Komentarze

Jędrzej Bielecki: Ryzykowne gry Merkel i Orbána

AFP
Kampania wyborcza jest na ostatniej prostej w Niemczech, ale nabiera też rumieńców na Węgrzech.

Zaraz po ubiegłotygodniowym wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który potwierdzał ważność mechanizmu redystrybucji uchodźców, Viktor Orbán ogłosił, że nie będzie respektował orzeczenia sędziów z Luksemburga. Kanclerz Angela Merkel we wtorek odpowiedziała równie twardo: „Dotykamy tu zupełnie podstawowej kwestii, bo dla mnie Europa jest obszarem rządów prawa. Będziemy musieli o tym porozmawiać na szczycie Unii w październiku”.

Już wcześniej pojawiły się sygnały, że Bruksela mogłaby powiązać przyjęcie uchodźców z wypłatą funduszy strukturalnych. Nie wiadomo też, czy Merkel nie będzie starała się wpisać stałego mechanizmu rozdziału azylantów między kraje Unii w nowej konwencji dublińskiej (regulującej zasady rozpatrywania wniosków o azyl). W każdym razie wciąż swoim torem biegnie spór między Polską i Komisją Europejską o przyjęcie przez nasz kraj kilku tysięcy uchodźców, jak do tego zobowiązał się rząd w 2015 r. Bardzo prawdopodobne, że skończy się nałożeniem na Warszawę kar za każdy dzień odmowy wykonania tej obietnicy. Wszystko to mieszanka wybuchowa, która może rozsadzić i tak już trzeszczącą w szwach Unię.

W samych Niemczech wielu uważa, że Merkel popełniła błąd, nie konsultując się z innymi krajami Unii przed podjęciem dwa lata temu decyzji o przyjęciu miliona imigrantów. Teraz sygnalizuje, że dalej może iść w tym kierunku. Oczywiście byłoby lepiej, gdyby Polska, tak jak Hiszpania, przyjęła symboliczną liczbę imigrantów i rozładowała otwarty spór z Unią. Ale problem dalece wykracza poza naszą część Europy. Gdy dżihadyści ciągle organizują zamachy na ulicach francuskich miast, chyba nikt sobie nie wyobraża, że Emmanuel Macron zgodzi się, aby urzędnik w Brukseli decydował, ilu i jacy emigranci mają się osiedlić we Francji. To byłaby recepta na zdobycie Pałacu Elizejskiego przez Marine Le Pen w 2022 r.

Dlatego gdy już opadną wyborcze emocje w Berlinie, a potem Budapeszcie, konieczny jest zadowalający wszystkich kompromis w jakże delikatnej sprawie imigrantów. Od tego zależy przyszłość zjednoczonej Europy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL