Artur Bartkiewicz: Dumny Polak słucha Trumpa

aktualizacja: 06.07.2017, 18:55
Foto: Fotorzepa

Przemówienie Donalda Trumpa nie było, wbrew oczekiwaniom, historyczne. Było jednak niewątpliwie bardzo miłe dla Polaków.

REDAKCJA POLECA

Ten, kto skłonił Trumpa do trwającego kilkadziesiąt minut łechtania polskiej duszy, niewątpliwie odrobił pracę domową i dobrze zrozumiał jakich słów potrzebował gospodarz wizyty, Andrzej Duda i jego obóz polityczny. O wolności słowa padło jedno ogólne zdanie, o praworządności też było ogólnie – i to bez polskiego kontekstu, a w odniesieniu do wartości jakim Zachód (a więc w tym również Polska, przedstawiana przez Trumpa jako jedno z najpiękniejszych dzieci Europy) hołduje.

Było za to dużo o tym, z czego Polacy, a zwłaszcza Polacy sympatyzujący z Prawem i Sprawiedliwością, są dumni – a więc o pełnej heroizmu i walki o wolność naszą i waszą – historii. Było i powstanie warszawskie, i Jan Paweł II, i Lech Wałęsa (to akurat zapewne się rządzącym nie spodobało – ale trudno wymagać od Trumpa, żeby zrozumiał wszystkie meandry naszej codzienności, w której zdrajcę od bohatera odróżnia to, do którego obozu na polskiej scenie politycznej jest mu obecnie bliżej), zaplątał się nawet Mikołaj Kopernik – ale przede wszystkim było dużo niezłomności. Polacy usłyszeli to, co od czasów romantyzmu każdy Polak wysysa z mlekiem matki – że są narodem wyjątkowym, bohaterskim, bitnym i niepokonanym. A że mówił to przywódca największego mocarstwa – można było popuścić wodze narodowej dumy. Bo przecież słów Trumpa słuchał cały świat.

Trump niewątpliwie oddał przysługę PiS-owi. Teraz, kiedy ktoś powie o izolowaniu Polski, usłyszy: Donald Trump na pl. Krasińskich. Kiedy ktoś powie o słabej pozycji na scenie międzynarodowej, usłyszy: Donald Trump na pl. Krasińskich. Komisja Wenecka? Donald Trump na pl. Krasińskich. Nawet jeśli biało-czerwonym nie powiedzie się na mundialu w Rosji, będziemy mieć Donalda Trumpa na pl. Krasińskich.

Kiedy już jednak nacieszymy się chwałą, jaka spłynęła na nas dzięki słowom Trumpa, warto dostrzec tę pustą część szklanki. Trump jest politykiem – jego miłość nie jest do końca bezinteresowna. Obecnie kocha nas m.in. za patrioty, które kupujemy od USA. Niewątpliwie kocha nas też za to, że chcemy kupować amerykański gaz. Ale będzie kochał też całe Międzymorze jeśli jego członkowie, cytuję, „kiedy będą kupować sprzęt wojskowy, będą myśleć tylko o Stanach Zjednoczonych". Sorry Kościuszko, business is business.

W tym oczywiście nie ma nic złego – ale trzeba być tego świadomym, zanim pomyślimy, że Trump co wieczór słucha „Warszawianki" i szuka inspiracji w wierszach Mickiewicza. Warto bowiem odnotować, że np. o ruchu bezwizowym w swoim przemówieniu Trump nie mówił. Być może chodzi o to, by Polacy najpierw inspirowali swoimi walorami urzędników ambasady, a dopiero później resztę Amerykanów? A może o to, że dla „imigrantosceptycznego" Trumpa Polacy bez wiz to byliby jednak imigranci?

Dobrze, że Polska ma w USA sojusznika. Dobrze, że ów sojusznik akurat w Warszawie przypomniał o artykule 5 NATO (besztając jednak przy okazji zbyt oszczędnie wydające pieniądze na armię kraje Sojuszu). Dobrze, że będziemy mieć Patrioty. Dobrze, że stacjonują w Polsce amerykańscy żołnierze. Dobrze jednocześnie pamiętać, że Warszawę od Waszyngtonu dzieli ponad 7 tys. km, a od Berlina nieco ponad 500. Dobrze też pamiętać, że dla USA Europa jest tylko jedną z szachownic, a Polska jest jednym z pionków na jednej z szachownic – nawet jeśli jest to pionek bardzo ładnie rzeźbiony.

Dlatego Trump powinien być dla Polski atutem w jej rozgrywce, a nie tej rozgrywki celem.

POLECAMY

KOMENTARZE