kierowała pisma do pracodawcy, gdzie wskazywała na koniecznoœć zapewnienia całodobowej opieki położniczej oraz na możliwoœci występowania zagrożenia w zakresie niewystarczajšcej obsady położniczej na oddziale. Szpital, który wniósł o oddalenie powództwa wskazał, że sytuacja przy porodzie pacjentki, który przebiegał bez niezbędnej pomocy i obecnoœci oraz opieki dyżurujšcego personelu była m. in. efektem braku dyscypliny i odpowiedniej organizacji pracy podległych oddziałowej pracowników.

W kwietniu i w maju trzy inne zwolnione ze szpitala położne doszły do porozumienia z pracodawcš - miały wrócić do pracy w lecznicy na dotychczasowych stanowiskach. Z kolei na poczštku czerwca sšd ogłosił wyrok w sprawie czwartej położnej, dyżurujšcej bezpoœrednio przy rodzšcej pacjentce - uznał, że jej zwolnienie było zasadne i oddalił powództwo o przywrócenia do pracy.

Zdaniem b. pracownic, popieranych przez zwišzek zawodowy, dyrekcja zastosowała wobec nich odpowiedzialnoœć zbiorowš - oddział położniczo-ginekologiczny zajmował dwie kondygnacje szpitala, a położne, przypisane do konkretnych odcinków pracy na oddziale, nie mogły ich opuszczać. Nie wszystkie pracownice wiedziały, co się działo w częœci oddziału zajmujšcej się patologiš cišży.

W czerwcu sšd uznał za niesłuszne zwolnienie bez wypowiedzenia ordynatora oddziału ginekologii szpitala i zasšdził odszkodowanie na rzecz lekarza. Sšd ustalił, iż rozwišzanie z powodem umowy o pracę w tym trybie nastšpiło z naruszeniem przepisów.

Natomiast w ostatni pištek sšd oddalił powództwo lekarki rezydentki, dyżurujšcej tego dnia na oddziale - uznał, że argumenty przedstawione przez szpital były zasadne i uprawniały lecznicę do rozwišzania umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym.

Na poczštku roku lokalne media podawały, że lekarze zwolnieni ze starachowickiego szpitala znaleŸli zatrudnienie w lecznicy w innym powiecie woj. œwiętokrzyskiego.

Prokuratura Rejonowa w Starachowicach prowadzi postępowanie w zwišzku z narażeniem pokrzywdzonej na bezpoœrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jak wynika z protokołu sekcji zwłok dziecka, nikt nie przyczynił się do jego œmierci - œmierć płodu nastšpiła, zanim kobieta zgłosiła się do szpitala.

Starachowicki szpital kontrolował Œwiętokrzyski Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia. Wykazano, że liczba lekarzy i położnych na oddziale w czasie, gdy pozostawiona bez opieki kobieta rodziła, była zgodna z przepisami. Postępowanie wyjaœniajšce w sprawie porodu podjšł Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialnoœci Zawodowej Œwiętokrzyskiej Izby Lekarskiej.

Kontrolę w szpitalu przeprowadził też - na polecenie ministra zdrowia - wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. Jak mówił w połowie listopada ub.r. minister Konstanty Radziwiłł, wszystko wskazuje na to, że w szpitalu w Starachowicach nie popełniono istotnego błędu medycznego, a "zawiodły przede wszystkim sprawy dotyczšce relacji" - zabrakło empatii i komunikacji między ludŸmi.

ródło:

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL