Komentarze

Polska-USA: Wymagająca pani ambasador Mosbacher

Flickr/HarvardCPL
Nie tylko Stany Zjednoczone, ale także Polska, jeden z naszych najbardziej wiarygodnych sojuszników, odniosą ogromne korzyści z tego, że ambasadorem USA będzie przyjaciółka prezydenta – oświadczył republikański senator z Missouri Roy Blunt, przedstawiając kandydaturę 71-letniej Georgette Mosbacher na wtorkowym posiedzeniu senackiej komisji spraw zagranicznych.

Choć będzie to pierwsza w historii kobieta na stanowisku ambasadora USA w Warszawie, jej nominacja jest właściwie przesądzona. Debata, która nastąpiła po tych słowach, była więc niezwykle przyjazna. Mosbacher, która dorobiła się ogromnego majątku dzięki trzem intratnym małżeństwom i rozwodom (m.in. z przedsiębiorcą naftowym z Teksasu i sekretarzem handlu George'a H.W. Busha Robertem Mosbacherem) oraz udanym inwestycjom w przemyśle kosmetycznym, była już zaproszona na 40. urodziny Donalda Trumpa. Zażyłość z miliarderem była potem tak duża, że Georgette Mosbacher mogła zabierać swoje dwa psiaki na pokład jego prywatnego samolotu mimo obsesji na punkcie czystości obecnego prezydenta. W zdominowanym przez demokratów Nowym Jorku Mosbacher pomogła budować kampanię wyborczą republikańskiego kandydata, broniła jego polityki w obszernym wywiadzie dla „Financial Timesa" na ostatniej prostej kampanii. A wcześniej zapraszała Trumpa na legendarne wieczory w swoim luksusowym mieszkaniu przy Piątej Alei, w których brali udział m.in. Margaret Thatcher i król Hiszpanii Juan Carlos.

Ale wszystko to nie oznacza, że polskie władze mogą teraz liczyć na taryfę ulgową. W deklaracji przed komisją senacką Mosbacher zapowiedziała, że „jest świadoma niedawnych obaw o przestrzeganie uprawnień demokratycznych instytucji w Polsce – wolności słowa, niezależności wymiaru sprawiedliwości, rządów prawa". I zapowiedziała, że „jest gotowa wyrażać nasze silne wsparcie dla tych kluczowych wolności".

Nieco później, odpowiadając na obawy przewodniczącego komisji Johnny'ego Isaksona dotyczące wzrostu antysemityzmu w Polsce, uznała, że jest to spowodowane ustawą o IPN. Zapowiedziała, że będzie współpracowała z Polską, by żadne nowe ustawy nie wywoływały uprzedzeń. Zasugerowała też, że Polska powinna przyjąć „sprawiedliwą część" uchodźców, którzy dotarli do Unii Europejskiej.

Wszystko to najwyraźniej nie spodobało się przebywającej akurat w Waszyngtonie delegacji polskiego rządu. Współpraca z panią ambasador będzie więc zapewne ciekawsza niż debata w amerykańskim Senacie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL