Kolekcje

Wyższe ceny zachęcają do sprzedaży wybitnych dzieł

Plakat Wojciecha Fangora z aukcji trafił do muzeum.
Pragaleria
W 2017 r. obroty na aukcjach były najwyższe od lat, przekroczyły 200 mln zł.

To był najlepszy rok, odkąd w Polsce istnieje wolny rynek handlu sztuką. Z niepełnych szacunków wynika, że w tym roku obroty na aukcjach przekroczyły 200 mln zł (w ubiegłym roku 167 mln zł). Sukces został zapowiedziany już kilka miesięcy temu w obszernym raporcie o rynku przygotowanym przez portal Artinfo.pl (jest powszechnie dostępny na stronie www.artinfo.pl). Tam podano rekordowe ceny wybitnych dzieł.

Spektakularnym wydarzeniem mijającego roku było otwarcie 22 listopada w Warszawie nowej siedziby domu aukcyjnego Desa Unicum (www.desa.pl). Uroczystość zgromadziła antykwariuszy i marszandów z całej Polski. Nowy budynek ma trzy piętra, w tym dwa ukryte w ziemi. Powierzchnia użytkowa wynosi ok. 3 tys. mkw.

Otwarcie nowej siedziby Desy Unicum pozytywnie wpływa na ocenę kondycji całego rynku. – Ta inwestycja to dowód, że sztuka przynosi zyski – mówi ekspert Adam Konopacki. – Tegoroczny wzrost cen pokazuje, że wybitna polska sztuka była niedoszacowana. Z kolei dzięki aukcjom prac najmłodszych artystów konsekwentnie postępuje upowszechnienie sztuki.

Nieznane wybitne dzieła

Doktor Dorota Żaglewska, kulturoznawczyni, podsumowując ten rok stawia pytanie: czy wzrost obrotów na aukcjach może być zwiastunem nowej sytuacji na naszym rynku sztuki – może niedługo nasz rynek stanie się obiektem zainteresowania dużych podmiotów z globalnego rynku?

Na razie nasi kolekcjonerzy koncentrują się na polskiej sztuce. Ostatnio, z uwagi na wzrost cen, na rynek wypłynęło kilkadziesiąt nieznanych wybitnych dzieł. Sensację wzbudził na przykład nieznany portret Zofii Bagniewskiej namalowany w 1927 r. przez Witkacego. W lipcu na aukcji Sopockiego Domu Aukcyjnego (www.sda.pl) osiągnął rekordową cenę 140 tys. zł (cena wyw. 60 tys. zł).

Wysokie ceny sprawiły, że 24 czerwca na aukcji w krakowskiej Desie (www.desa.art.pl) zostały wystawione osobiste pamiątki po wielkim pianiście, kompozytorze i polityku Ignacym Janie Paderewskim.

Pozytywnym zjawiskiem jest propagowanie prywatnego kolekcjonerstwa. Po po raz drugi wręczono nagrodę im. Feliksa Jasieńskiego „Kolekcjonerstwo – nauka i upowszechnianie". Nagrodę ustanowiły Muzeum Narodowe w Krakowie, Archiwum Polskiej Akademii Nauk i Dom Spotkań z Historią.

Kolekcjonerstwo propagowały także muzealne wystawy prywatnych zbiorów. Odbyło się ich kilkanaście. Na przykład Zamek Królewski w Warszawie wystawił kolekcję porcelany z wytwórni w Korcu. Skarby te zgromadził Andrzej Wasilewski.

Nie tylko malarstwo

W tym roku dobrze radziły sobie nie tylko domy aukcyjne, ale także galerie. Rozwinęła się impreza Warsaw Gallery Weekend. Powodzeniem cieszyły się dzieła polskiego wzornictwa z okresu PRL i plakaty. Na przykład Pragaleria (www.pragaleria.pl) aż za 6,5 tys. zł sprzedała fajansową lampkę z 1959 r. (cena wyw. 1,3 tys. zł).

Rekordowe wyniki odnotowały branże: numizmatyczna i bibliofilska. Faktem jest, że rekordy na rynku bibliofilskim wyglądają mizernie w porównaniu z wynikami aukcji malarstwa. Bibliofilski antykwariat Lamus odnosi sukcesy m.in. dlatego, że poza papierami oferuje pamiątki historyczne i patriotyczne. Na jego aukcji aż za 253 tys. zł sprzedano pas kontuszowy z manufaktury Radziwiłłów (cena wyw. 90 tys. zł).

Księga policyjna

Biorąc pod uwagę dobry obraz naszego rynku, za przysłowiową łyżkę dziegciu można uznać wprowadzenie obowiązkowej księgi ewidencyjnej, tzw. księgi policyjnej. W Dzienniku Ustaw z 5 grudnia ogłoszono rozporządzenie ministra kultury (obowiązuje od 6 grudnia). Przypomnijmy, że „Moje Pieniądze" jako pierwsze pisały o pracach nad nowym prawem („Księga policyjna zrewolucjonizuje handel", 10 marca 2016 r.).

Nowe prawo ma podstawowe znaczenie dla nabywców. W księdze sprzedawca musi rejestrować każdy sprzedany zabytek w cenie powyżej 10 tys. zł. Musi spisać dane każdego (!) kupującego taki przedmiot (adres, PESEL, itp.). Klienci boją się, że część handlu zejdzie do podziemia.

Opinie

Ryszard Kondrat, Warszawskie Centrum Numizmatyczne

Wzrosło zainteresowanie polskimi numizmatami kolekcjonerskimi. W mijającym roku na cotygodniowych aukcjach internetowych licytowaliśmy po ok. 400 sztuk numizmatów, podczas gdy w 2016 r. było ich zwykle ok. 200. Powodzeniem cieszy się nasz powszechnie dostępny bank informacji o ok. 210 tys. transakcji zawartych przez WCN. Każdy sprzedany numizmat ma zdjęcie pozwalające na jego identyfikację i ocenę stanu. Na tej podstawie nabywca lub sprzedawca sam może szacunkowo określić realną cenę numizmatu. Plagą są fałszerstwa. Żeby przyjąć na aukcję katalogową tysiąc pozycji, najpierw muszę odrzucić ok. 500 falsyfikatów. Z uwagi na zagrożenie falsyfikatami nie opłaca się kupować monet w przypadkowych miejscach.

Na rynku kolekcjonerskim są obiekty niedoszacowane. To m.in. zachodnioeuropejskie monety w średnich stanach zachowania, np. włoskie lub niemieckie. Urodą lub rzadkością nie ustępują porównywalnym polskim monetom, a kosztują połowę mniej. Bez względu na aktualne notowania złota utrzymuje się przekonanie, że najlepszym zabezpieczeniem na czarną godzinę jest woreczek złotych monet. Dlatego monety czysto lokacyjne cieszą się niezmiennie wielkim powodzeniem.

Paweł Podniesiński, rzeczoznawca rynku bibliofilskiego Ministerstwa Kultury

W 2017 r. obroty na aukcjach bibliofilskich były o 25 proc. wyższe niż rok wcześniej, przekroczyły 10,5 mln zł. Liderem sprzedaży aukcyjnej jest stołeczny antykwariat Lamus (6 mln zł obrotu, 58-proc. udział w rynku aukcyjnym). Na drugą pozycję wrócił krakowski antykwariat Rara Avis (1,9 mln zł, 18 proc.). Uzyskał lepsze wyniki od Antykwariatu Wójtowicz (1,4 mln zł, 13 proc.). Największy wpływ na wzrost obrotów miały: 121. aukcja Rara Avis (druki awangardowe) oraz 45. aukcja Lamusa. Po raz pierwszy w historii krajowych aukcji bibliofilskich obroty na jednej aukcji (w Lamusie) przekroczyły 3 mln zł. W 2017 r. aż 12 pozycji licytowanych na krajowych aukcjach osiągnęło ceny wyższe niż 50 tys. zł, w tym cztery – powyżej 100 tys. zł. W 2016 r. pozycji droższych niż 50 tys. zł było sześć, w tym jedna powyżej 100 tys. zł. Z kolei ceny wywoławcze najtańszych druków wynosiły 20 zł. Największym powodzeniem nadal cieszą się druki patriotyczne i związane z Polską. Ostro licytowano zwłaszcza „Myśli nowoczesnego Polaka" Romana Dmowskiego (Lwów, 1904). Cena sprzedaży przekroczyła 12 tys. zł przy cenie wywoławczej 120 zł.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL