Kiedy w sądzie potrzebny jest ekspert rynku sztuki?

aktualizacja: 12.02.2017, 00:31

O orzeczeniu sądu zadecydowała opinia jednego eksperta, choć trzech innych twierdziło inaczej.

REDAKCJA POLECA

Antykwariusze świętują sądowe zwycięstwo kolegi z branży. Rafał Nowakowski ze stołecznego antykwariatu Atena w 2011 r. sprzedał za 8,5 tys. zł srebrną cukiernicę z warsztatu Karola Malcza.

Klient uznał jednak, że cukiernica jest falsyfikatem i domagał się zwrotu pieniędzy. Antykwariusz obstawał przy swoim. W marcu 2011 r. sprawa trafiła do sądu. Teraz sąd pierwszej instancji oddalił powództwo klienta. Uznał, że cukiernica jest oryginałem.

Brakuje ekspertów

Bez względu na dalszy rozwój wypadków sprawa powinna zainteresować klientów oraz antykwariuszy. Po lekturze bogatej dokumentacji procesu można odnieść wrażenie, że w naszym kraju brakuje specjalistów od antyków, zwłaszcza takich, których oceny mają moc opinii ostatecznej, nie budzą wątpliwości i są niepodważalne.

Najpierw sąd powołał jako biegłą historyczkę sztuki, Joannę Tarnawską. Biegła sądowa orzekła, że cukiernica jest falsyfikatem. Jako świadek klienta zeznawał ekspert rynku sztuki, Adam Konopacki. On także stwierdził, że sporny przedmiot jest fałszywy. Nabywca dysponował poza tym pisemną analizą antykwariusza i kolekcjonera Marka Mielniczuka, który uznał cukiernicę za podróbkę.

Wreszcie sąd jako biegłego powołał Ryszarda Bobrowa, kuratora zbiorów sztuki zdobniczej w Muzeum Narodowym w Warszawie. Ryszard Bobrow uznał cukiernicę za autentyk i na tej podstawie sąd oddalił powództwo klienta.

Od lat piszę o falsyfikatach na krajowym rynku sztuki. Zgromadziłem na półce metr bieżący segregatorów z dokumentami z podobnych spraw. Zawsze pojawia problem braku urzędowego eksperta. Sędziowie są bezradni, podobnie jak poszkodowani klienci.

Elementarz dla klientów

Z dokumentacji dotyczącej tej sprawy wynika, że sąd miał problemy ze znalezieniem odpowiedniego biegłego. Kolejne instytucje odmawiały pomocy. Sędzia uzasadniał, mówiąc w koniecznym skrócie, że opinia na temat przedmiotu powinna mieć charakter instytucjonalny, powinno ją wydać Muzeum Narodowe. Ostatecznie przygotował ją pracownik muzeum uznany w sprawie za biegłego.

Klienci i antykwariusze w celach edukacyjnych obowiązkowo powinni poznać szczegóły ocen wydanych w tej sprawie. Zacytuję zdanie z ekspertyzy Ryszarda Bobrowa: „Nie można mitologizować firmy Malcza, owszem – o dużych możliwościach technicznych i artystycznych, ale wykonującej przede wszystkim to co najlepiej sprzedawało się klienteli o różnych możliwościach finansowych. A srebro zawsze sprzedaje się na wagę".

Ryszard Bobrow polemizuje w ten sposób z opiniami Joanny Tarnawskiej i Adama Konopackiego, że cukiernica wykonana jest topornie, by nie powiedzieć tandetnie i dlatego m.in. nie może być wyrobem arcymistrza Karola Malcza.

Po 1989 r. w sądach i w codziennej praktyce rynkowej wraca problem braku prawnej definicji zawodu eksperta rynku sztuki. Nie wiadomo, kto może być ekspertem i w jakim zakresie. Nie sprecyzowano kryteriów, jak powinno przebiegać badanie autentyczności, jakie treści bezwzględnie musi zawierać ekspertyza.

Prawnicy w monografiach tematu alarmują, że ekspertami często są przypadkowe osoby, zwykle historycy sztuki. Klienci nie wiedzą, że ekspertyzę autentyczności w wielu przypadkach powinien wydawać historyk sztuki i obowiązkowo konserwator.

W sporze o cukiernicę Malcza opinia jednego eksperta przesądziła o wyroku, choć trzech fachowców wydało negatywne oceny. Takie rozstrzygnięcie może budzić emocje. Czy da się zoptymalizować pracę ekspertów w sądach? Jak to zrobić?

Zapytałem o to Leszka Wąsa, historyka sztuki, antykwariusza, działacza Stowarzyszenia Antykwariuszy i Marszandów Polskich. Leszek Wąs uważa, że opinie na temat autentyczności dzieł sztuki lub rzemiosła artystycznego powinny zapadać kolegialnie. Grupa fachowców bada przedmiot i ogłasza ocenę po głosowaniu.

Faktem jest, że nie tylko rynek malarstwa, ale także rzemiosła artystycznego jest zalany falsyfikatami. Zdumiewa, że nikt nie wznawia elementarza dla klientów i antykwariuszy, jakim jest poradnik Władysława Ślesińskiego „Fałszerstwa rzemiosła artystycznego". Książkę wydano w 1994 r. i jest praktycznie niedostępna. Co gorsza – pozostaje nieznana!

Nieznane są również ważne wyroki, jakie zapadły po 1989 r. w sprawie rynku sztuki. Niektóre uzasadnienia wyroków to gotowe instrukcje postępowania dla klientów, antykwariuszy i ekspertów.

Ministerstwo Kultury od lat ogłasza swoją listę rzeczoznawców dóbr kultury. Niestety, dominują na niej specjaliści od zabytków nieruchomych. Lista specjalistów jest doskonalona. Pozytywnym sygnałem jest to, że w 2016 r. minister prof. Piotr Gliński usunął z listy rzeczoznawców ekspertkę od malarstwa, która w opinii środowiska antykwariuszy wykonywała obowiązki niefachowo.

Kolekcja Henryka Sienkiewicza

Na falsyfikaty nie natkniemy się na aukcjach najmłodszej sztuki. Tu wszystko jest autentyczne, prace pochodzą bezpośrednio od autorów.

18 lutego odbędzie się Aukcja Sztuki XXI wieku organizowana przez Sopocki Dom Aukcyjny (www.sda.pl). Wyróżnia się obraz Klaudii Świątczak-Pjanki. Tytuł „Powidoki" nawiązuje zapewne do najnowszego filmu Andrzeja Wajdy o Władysławie Strzemińskim.

Kolekcjonerzy i miłośnicy sztuki powinni obejrzeć obrazy ze zbiorów Henryka Sienkiewicza, jakie pokazano w Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego w Pałacu Tyszkiewiczów (www.muzeum.uw.edu.pl). Po raz pierwszy w stolicy zostały zaprezentowane 22 obrazy Piotra Stachiewicza inspirowane „Quo vadis". Pochodzą z muzeum pisarza w Oblęgorku. Jest też dzieło Henryka Siemiradzkiego „Pierwsze ofiary Koloseum", z Seminarium Archidiecezjalnego w Warszawie. Wystawa trwała do 10 lutego.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE