Kraj

Kłopot PiS z referendum dotyczącym reformy edukacji

PAP/Leszek Szymański
ZNP przyniosło do Sejmu 65 pudeł z podpisami popierającymi referendum dotyczące reformy edukacji.

Referendum edukacyjnego chce 910 tys. osób. Tyle podpisów zebrano pod wnioskiem. Przedstawiciele Związku Nauczycielstwa Polskiego, opozycji, rodziców i organizacji społecznych przekazali je w czwartek marszałkowi Sejmu Markowi Kuchcińskiemu.

– Poprosiliśmy, by z uwagi na to, że reforma już rusza, głosowanie nad wnioskiem odbyło się jak najszybciej – mówi Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka prasowa ZNP.

Co na to marszałek? – Nic nie odpowiedział – dodaje.

Związkowcy liczą na to, że do głosowania dojdzie jeszcze w maju. – Mamy nadzieję, że przedstawiciele partii rządzącej uszanują prośbę obywateli. Zwłaszcza że te podpisy zbieraliśmy zimą i w trudnych warunkach. Moglibyśmy zbierać je dalej, ale nie chcieliśmy przekazywać ich do Sejmu w ostatniej chwili – mówi Kaszulanis.

Nie wiadomo jednak, jakie będą dalsze losy złożonych podpisów. By referendum się odbyło, musi o nim zdecydować Sejm. Ale by posłowie mogli się nim zająć, trzeba najpierw zweryfikować ich prawdziwość. A to potrwa.

– Marszałek Sejmu z dużym szacunkiem i uwagą podchodzi do inicjatywy referendalnej ws. reformy edukacji. Zebrane podpisy w tej sprawie bezsprzecznie świadczą o tym, że kwestia zmian w szkolnictwie ma duży wydźwięk społeczny i znaczenie dla wielu Polaków – informuje Andrzej Grzegrzółka, dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu.

Jednak do tej pory politycy partii rządzącej raczej nieprzychylnie wypowiadali się o referendum, twierdząc, że jest już za późno na jego przeprowadzenie. A reforma już weszła w życie.

Teraz jednak ton w tej sprawie nieco zmienili. Minister edukacji Anna Zalewska pytana w czwartek o tę sprawę w radiu RMF FM odpowiedziała: „Uszanuję podpisy, bo jestem zwolenniczką wypowiedzi obywateli". Ale natychmiast dodała, że decyzję w tej sprawie oddaje w ręce Sejmu.

Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji w rządzie PO–PSL, uważa, że szanse na to, by PiS przychylił się do wniosku z podpisami obywateli, są marne.

– Prawo i Sprawiedliwość nieraz pokazało, że łamie obietnice wyborcze. Podejrzewam, że tym razem będzie podobnie – mówi.

Posłanka przypomina, że w czasie kampanii wyborczej PiS przypominało o odrzuconym wniosku w sprawie referendum emerytalnego czy obowiązku szkolnego sześciolatków. Podkreślano, że „głos obywateli jest najważniejszy".

W trudnej sytuacji w sprawie referendum jest natomiast NSZZ Solidarność, który mocno krytykował rząd Donalda Tuska „za przepuszczenie przez niszczarkę" podpisów pod wnioskiem w sprawie referendum emerytalnego. Teraz jednak do wniosku złożonego w Sejmie odnieść się nie chce.

– To jest sprawa ZNP i nie będziemy tego komentować – mówi Marek Lewandowski, rzecznik „S".

Czy referendum powinno się odbyć? – W umowie podpisanej z Andrzejem Dudą w czasie kampanii wyborczej znalazł się zapis o tym, że prezydent wystąpi z inicjatywą, by wszystkie wnioski o referenda, w których zostanie zebrana odpowiednia liczba podpisów, były obligatoryjne. Oczekujemy realizacji tej obietnicy – podsumowuje rzecznik związku.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL