Komentarze

Artur Bartkiewicz: I ty możesz zostać prof. Królikowskim?

Fotorzepa, Stefan Mleczak
„Naprzeciwko klasztoru żeńskiego stoi klasztor męski. Nie ma w tym nic złego, ale może być” – głosi chińskie powiedzenie. Tak jest właśnie ze sprawą prof. Królikowskiego.

Nie znając szczegółów sprawy nie sposób oczywiście rozstrzygnąć czy prof. Michał Królikowski słusznie znalazł się na celowniku prokuratury, czy nie. Wiadomo, że w Polsce obowiązuje zasada domniemania niewinności, wiadomo też, że obie strony mają zapewne własne, odmienne wersje wydarzeń. 

Niepokojąca jest jednak sekwencja zdarzeń. Oto najpierw prezydent Andrzej Duda, wbrew woli rządu, a nade wszystko wbrew woli ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, który przy okazji jest przełożonym wszystkich prokuratorów, wetuje ustawy reformujące sądownictwo i zapowiada napisanie własnych. Nieco później dowiadujemy się, że przy pisaniu tych ustaw – które, jak można się spodziewać pozbawią Ziobry zapisanej w pierwotnych ustawach omnipotencji w sprawie sądów – prezydentowi pomaga prof. Królikowski. Mija jeszcze kilka dni – i dowiadujemy się, że prokuratura, podległa ministrowi Ziobrze, wykazuje zainteresowanie prof. Królikowskim. Wszystko to poprzedza artykuł na portalu tvp.info o tym, że Królikowski "kilkanaście miesięcy temu pracował dla firmy, której właściciele zostali zatrzymani przez CBŚP za wyłudzenie 700 mln zł VAT". 

Chciałbym wierzyć, że to wszystko brzydko wyglądający zbieg okoliczności. Jeśli bowiem jest inaczej, to w naszych głowach powinien rozlec się głośny dzwonek alarmowy. Oto pierwsza osoba w państwie zrobiła coś, co nie podoba się przedstawicielowi rządu – więc wysyłany jest jej sygnał ostrzegawczy z wykorzystaniem prokuratury i przy pewnym udziale publicznego (choć dziś już raczej państwowego) medium. Tak, nikt nie łomocze do drzwi prof. Królikowskiego o szóstej rano, wszystko wygląda raczej jak przygotowany przez PiS ostrzał artyleryjski przed pracami nad prezydenckimi projektami ustaw w parlamencie, który ma oczyścić przedpole i przypomnieć prezydentowi kto tu naprawdę rządzi. Ale precedens jest bardzo niebezpieczny. 

Wielu pewnie wzruszy ramionami uznając to za kolejną rozgrywkę na szczytach władzy – ot nowa elita zaczęła walczyć między sobą, cóż nam zwykłym obywatelom do tego. Przypomnę jednak, że podobnie było w gruncie rzeczy w PRL – tam też jeśli ktoś nie stawał na drodze władzy, to władza raczej się nim nie interesowała. Inżynier Karwowski mógł sobie nawet kupić działkę pod miastem, miał własne M3 i Malucha. Czasem jednak zdarza się tak, że drogi obywateli i władzy przecinają się. I wtedy każdy może zostać prof. Królikowskim. A przecież instrumentarium, które posiada rząd miałoby się jeszcze poszerzyć o sądy, które „nie będą takie jak były”. W obecnej sytuacji trochę strach zapytać: A jakie będą? 

Powtarzam: chciałbym wierzyć, że wszystko co dzieje się wokół prof. Królikowskiego to po prostu zbieg okoliczności. Ale jeszcze bardziej chciałbym mieć pewność, że tak jest. Dziś jednak tej pewności mieć nie mogę.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL