Polska zażąda ekstradycji „Wolfa”

aktualizacja: 30.12.2015, 10:40
Michael Karkoc od wojny mieszkał spokojnie w Minneapolis (na zdjęciu w...
Michael Karkoc od wojny mieszkał spokojnie w Minneapolis (na zdjęciu w 1990 r.). Namierzyła go dwa lata temu agencja AP
Foto: AP

IPN jest przekonany, że mieszkający w USA Michael Karkoc to zbrodniarz z SS. Wkrótce ma zyskać pewność.

REDAKCJA POLECA

Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wystąpiła do amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości z wnioskiem o pomoc w ustaleniu tożsamości mieszkającego od 65 lat w USA Michaela Karkoca.

Dwa podpisy

Śledczy zamierzają porównać jego podpis znajdujący się na dokumencie imigracyjnym, który wypełnił pod koniec lat 40. ubiegłego wieku, starając się o pobyt na terenie USA, z podpisem na liście wypłat żołdu Ukraińskiego Legionu Samoobrony. Formacja ta ściśle współpracowała w czasie wojny z Niemcami.

– Zachowały się oryginalne listy wypłaty żołdu – mówi nam Bogusław Czerwiński, prokurator z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (jednostki działającej w ramach Instytutu Pamięci Narodowej).

Na liście żołdu, który jest w archiwum IPN, znajdują się podpisy por. Michaela Karkoca, dowódcy kompanii Ukraińskiego Legionu Samoobrony, i jego żony (była sanitariuszką w oddziale). W styczniu 1945 r. Karkoc kwitował odbiór 120 marek niemieckich.

Wykluczyć kradzież tożsamości

Polscy śledczy uzgodnili z amerykańskimi prawnikami, że badanie dokumentów amerykańskiego urzędu migracyjnego będzie możliwe w ambasadzie USA w Warszawie. Biegły porównujący podpisy obejrzy je w obecności m.in. oficera FBI (takie są procedury).

O co tyle zabiegów? Jak tłumaczą nam śledczy, chodzi o to, aby wykluczyć możliwość kradzieży tożsamości, co często zdarzało się zaraz po wojnie.

– Po ustaleniu tożsamości wystąpimy do władz USA o ekstradycję Karkoca – zapowiada Robert Janicki, prokurator z Głównej Komisji. Śledczy podejrzewają go bowiem o udział w zbrodniach nazistowskich.

Zbrodnia wymazana ze wspomnień

Karkoc był oficerem ukraińskiej jednostki ściśle współpracującej z SS. W lipcu 1944 roku dowodził kompanią, która spacyfikowała dwie wsie na Lubelszczyźnie.

– Dysponujemy zeznaniami świadków, w tym jego współpracowników, którzy po wojnie stanęli przed polskim sądem. Jakiś czas temu Karkoc napisał wspomnienia, w których przyznał się tylko do służby wojskowej. Opis zdarzeń, w których uczestniczył, pokrywa się z materiałem dowodowym zebranym w śledztwie dotyczącym pacyfikacji wsi, chociaż on sam pominął swój udział w zbrodni – opisuje prokurator Janicki.

W 1972 r. polski sąd skazał za udział w tej pacyfikacji podległego Karkocowi dowódcę jednego z plutonów. Skazany obciążał swojego dowódcę.

Z zebranego przez IPN materiału wynika, że Michael Karkoc (urodzony w 1919 r. w Łucku na Wołyniu), który posługiwał się pseudonimem Wolf lub Wołk, wstąpił do utworzonego w 1943 r. Ukraińskiego Legionu Samoobrony (nazywanego też z racji stacjonowania Legionem Wołyńskim).

Była to dobrze uzbrojona jednostka ochotnicza, która współpracowała z SS. Początkowo uczestniczyła w zwalczaniu komunistycznej partyzantki na terenie Ukrainy, z czasem została przeniesiona na zachód.

Nikt nie może wyjść żywy

Gdy Legion przemieszczał się w kierunku Warszawy, 22 lipca 1944 roku w powiecie krasnostawskim został ostrzelany przez polskich partyzantów. W czasie potyczki zginął niemiecki oficer łącznikowy oddziału Siegfried Assmuss. Karkoc dowodził wtedy 2. kompanią ULS.

– W odwecie podjęto decyzję o pacyfikacji wsi Chłoniów oraz Kolonia Władysławina – mówi prok. Janicki. – Karkoc dowodził oddziałem pacyfikacyjnym. Przed rozpoczęciem akcji zorganizował odprawę, w czasie której stwierdził, że nikt nie może z niej wyjść.

Jak przypomina prokurator, zamordowanych zostało wtedy 44 Polaków, w tym dzieci. Majątek zabitych sprawcy zbrodni zrabowali.

Następnie oddział zakwaterowano w Warszawie. – Formacja została umieszczona nad Wisłą, zabezpieczała drogę do rzeki przed powstańcami. Kilka razy doszło do potyczek, kilkunastu członków Legionu zginęło – opowiada Robert Janicki.

Nie ma potwierdzonych informacji, aby Karkoc uczestniczył np. w zabójstwach ludności cywilnej Warszawy.

W kolejnych miesiącach jego jednostka walczyła w okolicach Krakowa, następnie została przeniesiona do Austrii oraz Słowenii, gdzie walczyła z komunistyczną partyzantką.

Pod koniec wojny Legion (znany pod niemiecką nazwą 31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD) został włączony do 14. Dywizji Grenadierów SS. Żołnierze tej jednostki dostali się do amerykańskiej niewoli.

Namierzony przez łowcę nazistów

Dwa lata temu agencja AP po dziennikarskim śledztwie odkryła, że Michael Karkoc pod niezmienionym nazwiskiem od 65 lat spokojnie żyje w ukraińskiej dzielnicy Minneapolis. Esesmana namierzył emerytowany brytyjski farmaceuta Stephen Ankier, który amatorsko zajmuje się tropieniem nazistów. Dotarł on do jednego ze strzelców z oddziału Karkoca, który mieszkał w Manchesterze.

Zdaniem agencji w 1949 r. Karkoc okłamał amerykańskie władze imigracyjne, podając, że w czasie wojny nie służył w armii ani w SS. Dzięki temu zdobył obywatelstwo i zamieszkał na terenie Stanów Zjednoczonych.

Pracował jako stolarz. Działał m.in. w organizacji Amerykanów ukraińskiego pochodzenia, a w 1995 r. we wspomnianej już, wydanej w niewielkim nakładzie książce przyznał się do służby w niemieckim wojsku.

Zdaniem AP jego sprawą zajmuje się amerykańska prokuratura. Władze Stanów Zjednoczonych w przypadku udowodnienia udziału w zbrodniach nazistowskich mogą zaś mu zabrać obywatelstwo.

Z informacji zamieszczonej w lipcu 2015 r. w brytyjskim dzienniku „The Guardian" wynika, że sprawą Karkoca zajęła się też niemiecka prokuratura, która rozpoczęła śledztwo dotyczące jego udziału w zbrodniach nazistowskich, i że zostało ono zawieszone po zbadaniu stanu zdrowia Ukraińca. Zdaniem biegłego lekarza z Niemiec nie nadaje się on do udziału w procesie. Jak podaje gazeta, 96-latek przebywa w szpitalu geriatrycznym.

Polscy śledczy, którzy są gotowi do przygotowania wniosku ekstradycyjnego, nie mają informacji na temat stanu zdrowia Karkoca.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE