Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

"Ucho prezesa" – Robert Górski nie śmieszy jak zwykle

Usłużny Mariusz (Mikołaj Cieœlak) przestrzega Prezesa (Robert Górski) przed „Krokodylem”, czyli jeden z bardziej udanych żartów w „Uchu Prezesa”.
Rzeczpospolita
„Ucho Prezesa" zyskało ogromnš popularnoœć w sieci, choć z pewnoœciš nie jest najzabawniejszš komediš politycznš na œwiecie. Jednak na naszym rodzimym ugorze i tak nie ma konkurencji. Niestety - pisaliœmy 11 lutego ubiegłego roku. Przypominamy ten tekst nie bez powodu - "Rzeczpospolita" była bowiem najczęœciej cytowanym medium w Polsce w 2017 roku.

Wpierw było tournée po mediach, a Robert Górski – trochę jak Maciej Maleńczuk – mówił w każdej gazecie to, co jej czytelnicy chcieliby usłyszeć. W jednej robił amatorskš psychoanalizę Jarosława Kaczyńskiego, podkreœlajšc jego domniemanš samotnoœć. W innych krytykował reformy PiS, jego zakusy na wolnoœć i demokrację. W tych cieplej patrzšcych na rzšd deklarował, że podziwia skutecznoœć politycznš Kaczyńskiego i przede wszystkim chce, żeby było „trochę weselej". Narzekał też, że żadna telewizja nie chciała od niego kupić praw do emisji „Ucha Prezesa", a jednoczeœnie deklarował, że stawia na niezależnoœć i dlatego internet jest dla niego najlepszym miejscem.

Dziennikarze rozchwytywali Górskiego, bo wiedzieli, że temat będzie się „klikał". Nie doœć, że kabareciarz jest popularny i lubiany, to ma doœwiadczenie w przedrzeŸnianiu polityków. W TVP prowadził przecież popularnš i zabawnš politycznš satyrę o gabinecie Donalda Tuska – „Posiedzenie rzšdu". Na dodatek kojarzony jest z sympatiami prawicowymi, w wywiadach prezentował się jako konserwatysta, więc dochodził też wštek „zdrady". Krótko mówišc – goršcy temat. Górski z kolei chciał, żeby wszyscy w kraju dowiedzieli się, że powstało „Ucho Prezesa", które można oglšdać na kanale YouTube. Miał darmowš promocję, media miały sprzedaż oraz odsłony w internecie i wszyscy byli zadowoleni.

Potwierdza to oglšdalnoœć serialu. Odsłony internetowe każdego z czterech dotychczasowych odcinków wahajš się od 5 do 7 milionów. Jeœliby porównać te wyniki do oglšdalnoœci programów telewizyjnych (co jest grubym uproszczeniem), to Górski z zespołem osišgnęli spektakularny sukces. Najpopularniejsze serwisy informacyjne – „Fakty" czy „Wiadomoœci" – gromadzš œrednio od 2 do 4 milionów telewidzów. Serial „M jak miłoœć" oglšda ponad 6 milionów, a „Na dobre i na złe" ponad 4 miliony widzów.

„Ucho Prezesa" spotkało się z mieszanymi reakcjami. Jest to jednak wydarzenie. Od poczštku też Górski i jego zespół mieli duży kredyt zaufania, wszyscy goršco im kibicowali. Skoro bowiem opozycja nie potrafi przygwoŸdzić PiS, a wręcz sama wydaje się przez nich zapędzana w kozi róg, to przynajmniej niech kabareciarze im dowalš. To zdrowy odruch. Rzšdzšcy majš tyle władzy nad nami, że œmiech, nie tylko ciepły, subtelny i lekko ironiczny, ale nawet szyderczy i nieżyczliwy, dobrze nam zrobi, a im nie zaszkodzi. Politycy bowiem powinni mieć grubš skórę.

Nie ma z kim przegrać

Po pierwszych zachwytach, że „Górski genialnie naœladuje Kaczyńskiego" i „mocno im dowalił", zaczęły się pojawiać wštpliwoœci: „Może się jeszcze rozkręci", „Jest nieŸle, ale mogłoby być bardziej œmiesznie", „Pierwsze koty za płoty, teraz już będzie tylko lepiej".

Pojawiły się także opinie, że „Ucho Prezesa" wbrew deklaracjom jego twórców służy ocieplaniu wizerunku Jarosława Kaczyńskiego. Mówiono, że zamiast krytykować i żšdlić, normalizuje radykalne, antydemokratyczne działania PiS. Jakub Dymek z „Krytyki Politycznej" zwracał uwagę na zagrożenie, że „Ucho Prezesa" może być rodzajem wentyla bezpieczeństwa dla działań PiS. Neutralizujšcym krytykę i rozpraszajšcym niezadowolenie społeczne. Proponował Górskiemu, by traktował swoje zadanie bardziej serio, zamiast „œmieszkować". Według niego należałoby raczej bić w dzwony na alarm i poruszać „poważne problemy". Argumentami tego typu można jednak podważyć wszelkš działalnoœć i aktywnoœć krytycznš wobec rzšdu – także istnienie „Krytyki Politycznej". Bo przecież ludzie zamiast wyjœć na ulicę i protestować, rozleniwiajš się, kiedy grzejš się w domowym ciepełku i czytajš sšżniste lewicowe artykuły o łamaniu praw człowieka i deptaniu demokracji.

Wracajšc jednak do oczekiwań i odbioru „Ucha Prezesa", odniosłem wrażenie, że bardziej chcemy, żeby ono nam się podobało, niż autentycznie się z niego œmiejemy. Sami siebie przekonujemy, że jest super, bo też „Ucho Prezesa" jest z pewnoœciš jedyne. Wszyscy więc klepiš Górskiego i spółkę po ramieniu, bo wiedzš – tu użyję politycznej parafrazy – że tak jak kiedyœ PO, a dzisiaj PiS, Robert Górski nie ma z kim przegrać...

Na dodatek w cały ten kabaret włšczono polityków Prawa i Sprawiedliwoœci. Dziennikarze postawili sobie za punkt honoru pytać ich, co sšdzš o „Uchu Prezesa". Mogliœmy więc zobaczyć Antoniego Macierewicza, który na konferencji prasowej z uœmiechem na twarzy mówił o produkcji: „Znakomite". Mariusz Błaszczak tłumaczył kurtuazyjnie, że w rzeczywistoœci nie jest podobny do Mariusza w wykonaniu Mikołaja Cieœlaka. Prezes Kaczyński też rzekomo obejrzał program i miał skomentować jeden z żartów na temat swojego kota. Tak mówił Adam Bielan oraz sam Kaczyński w Radiu Szczecin. Wielu polityków niepytanych o zdanie komentowało program na Twitterze. Krzysztof Czabański, przewodniczšcy Rady Mediów Narodowych, napisał, że w przeciwieństwie do swojego ekranowego wcielenia on dobrze wie, że koty nie lubiš mleka (jego postać przynosi w prezencie dla kota Prezesa mleko prosto od krowy). Z kolei Bartłomiej Misiewicz sportretowany jako wyroœnięta niedojda „Misio" skomentował program, piszšc, że podobnie jak jego parodystyczna postać lubi krówki, ale już kakao to niekoniecznie.

Tak oto komedia w wirtualu wywołała komedię w realu. I co najciekawsze – ta druga wydaje się œmieszniejsza. Oczywiœcie poczucie humoru to kwestia bardzo indywidualna, ale czy znajdzie się ktoœ, kto z rękš na sercu powie, że „Ucho Prezesa" jest œmieszniejsze od dawnego programu satyrycznego „Tygodnik Moralnego Niepokoju", a tym bardziej od œwietnego „Posiedzenia rzšdu", gdzie Górski z Marcinem Wójcikiem z kabaretu Ani Mru-Mru kpili z rzšdu PO–PSL?

Komedia także w realu

Ucho Prezesa" rozœmiesza, ale z rzadka. Po obejrzeniu czterech odcinków można przyznać, że Górskiemu udało się kilka żartów sytuacyjnych, choćby akcja z prezentami dla kota Prezesa lub hasło „Krokodyl", obrazujšce działania Ministra Wojny, który szykuje się do ataku na Prezesa z zaskoczenia. Œmieszny był też globus, na którym była tylko Polska i żadnych innych krajów. Zabawna jest postać kapciowego Mariusza, ale też Mikołaj Cieœlak byłby œmieszny, nawet gdyby wcielał się w krzesło. Zresztš układ Prezes–Mariusz do złudzenia przypomina sprawdzony pomysł z repertuaru Kabaretu Moralnego Niepokoju, gdzie stałym punktem był skecz o postkomunistycznym dyrektorze fabryki i usłużnym pomocniku Mrównicy, przewodniczšcym zakładowego zwišzku zawodowego. We dwóch musieli bronić się przed kontrolami ze strony NIK, prokuratury oraz gnębili dla frajdy opornego robotnika Smółkę, który naiwnie walczył o swoje prawa pracownicze.

Większoœć żartów w „Uchu Prezesa" jest płaska i opiera się na prostym naœladowaniu gestów. Największym grzechem jest jednak to, że sš to polityczne dowcipy z długš brodš. Żarty z prezydenta Dudy, którego lekceważy prezes Kaczyński i który podpisuje wszystkie ustawy rzšdu jak leci? Prezes oglšdajšcy rodeo? Wpływowa sekretarka Prezesa? Minister Wojny zamiast Ministra Obrony Narodowej? Żarty z hasła „Dobra zmiana"? Brak konta bankowego u Prezesa? Te dowcipy sš starsze niż węgiel i uradujš ludzi, którzy absolutnie nie interesowali się politykš w ostatnich miesišcach. Nic na jej temat nie czytali, nie oglšdali karykatur w czasopismach, nie widzieli transparentów z manifestacji KOD. Więcej ironiczno-sarkastycznych kpin można przeczytać na polityczno-dziennikarskim Twitterze albo w zjadliwej rubryce „Z życia koalicji – z życia opozycji" Igora Zalewskiego i Roberta Mazurka.

Można chwalić Roberta Górskiego za umiejętne naœladowanie gestów oraz mimiki Jarosława Kaczyńskiego. Ale nie lubimy go przecież dlatego, że jest dobrym aktorem. Co z tego, że robi to dobrze, skoro œmieszy nas przez trzy minuty? Podobnie jest z innymi aktorami, np. Sebastianem Konradem naœladujšcym gestykulację wicepremiera Morawieckiego. Przez chwilę to bawi, po minucie zaczyna irytować, po trzech chciałoby się powiedzieć: „Wystarczy!". Zaczynamy się niecierpliwić, bo dobra komedia to nie tylko małpowanie. To także dialog nasycony piętrowymi podtekstami i szybki jak ping-pong. W „Uchu Prezesa" większoœć żartów jest natomiast sygnalizowana dużo wczeœniej i rozcišgnięta w czasie. Dialogi sš œlamazarne i nic tu nie zaskakuje.

Polskie wzorce i braki

W porównaniu do poprzedniego „Posiedzenia rzšdu" „Ucho Prezesa" jest dużo bardziej zachowawcze. Tam kabareciarze jechali po bandzie. Bywało przaœnie i prostacko, ale tak postrzegaliœmy częœć klasy politycznej. Robert Górski jako premier Donald Tusk był chłopkiem-roztropkiem i polskim cwaniakiem w jednym. I choć trudno go było uznać za mocarza intelektu, i tak bił na głowę resztę swojego kabaretowego rzšdu. Poza tym wiele żartów było autonomicznych, nie miały nic wspólnego z rzeczywistoœciš, choć czasem za punkt wyjœcia brały obiegowš informację bšdŸ niefrasobliwš wypowiedŸ. Była to jednak kabaretowa kreacja, a nie konkurs na sobowtóra.

Czytajšc najnowsze wywiady Roberta Górskiego, już po emisji czterech odcinków, można też odnieœć wrażenie, że brakuje mu dystansu do samego siebie. Po ostatnim wywiadzie w „Gazecie Wyborczej" nie jestem pewien, czy Górski to jeden ze zdolniejszych komików i kabareciarzy w Polsce czy może nowy kandydat na lidera KOD.

Poruszenie wokół „Ucha Prezesa" po częœci jest wywołane aktywnoœciš mediów, które chcš zdyskontować popularnoœć Roberta Górskiego. Drugi powód jest jednak głębszy. To niesamowity głód polskiej widowni na komedię politycznš, a raczej na komedię w ogóle. A także, po prostu, na dobrš rozrywkę, której w Polsce jest jak na lekarstwo. Sam fakt, że „Ucho Prezesa" nie polega na przebieraniu się mężczyzn za kobiety i eksponowaniu ich owłosionych nóg, już wydaje się wyjštkowy. Jest w Polsce wielu zdolnych komików proponujšcych dobry humor, pozostajš wszakże w rozmaitych niszach. Robert Górski nie jest tu bez winy. Przez długi czas był gospodarzem różnych programów kabaretowych w TVP, gdzie firmował te wszystkie baby z wšsami i policjantów-przebierańców.

Marcin Daniec bywa dziœ niesprawiedliwie utożsamiany z kabareciarstwem w przestarzałym stylu. Jednak przy tej plejadzie przebierańców, jaka przewijała się przez telewizję w ostatnich latach, zdaje się niemal królem kabaretu. Dużo też czasu minęło, zanim w końcu zaczęli się pojawiać w tych programach komicy stand-upowi. A przecież stand-up comedy od lat jest największš kuŸniš talentów komediowych w show-biznesie na Zachodzie. U nas przedstawiciele tego nurtu zrozumieli, że w telewizji nie majš czego szukać, ewentualnie mogš spodziewać się kłopotów ze strony różnych komisji etycznych, które ich grube żarty oceniajš według tej samej skali co seriale rodzinne. Od lat zatem radzš sobie bez telewizji i majš coraz większš publikę na żywo.

Niedoœcigniona „Figurantka"

Gdy porównamy „Ucho Prezesa" do brytyjskich i amerykańskich komedii politycznych, to na ich tle Polacy wyglšdajš jak ubodzy krewni. Już sam format „Ucha Prezesa" nie jest ani trochę oryginalny. Na jego podobieństwo do brytyjskiego „Tak, panie premierze" słusznie zwrócił niedawno uwagę krytyk filmowy Michał Oleszczyk. Był to program nadawany w BBC pod koniec lat 80. Gdy zaœ obejrzymy znakomity serial komediowy „Figurantka" („Veep") produkowany w ostatnich latach przez amerykańskš stację HBO, rozczarowanie polskimi żartami jeszcze bardziej się powiększa.

„Figurantka" opowiada o amerykańskiej wiceprezydent, która próbuje realizować swoje polityczne ambicje. Wcišż popełnia gafy i zalicza wpadki, co nie przeszkadza jej pišć się coraz wyżej w polityce. Amerykański serial powstał z inspiracji brytyjskš produkcjš BBC „The Thick of it" z lat 2005–2012. Za obydwoma serialami stoi Armando Iannucci – szkocki satyryk, scenarzysta i autor programów telewizyjnych. Jakoœć i sukces jego brytyjskiego serialu sprawił, że producenci HBO œcišgnęli go, by stworzył amerykańskš komedię politycznš.

W „Figurantce", inaczej niż w „Uchu Prezesa", nie spotkamy figur bezpoœrednio nawišzujšcych do prawdziwych polityków. Pojawiajš się co prawda głosy, że główna bohaterka jest wzorowana na Sarze Palin – republikańskiej gubernator Alaski z ambicjami prezydenckimi, która popełniała gafę za gafš, ale to tylko sugestie internautów. Trudno jest także z poczštku rozpoznać, do jakiej partii należy wiceprezydent Selina Meyer – genialnie grana przez Julię Louis-Dreyfus znanš z sitcomu „Seinfeld". Liczne tropy wskazujš na demokratów, ale w kwestii poglšdów oraz ich prezentowania niewiele jš różni od republikanów. Jeden z internautów stwierdził: „A jakie to ma znaczenie?". To retoryczne pytanie dobrze oddaje potrzeby widowni, która bardziej niż z konkretnego „Kaczora", „Krokodyla", „Misia" czy „Mariusza" wolałaby się poœmiać być może z powtarzajšcych się mechanizmów i typów postaci, które występujš w każdej partii. W dodatku twórcy œmiejš się też z dziennikarzy, a także z wyborców zwanych ostatnio u nas suwerenem.

Dobra komedia polityczna będzie – tak jak „Figurantka" – zrozumiała w każdym partyjnym systemie demokratycznym. Skšd ta pewnoœć? Mam przykłady z „Figurantki", które mogliby wykorzystać panowie Górski i spółka. Oto Selina Meyer ma asystenta, który podpowiada jej na spotkaniach, kto jest kim i jak się nazywa, a także jak powinna się zachować w trudnych sytuacjach. Pochyla się za niš i szepcze do kołnierza, a koledzy z kancelarii œmiejš się, że przypomina „zaklinacza koni". I my znamy takich suflerów. Przykład drugi: asystenci zakładajš pani wiceprezydent konto na Twitterze, a ta myli prywatne wiadomoœci z publicznymi i zaczyna tam korespondować z kochankiem. Żeby całš sprawę zatuszować, jej biuro zwala winę na chińskich hakerów. Niemożliwe w Polsce? Przykład trzeci: wiceprezydent ma wypowiedzieć się w sprawie aborcji i zanim cokolwiek zadeklaruje, jej doradcy dokładnie analizujš badania nad aborcjš prowadzone w jej elektoracie. Na koniec doradzajš: „Musisz coœ powiedzieć, ale tak, żeby nic konkretnego to nie znaczyło".

Największe wpadki wiceprezydent potrafiš przysporzyć jej najwięcej popularnoœci, a cyniczna brutalna walka jest na porzšdku dziennym. Każda z postaci pierwszego i drugiego planu jest znakomicie napisana i œwietnie zagrana. Z czasem serial komediowy zaczyna coraz bardziej cišżyć w stronę komediodramatu, cynizm zaczyna dewastować osobowoœć bohaterki i relacje z bliskimi. Nie jest to wysokobudżetowa produkcja, większoœć akcji rozgrywa się w biurach i gabinetach. Serial jest zaœ zrealizowany w pozornie niedbałej, paradokumentalnej manierze, która potęguję autentyzm.

Ostatnia rzecz to język, jakim posługujš się politycy i asystenci w „Figurantce". Nagrania z Sowy & Przyjaciół ledwo dorastajš im do pięt w wulgarnoœci i koszarowych żartach. Znosimy to jednak, gdyż jest zabawnie, inteligentnie i dynamicznie. Odniesień do kultury popularnej i prawdziwych wydarzeń pojawia się zaœ tak wiele, że można jeden odcinek oglšdać kilka razy i wcišż odnajdywać coœ nowego. Scenariuszy do „Figurantki" nie pisze jednak jedna osoba jak w przypadku „Ucha Prezesa", tylko grupa autorów z doœwiadczeniem komediowym. 13 telewizyjnych nagród Emmy i pięć nominacji do Złotych Globów przez cztery lata emisji dobrze oddaje poziom tej produkcji. Na wiosnę premierę będzie miał szósty już sezon przygód Seliny Meyer, poprzednie można oglšdać na polskim kanale HBO lub w serwisie HBO GO. Goršco polecam. Zwłaszcza zespołowi „Ucha Prezesa".

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL