Tour de France: Sagan nie zgadza się z wykluczeniem

aktualizacja: 05.07.2017, 16:26
Foto: AFP

- Nie zgadzam się z karą, ale ją akceptuję - powiedział Peter Sagan po wykluczeniu z Tour de France za spowodowanie upadku Marka Cavendisha na finiszowych metrach 4. etapu.

REDAKCJA POLECA

Ze zwieszoną głową opuszczał Sagan kwaterę ekipy Bora-Hansgrohe we francuskiej miejscowości Vittel. Wrócił do domu, bo w Tour de France już nie pojedzie.

- Przykro mi, że Mark Cavendish upadł i doznał kontuzji. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia. Nie zrobiłem jednak niczego źle. To był sprint, dokładnie taki sam, jakich było wiele wcześniej i jakich będzie jeszcze wiele w przyszłości - można przeczytać w opublikowanym oświadczeniu dwukrotnego mistrza świata.

Dyskwalifikacja Sagana wywołała falę komentarzy. Zdecydowana większość nie popiera decyzji jury wyścigu. Eksperci uważają, że kara jest zbyt surowa. Niemiecka ekipa złożyła protest, który jednak nie zmienił zdania sędziów.

Słowak, jedna z najbardziej barwnych postaci w kolarstwie, opisał dokładnie całe wydarzenie - Demare wyprzedził mnie po prawej stronie. Chciałem "usiąść" mu na kole. Marka w ogóle nie widziałem, bo atakował mnie od tyłu. Nagle go poczułem. On mnie jako pierwszy dotknął. Musiałem jakoś się ratować, żeby utrzymać równowagę - opowiadał.

Dwie godziny po zakończeniu etapu do sali konferencyjnej wszedł rzecznik prasowy wyścigu Philippe Sudres wraz z szefem jury Philippe Marienem. To właśnie oni przekazali informację o dyskwalifikacji Sagana. Dziennikarze, którzy od lat obsługują Tour de France długo zastanawiali się, kiedy po raz ostatni można było być świadkiem takiej dramaturgii.

- Decyzja została podjęta na podstawie art. 12.104. Peter zagroził bezpieczeństwu nie tylko Marka, ale także innych kolarzy - tłumaczył szef sędziów.

Po ogłoszeniu werdyktu Sagan natychmiast zamknął się w swoim pokoju. Nie wyszedł z niego do rana. Przed hotelem zebrali się dziennikarze i wiele ekip telewizyjnych. Tylnym wyjściem wykradł się szef ekipy Ralph Denk i pojechał do jury. Pertraktował do późnych godzin nocnych - bez rezultatu.

Protest został złożony także przez ekipę Dimension Data, w której jeździ Cavendish (badania wykazały u niego złamanie łopatki).

- To nie był wypadek, a umyślne użycie łokcia, w celu przeszkodzenia Markowi. Sagan zepchnął Cavendisha na bandę. Powinien za to jechać do domu - domagał się szef teamu Rolf Aldag.

Na te słowa zareagowała ekipa Bora-Hansgrohe, w której barwach jeździ także Rafał Majka.

- Nie zgadzamy się z decyzją. Peter odpiera wszelkie zarzuty i specjalnie nie spowodował żadnej kolizji. Trzymał się swojej linii jazdy i nie widział Cavendisha, który pojawił się nagle po prawej stronie. Spróbujemy teraz zareagować sportowo. Mamy w składzie Majkę i Emanuela Buchmanna, którzy także mogą być wysoko w klasyfikacji generalnej wyścigu - napisano w oficjalnym komunikacie.

POLECAMY

KOMENTARZE