Macierewicz: badania dotyczące katastrofy smoleńskiej potrwają jeszcze przynajmniej rok

aktualizacja: 17.06.2017, 21:02
Foto: PAP/Paweł Supernak

Badania dotyczące przyczyn katastrofy smoleńskiej potrwają jeszcze przynajmniej rok – powiedział w sobotę w Spale minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. „Będą wymagać czasu i pieniędzy, ale muszą zostać dokonane, dla odzyskania honoru państwa polskiego” - podkreślił szef MON.

REDAKCJA POLECA

„Te badania potrwają jeszcze jakiś czas, potrwają jeszcze przynajmniej rok, aby można było przedstawić pełen materiał dowodowy nie tylko obrazujący jak przebiegała katastrofa smoleńska, ale także pokazujący to w sposób uzasadniony badaniami najlepszych instytutów świata, nie zawsze polskich, często amerykańskich” – powiedział Macierewicz podczas wystąpienia na Zjeździe Klubów "Gazety Polskiej".

„Żeby to wszystko zostało zrobione, potrzebne będą pieniądze i czas. Ten wysiłek musi być zrealizowany po to, byśmy mogli te kartę zamknąć, nie tracąc honoru narodowego” – podkreślił Macierewicz.

Zaznaczył, że wyjaśnienie prawdziwych przyczyn katastrofy jest warunkiem niepodległości państwa polskiego, bo jeśli tego nie uczynimy, inni zrobią to za nas. „Zrobi to pan Putin, pan Morozow, pani Anodina” – mówił do uczestników zjazdu w Spale. „Oni to zrobią, by oskarżyć nas raz jeszcze” – podkreślał.

„Obowiązkiem państwa polskiego jest samodzielne wyjaśnienie tego dramatu, bo dziś sytuacja wygląda tak, że większość mediów przeczy oczywistym faktom, większość naukowców im przeczy” – mówił.

Apelował do naukowców, którzy prowadzili wcześniej badania nad katastrofą smoleńską: „siądźcie nad tymi dokumentami, które w wyniku ciężkiej pracy pokazują, co się naprawdę wydarzyło”.

„Siądźcie nad tymi analizami, które pokazują, że zanim samolot uderzył w ziemię, doszło do awarii silników; zanim samolot uderzył w ziemię, doszło do awarii generatora; zanim samolot uderzył w ziemię, doszło do awarii całego zasilania elektrycznego tego samolotu” - mówił minister.

„Ta katastrofa dokonała się w powietrzu. Nikt z uczciwych naukowców nie miał co do tego wątpliwości, a wy się boicie spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć: +tak, mój dorobek profesorski potwierdza te proste fakty+” – mówił, kierując słowa do naukowców, którzy doszli wcześniej do innych wniosków. „Nie proszę was o patriotyzm, proszę was o sumienie naukowca” – dodał.

Podkreślał, że trwa i prowadzona jest od dawna wojna informacyjna Rosji przeciw wolnym narodom. Dziękował "Gazecie Polskiej", Telewizji Trwam i innym mediom niepodległościowym, za przedstawianie prawdy. Apelował, by nie poddawać się manipulacjom i wojnie informacyjnej. „Poznacie prawdę i ona nas wyzwoli” – podkreślił minister obrony.

Szef MON zauważył, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej już "kilkakrotnie musiały stawać nad otwartymi grobami". Jego zdaniem odmówiono im "najbardziej podstawowego prawa" do "uczciwego, całkowitego, rzeczywistego pochowania swoich najbliższych". "Tego prawa im odmówiono zamykając trumny i grożąc, że ich nie wolno otwierać" - dodał.

"Dzisiaj człowiek, który wtedy, jako marszałek Sejmu, pełnił funkcję prezydenta Rzeczypospolitej, mówi: +Przecież wszyscy wiedzieliśmy, co Rosjanie tam robili, wszyscy od początku to widzieli+. On to wiedział i milczał? To tak było, panie prezydencie Komorowski, pan wiedział, co się działo?" - zapytał szef MON.

"Bo jeżeli tak jest naprawdę i jeżeli to nie jest tylko taka retoryka, która ma bezczelnością, brutalnością, niebywałym w kulturze polskiej chamstwem, pokryć własną winę i odpowiedzialność, jeżeli pan wiedział, to rzeczywiście byłoby dla pana lepiej, żeby sam się pan zgłosił do prokuratora" - ocenił Antoni Macierewicz.

Były prezydent Bronisław Komorowski, odnosząc się do kwestii identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej, mówił na początku czerwca na antenie Polsat News: "Wszyscy doskonale wiedzieli, że Rosjanie szukali ciał i składali wedle tego, jak im się wydawało, że to pasuje – jeden fragment do drugiego. Tysiące błędów było, tylko o tym wszyscy wiedzieli, ale kiedy Prawu i Sprawiedliwości zależało na uroczystych pogrzebach, to tego nie podnoszono, mimo że doskonale zdawali sobie z tego sprawę".

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęli wszyscy pasażerowie - 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka. Polska delegacja zmierzała na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

POLECAMY

KOMENTARZE