Komentarze

Bielecki: Trump potrzebuje pokerzysty

AFP
We wtorek rano jeden ze współpracowników Rexa Tillersona pokazał swojemu szefowi tweet Donalda Trumpa, że nie jest już on sekretarzem stanu.

Tak skończyła się 14-miesięczna kariera szefa dyplomacji, który nigdy nie potrafił nawiązać prawdziwej nici porozumienia z prezydentem.

Zwolennik negocjowania z Iranem i Koreą Północną, przeciwnik wyjścia USA z paryskiego porozumienia klimatycznego i wojny handlowej z Unią – Tillerson inaczej niż Biały Dom podchodził do niemal wszystkich wielkich problemów międzynarodowych. To zasadniczo ograniczało jego skuteczność. Tym bardziej że choć całe życie spędził w biznesie, to nigdy nie nauczył się zarządzać amerykańskim korpusem dyplomatycznym.

Ale mimo to z perspektywy Polski miał jedną zasadniczą zaletę: reprezentował tradycyjną, atlantycką politykę USA. To on razem z szefem Pentagonu Jamesem Mattisem skontrował Trumpa, gdy ten dowodził, że „NATO jest sojuszem przestarzałym". Jako prezes megakoncernu naftowego ExxonMobil Rex Tillerson latami negocjował z Rosją i Chinami umowy o wydobyciu i dystrybucji ropy, co nauczyło go trudnej sztuki układania się z największymi reżimami autorytarnymi świata.

Trump ma inną mentalność. Wierzy, że zerwanie umowy atomowej z Iranem, spotkanie z koreańskim dyktatorem Kim Dzong Unem czy narzucenie karnych ceł Europie jak za dotknięciem magicznej różdżki rozwiąże nabrzmiałe od dziesięcioleci problemy. Czy podobny „deal" prezydent zawrze kiedyś z Władimirem Putinem, jak to zapowiadał w kampanii wyborczej?

– Po zdymisjonowaniu Tillersona nie dziwię się, że Polacy zadają sobie pytanie, co będzie dalej – mówi „Rzeczpospolitej" Daniel Fried, były ambasador USA w Warszawie, który w Departamencie Stanu był odpowiedzialny za sankcje wobec Rosji.

Rzeczywiście można mieć wątpliwości, czy następca Tillersona Mike Pompeo będzie miał determinację, by powstrzymać najbardziej radykalne zapędy Trumpa. To działacz Tea Party, bardzo konserwatywnej i pod pewnymi względami populistycznej frakcji republikanów, który jako szef CIA w ostatnim roku przypadł do gustu prezydentowi dzięki wyjątkowej aktywności na codziennych porannych analizach danych wywiadowczych w Białym Domu.

Wobec Rosji – co szczególnie interesuje Polskę – Pompeo prezentował jednak dość twardą postawę. Mocno krytykował Putina za politykę wobec Ukrainy, a nawet odrzucił stanowisko Trumpa, że Kreml nie angażował się w kampanię wyborczą w USA w 2016 r. Już w najbliższych tygodniach nowego sekretarza stanu czeka prawdziwy test, jakim będzie spotkanie amerykańskiego prezydenta z Kim Dzong Unem. Wtedy się okaże, czy tylko potrafi przytakiwać Trumpowi, czy też będzie mu służył trzeźwą oceną sytuacji. Tego ostatniego i Ameryka, i Polska bardzo potrzebują.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL