Komentarze

Jędrzej Bielecki: Donald Trump zmienia priorytety

AFP
W piątek po raz pierwszy od 11 lat Warszawę odwiedził minister spraw zagranicznych Japonii Taro Kono. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” powiedział, że jego kraj „wspiera silną i zjednoczoną Europę”, bo „gdy jedność zostaje zachwiana, trudno utrzymać wolny i oparty na praworządności porządek międzynarodowy”.

To dużo więcej niż kurtuazyjna wizyta i dyplomatyczny frazes. Japonia szuka nowych sojuszników, bo po raz pierwszy od II wojny światowej nie może już w pełni ufać Ameryce i jej nieprzewidywalnemu prezydentowi.

W nadchodzącym tygodniu do takiego samego wniosku mogą dojść także europejscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych. Wielu z nich już teraz obawia się, że szczyt NATO w Brukseli skończy się jak spotkanie przywódców G7 na początku czerwca: awanturą Donalda Trumpa z resztą zebranych. W Kanadzie amerykański prezydent miał zresztą powiedzieć, że „NATO jest warte tyle co NAFTA”. Czyli niewiele.

Ameryka prowadzi globalną grę, a w niej największym wyzwaniem stały się Chiny, a nie jak kiedyś Związek Radziecki, a potem Rosja. W ten sposób z perspektywy Waszyngtonu zniknął główny powód utworzenia Sojuszu, a prezydent USA może pozwolić sobie na lekceważenie europejskich sojuszników. Atakuje ich za zbyt małe wydatki na obronę, współpracę z Iranem, politykę handlową. Mówić o transatlantyckiej wspólnocie jest coraz trudniej.

Zupełnie inaczej ma się sprawa Moskwy, która z wroga USA może przemienić się w sprzymierzeńca w starciu z Chińczykami. Właśnie dlatego dla Polski jeszcze ważniejsze od szczytu NATO będzie spotkanie Trumpa z Władimirem Putinem cztery dni później w Helsinkach. Amerykański prezydent już zasugerował, że mógłby uznać aneksję Krymu. Nawet jeśli ostateczna decyzja w tej sprawie należy do Senatu USA, taka inicjatywa wywróciłaby całą powojenną strategię Ameryki w Europie. Ale zachodnie media sygnalizują, że za przychylność Putina w azjatyckiej rozgrywce Trump mógłby zrobić jeszcze więcej: pójść na pewne ustępstwa w sprawach obecności wojsk amerykańskich w Europie Środkowej i budowy tarczy rakietowej.

W takiej sytuacji, podobnie jak Japonia, Polska musi się zastanowić, czy nie powinna szukać jakichś alternatywnych wobec Ameryki sojuszników. O to jednak bardzo trudno. Po latach zaniedbań niemieckie siły zbrojne są w bardzo złym stanie, zaś z powodu brexitu zasady współpracy Brukseli z brytyjskimi siłami zbrojnymi – niejasne. Wojskowa integracja samej Unii na razie sprowadza się głównie do biurokratycznych procedur. Przed 2015 r. bliską współpracę wojskową proponowała nam Francja, ale nawet jeśli można by do tego projektu wrócić, sam Paryż nie zapewni nam bezpieczeństwa.

Wiele wskazuje na to, że blisko 30 lat od upadku komunizmu zamyka się okres znakomitej koniunktury międzynarodowej dla naszego kraju. Wraca czas konfrontacji wielkich potęg, stref wpływów i kryzysu instytucji międzynarodowych, który, wydawało się, raz na zawsze odszedł do lamusa. Kraj o ograniczonym potencjale jak Polska może tylko na tym stracić.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL