Hotele

Airbnb: Overtourism? To nie nasza sprawka

Filip Frydrykiewicz
Amsterdam, Barcelona, Wenecja, Majorka... - Airbnb stara się udowodnić na ich przykładach, że przeciwdziała turystyce masowej, bo propaguje zrównoważony rozwój

Portal przygotował raport „Healthy travel and healthy destinations", w którym twierdzi, że jego model biznesowy przeciwdziała turystyce masowej i promuje zrównoważony rozwój.

Na potrzeby badania przeprowadzonego we współpracy z Jonathanem Tourtellotem, założycielem Centrum na Rzecz Zrównoważonych Kierunków Turystycznych (National Geographic Center for Sustainable Destinations) przebadano osiem najpopularniejszych na świecie celów podróży: Amsterdam, Barcelonę, Wenecję, Majorkę, Bali, Bangkok, Kioto i Queenstown.

Okazuje się, że co najmniej dwie trzecie wszystkich osób korzystających w nich z usług Airbnb nocowało poza centrami turystycznymi. Od 72 do 93 procent miejsc noclegowych oferowanych przez portal znajduje się bowiem poza obszarami narażonymi na „overtourism", a to dlatego, że w tych ostatnich znajduje się mniej mieszkań niż hoteli.

Jednym ze sposobów na łagodzenie skutków turystyki masowej jest rozpraszanie turystów – mówi Tourtellot. Jego zdaniem należy ulokować odwiedzających w różnych częściach miasta, żeby nie przeciążać pewnych dzielnic i popularnych miejsc. – Udostępnianie mieszkań może pomóc w tym w dwojaki sposób, po pierwsze, ponieważ oferowane obiekty są zazwyczaj bardziej rozproszone geograficznie niż hotele, po drugie dzięki rekomendacjom właścicieli wynajmowanych mieszkań – dodaje Tourtellot.

Z analizy przewodników przygotowanych przez ponad 2,8 miliona osób oferujących swoje obiekty w Airbnb wynika, że zazwyczaj polecają one obiekty znajdujące się w zasięgu 20 minut spacerem od miejsca zakwaterowania. 61 procent tych miejsc jest rekomendowanych tylko przez konkretnego wynajmującego, co oznacza, że trafią tam jedynie jego goście. Mowa tu przede wszystkim o lokalnych sklepach, punktach gastronomicznych i rzemieślniczych.

Airbnb podkreśla ponadto, że 97 centów z każdego dolara, euro czy funta wydanego na ofertę reklamowaną na portalu trafia bezpośrednio do sprzedającego. Pieniądze te są dalej inwestowane według własnych potrzeb w miejscu zamieszkania. Sprawa inaczej przedstawia się w wypadku hoteli – tu od 14 do 36 centów z każdego dolara wydanego w sieci może nigdy nie dotrzeć do lokalnych społeczności. Z kolei pieniądze uczestników rejsów wycieczkowych wydawane są na miejscu jedynie na paliwo i transport na wycieczki fakultatywne do ograniczonej liczby miejsc.

Z badania ośmiu miejsc najbardziej zagrożonych turystyką masową, wynika, że Airbnb odpowiada za 7 procent wszystkich przyjazdów turystycznych, włączając w to osoby korzystające z hoteli i pasażerów statków. Oznacza to, że na każdego mieszkańca przypada 0,37 gościa. W wypadku gości niekorzystających z Airbnb jest to 5,1 turysty na mieszkańca.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL