Ukraina nie była w stanie obronić Krymu, miała tylko pięć tysięcy żołnierzy

aktualizacja: 22.02.2016, 21:39
Foto: PAP/EPA

Na początku agresji Rosji na Krym ukraińska armia miała jedynie pięć tysięcy zdolnych do walki żołnierzy w skali całego kraju, przeciwko którym stała zgrupowana na półwyspie 20-tysięczna armia – wynika z opublikowanych w poniedziałek w Kijowie dokumentów.

REDAKCJA POLECA

Jest to stenogram z posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) Ukrainy, przeprowadzonego 28 lutego 2014 roku. Dzień wcześniej tzw. rosyjska samoobrona zajęła siedzibę parlamentu Autonomicznej Republiki Krymu w Symferopolu i wywiesiła nad nim flagę Rosji. Jeszcze kilka dni wcześniej z kraju zbiegł ówczesny prezydent Wiktor Janukowycz.

Posiedzenie to prowadził ówczesny przewodniczący ukraińskiego parlamentu, a jednocześnie pełniący wtedy obowiązki prezydenta Ołeksandr Turczynow. Stenogram opublikowano prawie po dwóch latach od tych wydarzeń na prośbę jednego z posłów Rady Najwyższej.

„Według informacji, które otrzymujemy z różnych źródeł, kierownictwo wojskowe Federacji Rosyjskiej poważnie rozpatruje aneksję Autonomicznej Republiki Krymu” – mówił Turczynow, otwierając spotkanie.

Raporty z sytuacji na Krymie składają następnie: ówcześni szefowie Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i MSW, Wałentyn Naływajczenko i Arsen Awakow. Mówią o współpracy władz Krymu z dowództwem stacjonującej tam rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, o przechodzeniu na stronę Rosji milicjantów i wojskowych oraz o przejmowaniu kontroli nad obiektami infrastruktury.

Następnie głos zabiera minister obrony, admirał Ihor Teniuch. Oświadcza, że pod pozorem ćwiczeń Rosja zgrupowała wzdłuż granicy z Ukrainą ogromne siły wojskowe.

„Na odcinku kijowskim, charkowskim i donieckim skoncentrowano 38 tysięcy ludzi, 761 czołgów, 2,2 tys. pojazdów opancerzonych, 720 systemów artyleryjskich, do 40 śmigłowców bojowych i 90 śmigłowców wielozadaniowych. Na wodach Morza Czarnego znajduje się w gotowości bojowej 80 okrętów Federacji Rosyjskiej” – podkreśla.

Teniuch informuje, że obiekty na Krymie przejmują żołnierze rosyjskich sił specjalnych i proponuje, by w przypadku rzeczywistego ataku ukraińska armia użyła lotnictwa.

„Będę mówił otwarcie: nie mamy dziś armii. (…) Możemy zebrać z całego kraju zgrupowanie wojskowe w liczbie około pięciu tysięcy żołnierzy, którzy są zdolni do wykonywania zadań bojowych. Możemy ich rzucić na Krym, ale to nie rozwiąże problemu Krymu. My ich tam po prostu wyślemy na śmierć” – oświadczył.

Kolejne zapisy stenogramu to dyskusja na temat możliwych działań Ukrainy w obliczu agresji. Premier Arsenij Jaceniuk konstatuje, że kraj nie jest w stanie się przed nią bronić i informuje, że rozmawiał o sytuacji z partnerami zagranicznymi, w tym z wiceprezydentem USA. Nie wymienia jego nazwiska, lecz stanowisko to zajmował wówczas – jak i dziś – Joe Biden. „Na razie nie mają wypracowanego stanowiska” – informuje Jaceniuk.

 

Członkowie RBNiO dyskutują także o pomocy ze strony NATO, jednak rozumieją, że Ukraina nie tylko nie jest jego członkiem, ale nie posiada nawet tzw. Planu Działań na Rzecz Członkostwa. „W tych warunkach NATO nie zajmie się naszymi problemami” – mówi ówczesny sekretarz RBNiO Andrij Parubij.

Uczestnicy spotkania zastanawiają się nad wprowadzeniem stanu wojennego. Jaceniuk ostrzega, że dla Rosji będzie to oznaczało otwarte wypowiedzenie wojny. Zwraca także uwagę, że Ukraina nie ma na nią pieniędzy. „Według ministra obrony nie mamy czym nawet obronić Kijowa” – ostrzega.

W pewnej chwili Turczynow zostaje wywołany do telefonu. Dzwoni do niego przewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej (niższej izby parlamentu) Siergiej Naryszkin. W obradach następuje przerwa. Po powrocie Turczynow relacjonuje treść rozmowy z Naryszkinem.

„Przekazał mi groźby od Putina. Oni nie wykluczają – jak powiedział – podjęcia zdecydowanych działań wobec Ukrainy za prześladowania Rosjan i rosyjskojęzycznych. (…) Przekazał słowa Putina, że jeśli zginie choć jeden Rosjanin, zostaniemy obwołani zbrodniarzami wojennymi i będziemy ścigani na całym świecie. Odpowiedziałem, że rozpoczynając agresję wobec Ukrainy oni sami stali się międzynarodowymi przestępcami i sami staną przed trybunałem międzynarodowym. Tak sobie porozmawialiśmy” – relacjonuje.

Następnie kontynuowana jest rozmowa o wprowadzeniu stanu wojennego. Przeciwko wypowiada się m.in. Julia Tymoszenko, przywódczyni największego wtedy ugrupowania parlamentarnego. Potem trwa głosowanie. Stan wojenny popiera jedna osoba. Jest to Turyczynow.

16 marca 2014 r. w należącej do Ukrainy Autonomicznej Republice Krymu odbyło się referendum na temat przyłączenia do Federacji Rosyjskiej. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się według oficjalnych wyników 96,77 proc. uczestników plebiscytu. W dzień po referendum parlament w Symferopolu przyjął uchwałę o niepodległości Krymu i zwrócił się do władz w Moskwie o przyjęcie w skład FR. Kreml spełnił tę prośbę 18 marca.

POLECAMY

KOMENTARZE