Komentarze

Dąbrowska: Czy ktoś z nimi wygrał?

Fotorzepa, Robert Gardziński
Sąd Apelacyjny w Krakowie podjął decyzję: sprawa wypadku premier Beaty Szydło będzie rozpatrywana przez Sąd Rejonowy w Oświęcimiu. To rozstrzygnięcie oprócz sensu prawnego ma wymiar polityczny. Dlaczego?

Bo wcześniej mały sąd prosił o przeniesienie tej sprawy ze względu na jej wagę i skomplikowanie. Nic jednak z tego. – Wszyscy są równi wobec prawa, więc udział w wypadku komunikacyjnym premiera Polski nie może mieć znaczenia dla prowadzenia sprawy przez żaden sąd – oświadczyła apelacja. A to znaczy, że nie ma miejsca na zrzucanie z siebie odpowiedzialności.

Trudno się dziwić rejonowej instancji, która próbowała umyć ręce: to był jeden z najgłośniejszych wypadków ostatnich lat. Z prowadzenia śledztwa rezygnowali prokuratorzy, kiedy okazywało się, że ich ustalenia nie są brane pod uwagę przez „górę". Świadkowie byli poddawani upokarzającym procedurom, które być może miały ich zmiękczyć i sprawić, by mniej entuzjastycznie zeznawali w sprawie braku sygnałów dźwiękowych rządowej kolumny BOR. Ich zeznania oceniała biegła z Oświęcimia, której mąż startował z tej samej listy co Beata Szydło.

Zbyt ciężki ten bagaż. Brakuje też jasnego głosu bohaterki wydarzeń, czyli samej szefowej rządu. To w jej interesie powinno leżeć, by nikt nie miał wątpliwości co do bezstronności śledczych i owej podnoszonej przez apelację „równości wobec prawa". Tymczasem była premier powiedziała tylko, że nic nie wie, bo w czasie jazdy spała.

Czy gdyby młody kierowca, który – jak ustaliła „Rzeczpospolita" – włączył kierunkowskaz, informując o zamiarze skrętu w lewo przed wykonaniem manewru – nie otrzymał pomocy prawnej z drugiej strony politycznej barykady, to wytrwałby w zamiarze walki o oczyszczenie z zarzutów? Czy broniłby się dalej przed prokuratorskimi zarzutami, że jest jedynym winnym wypadku Beaty Szydło?

Raczej dawno już byłoby po procesie, a ludzie powtarzaliby stare zdanie o władzy: z nimi to jeszcze nikt nie wygrał. Nie należy przesądzać tu o czyjejkolwiek winie. Nie to jest stawką w tej sprawie.

Chodzi o sprawiedliwy proces, w którym prawa słabszego są respektowane. To niemało.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL