Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kraj

Czy szkoły wyższe powinny być płatne

Odpłatnoœć za studia może się przyczynić do poprawienia relacji student – wykładowca
123RF
Zwiększenie prywatnego finansowania urealni popyt na studia i zwiększy ich efektywnoœć

Pytania o to, jak finansować wyższe wykształcenie członków społeczeństwa, sš aktualne we wszystkich krajach. Dyskusja toczy się permanentnie i prawdopodobnie nigdy nie zostanie sformułowana jedna, podzielana przez wszystkich opinia.

O tym, że kapitał ludzki i kapitał społeczny sš ważnymi czynnikami rozwoju, nikogo nie trzeba dziœ przekonywać. Rozstrzygnięcia co do kwestii, w jaki sposób można ten kapitał racjonalnie budować, by jak najlepiej wspomagał wzrost gospodarczy, należš do najważniejszych wyborów politycznych. To zaœ w pełni uzasadnia prowadzenie otwartej debaty publicznej, a w konsekwencji także pozbawionego uprzedzeń sporu politycznego. Autor zdaje sobie sprawę z tego, że omawiane niżej poglšdy sš tylko jednym z wielu możliwych sposobów patrzenia na to zagadnienie.

Diagnozę można sformułować w kilku punktach:

Przy okreœlonych kosztach kształcenia wielkoœć nakładów na szkolnictwo wyższe w skali państwa zależy od wskaŸnika skolaryzacji, który w uproszczeniu informuje o tym, jaka częœć maturzystów podejmuje studia wyższe. Wysoki wskaŸnik skolaryzacji w Polsce oznacza, że ceteris paribus nakłady na szkolnictwo wyższe sš w naszym kraju stosunkowo (w relacji do osišgniętego poziomu dobrobytu) wysokie.

Generalnie nakłady te pochodzš z dwóch Ÿródeł – z budżetu państwa (uczelnie publiczne) oraz z funduszy prywatnych (uczelnie niepubliczne). Słaboœciš takiej konstrukcji jest szeroki zasięg niesprawiedliwoœci społecznej. Uczelnie publiczne sš w tendencji lepsze i kształcš się w nich na bezpłatnych studiach młodzi ludzie z zamożniejszych rodzin, które stać było na sfinansowanie kształcenia dzieci na poziomie szkoły œredniej w taki sposób, by możliwe było dostanie się na studia w niepłatnych szkołach publicznych. W uczelniach niepublicznych studiujš co do zasady ci, którzy nie zakwalifikowali się na studia do bezpłatnych uczelni publicznych.

Łšczne całkowite możliwoœci finansowania szkolnictwa wyższego ze œrodków publicznych i prywatnych zależš od poziomu dobrobytu. Społeczeństwa zamożne mogš sobie pozwolić na przeznaczanie większych œrodków na szkolnictwo wyższe, bo je po prostu na to stać.

Wydaje się, że wyznacznikiem wysokoœci œrodków przeznaczanych na kształcenie wyższe powinny być potrzeby rynku pracy oraz pozostałe czynniki. Kadry z wysokimi kwalifikacjami sš podstawš wzrostu i rozwoju gospodarczego. Ten tok rozumowania prowadzi wręcz do wniosku, że społeczeństwo powinno inwestować w wyższe wykształcenie swoich członków, gdyż oddadzš oni z nawišzkš poniesione nakłady, pracujšc dziesištki lat po studiach. Takie podejœcie abstrahuje jednak zupełnie od tego, że w dzisiejszym œwiecie osoby wykształcone cechujš się dużš mobilnoœciš i w poszukiwaniu lepszego życia przemieszczajš się z łatwoœciš pomiędzy krajami. Następuje oderwanie miejsca uzyskania i sfinansowania wykształcenia od miejsca, gdzie generowane sš jego pozytywne efekty. Z ekonomicznego punktu widzenia oznacza to nieuzasadnione transfery bogactwa – tym razem z krajów mniej zamożnych, które kształcš na swój koszt lekarzy, informatyków, œpiewaków itd., do krajów bardziej zamożnych, do których ci absolwenci emigrujš i gdzie pracujš, generujšc bogactwo. Zdrowy rozsšdek domaga się wprowadzenia mechanizmów chronišcych interesy krajów, które w ten sposób sš przedmiotem drenażu bogactwa.

Pozostałe czynniki wpływajšce na uzasadnienie finansowania studiów wyższych nie dotyczš rynku pracy, ale zwišzane sš z realizacjš wyższych potrzeb człowieka, jakie stanowiš z pewnoœciš chęć rozwoju duchowego, posiadania bogatszej osobowoœci itp. Czasami mówi się, że wykształcenie jest wartoœciš samš w sobie i nie powinno być rozpatrywane z perspektywy zapotrzebowania przez rynek pracy na kadry z okreœlonymi kompetencjami. Nie oznacza to jednak, że społeczeństwo powinno w sposób bezrefleksyjny i nieograniczony finansować tego rodzaju potrzeby ze œrodków publicznych.

Powyższe spostrzeżenia upoważniajš do sformułowania wniosku, że kraj ponoszšcy wysokie nakłady na studia wyższe swoich obywateli powinien dbać także o to, by spodziewane tego efekty rozwojowe nie były zmniejszane przez emigrację. Należy przy tym zaznaczyć, że każde studia wyższe wymagajš nakładów i nie jest tak, że przedmiotem naszej troski powinny być wyłšcznie studia najdroższe. Bardzo spektakularny wydŸwięk ma ostatnio prowadzona dyskusja na temat kształcenia lekarzy. Studia medyczne to studia relatywnie drogie ze względu na wysoki wskaŸnik kosztochłonnoœci i ze względu na czas trwania (szeœć lat). Z jednej strony pojawia się postulat zwiększenia nakładów na te studia i kształcenia większej liczby lekarzy, gdyż w wielu placówkach służby zdrowia sš problemy z obsadzeniem etatów. Niektóre uczelnie publiczne uruchamiajš nowe kierunki lekarskie, oczekujšc dotacji na ten cel z publicznych pieniędzy. Z drugiej strony obserwujemy emigrację lekarzy do krajów oferujšcych lepsze warunki pracy. Zwykły rozsšdek podpowiada, że rozwišzanie tej sytuacji nie może polegać na niekończšcym się zwiększaniu nakładów na kształcenie medyków.

W zwišzku z zasygnalizowanymi nieprawidłowoœciami możliwe jest sformułowanie kilku zaleceń dla państwa na takim poziomie rozwoju gospodarczego jak Polska. Brzmiš one następujšco:

1. Ograniczony poziom zamożnoœci Polski wskazuje na potrzebę odwoływania się do dobrze rozumianego interesu społecznego/narodowego i zasady racjonalnego gospodarowania. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że należy rozsšdnie definiować wysokoœć nakładów na szkolnictwo wyższe, by przyniosły nam one jak najlepsze efekty. Myœlšc mechanicznie, nakłady na kształcenie wyższe uzasadnione potrzebami krajowego rynku pracy powinny być ponoszone na poziomie szacowanych możliwoœci efektywnego wchłonięcia absolwentów z pożytkiem dla rozwoju gospodarczego i wzrostu poziomu dobrobytu. Finansowanie kształcenia medyków możemy zwiększać w nieskończonoœć, a i tak będzie u nas brakować lekarzy. Przyczyna nie tkwi w zbyt małej podaży, ale w oferowaniu przez placówki służby zdrowia mało konkurencyjnych warunków pracy i płacy. Kontynuacja obecnej sytuacji będzie sprzyjać emigracji absolwentów studiów medycznych. Oczywiœcie nie można im zabronić podejmowania pracy za granicš, ale konieczne sš rozwišzania wišżšce ponoszone koszty i korzyœci z wyższego wykształcenia.

2. Podobne ograniczenia powinny zostać sformułowane dla kształcenia wyższego w tych specjalnoœciach, w których za finansowaniem studiów przemawiajš nie potrzeby rynku pracy, ale wysoka wartoœć wykształcenia jako wartoœci samej w sobie.

3. Uwagi zawarte w punktach 1 i 2 implikujš, że nie stać nas na nieograniczone nakłady na studia wyższe dla osób pożšdanych przez polski i/lub zagraniczny rynek pracy oraz dla tych, którzy chcš studiować po to, by rozwijać się jako ludzie, a niekoniecznie dlatego, że będš wchłonięci przez rynek pracy.

4. Wydaje się, że te dylematy zasługujš na otwartš szerokš społecznš debatę. Może niezbyt doskonałym, ale jednak jakimœ rozwišzaniem mogłoby być wprowadzenie w sposób ewolucyjny, rozłożony w czasie, częœciowej odpłatnoœci za studia. Skala i tempo tych zmian sš oczywiœcie do dyskusji. Pocišgnięciu temu powinno towarzyszyć wprowadzenie powszechnego efektywnego systemu stypendialnego, systemu kredytowania studiów itp. rozwišzań, dzięki którym dostęp do finansowania nie będzie eliminował zdolnych młodych ludzi ze studiów wyższych. Częœciowa odpłatnoœć za studia uchroniłaby nas częœciowo od drenażu dobrobytu za granicę w zwišzku z emigracjš absolwentów wykształconych na koszt polskiego podatnika. Nie zamyka to oczywiœcie dyskusji nad wykorzystaniem innych narzędzi ochrony naszych interesów. Należy przy tym jeszcze raz powtórzyć, że problem ma charakter systemowy i nie powinien być wišzany tylko i wyłšcznie ze studiami medycznymi czy innymi drogimi kierunkami studiów.

5. W moim przekonaniu jakaœ odpłatnoœć za studia oprócz częœciowego rozwišzania problemu oderwania miejsca ponoszenia nakładów na wykształcenie wyższe od miejsca generowania korzyœci z tego wykształcenia powinna przynieœć także inne pozytywne efekty. Jako wieloletni nauczyciel akademicki mam mocne podstawy do przypuszczeń, że odpłatnoœć powinna się przyczynić do uzdrowienia relacji wykładowca – student i zwiększenia dyscypliny, a także efektywnoœci studiów. Uważam, że także nauczyciele akademiccy, dzięki odpłatnoœci studentów, powinni być lepiej zmotywowani do wypełniania obowišzków. Do wypowiadania takich poglšdów upoważniajš mnie doœwiadczenia z funkcjonowania studiów wyższych w krajach, w których sš one w całoœci albo w częœci odpłatne. Chodzi o wzbudzenie œwiadomoœci relacji kontraktowo-biznesowej (edukacja wyższa to także biznes!) między studentem i nauczycielem.

6. Oczywiœcie wprowadzenie częœciowej, ale masowej systemowej odpłatnoœci za studia nie rozwišże w istotnym stopniu naszych problemów ze zrównoważeniem budżetu, które majš się nasilać. Ale w myœl powiedzenia „od ziarnka do ziarnka uzbiera się miarka" warto chyba poczynić kroki zmniejszajšce napięcia budżetowe. Ponadto częœciowe przesunięcie finansowania ze œrodków publicznych w stronę funduszy prywatnych doprowadzi zapewne do urealistycznienia popytu na usługi szkolnictwa wyższego. Urealistycznienie oznacza przy tym obniżenie wskaŸnika skolaryzacji do poziomu lepiej korespondujšcego z osišgniętym przez nasz kraj poziomem zamożnoœci.

Autor jest rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, zastępcš przewodniczšcego Kolegium Rektorów Miasta Poznania i przewodniczšcym Konferencji Rektorów Uczelni Ekonomicznych.

Prezentowane w tekœcie poglšdy to wyłšcznie opinie autora tekstu, a nie instytucji, które reprezentuje

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL