Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Historia

Jak Wojciech Jaruzelski dogadywał się z Rockefellerem

25 wrzeœnia 1985 r. I sekretarz KC PZPR gen. Wojciech Jaruzelski spotkał się z Rockefellerem
AFP
Czy 31 lat temu dyktator PRL i jeden z najbardziej wpływowych magnatów finansowych œwiata ustalili nowy kierunek ekspansji amerykańskiego kapitału i podział zysków po upadku żelaznej kurtyny?

25 wrzeœnia 1985 r. około godziny 11.30 nowojorska policja zablokowała przejazd prywatnych samochodów na 52. Ulicy na Manhattanie. Kilka minut póŸniej po wšskiej jednokierunkowej drodze przemknęła kolumna samochodów, którymi jechała polska delegacja rzšdowa. Najważniejszym pasażerem był człowiek, którego administracja Ronalda Reagana okreœlała jako jednego z największych wrogów demokracji na œwiecie. Generał Wojciech Jaruzelski, komunistyczny premier polskiego rzšdu i I sekretarz wszechwładnej PZPR, formalnie przybył do Nowego Jorku jedynie w celu wygłoszenia przemówienia podczas XL sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Jednak tego dnia samochody polskiej delegacji wcale nie kierowały się ku położonej nad East River siedzibie głównej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Tuż przed południem kolumna zatrzymała się przed równie ważnym budynkiem, którego właœciciele nieraz wpływali na losy œwiata. Na chodniku przed wejœciem do Rockefeller Center na polskiego generała czekał 70-letni David Rockefeller. Przechodnie z zainteresowaniem przyglšdali się obu panom. Niektórzy rozpoznali zapewne Wojciecha Jaruzelskiego, którego amerykańskie media od pięciu lat portretowały jako dyktatora porównywalnego jedynie do takich satrapów, jak ajatollah Chomeini czy pułkownik Muammar Kaddafi. Dziwna to była scena, kiedy dłonie podali sobie ludzie reprezentujšcy całkowicie inne œwiatopoglšdy, ideały i ustroje polityczne.

Pracownicy Rockefeller Center nie widzieli dotychczas, żeby ich szef, prezes giganta naftowego Standard Oil (od 1999 r. ExxonMobil) i korporacji energetycznej Chevron, osobiœcie zjeżdżał na parter swojego wieżowca w celu przywitania jakiegoœ goœcia. Tym razem jednak zdobył się na bardzo kurtuazyjny gest wobec człowieka, który w Waszyngtonie był uznawany za persona non grata. Obaj panowie wymienili uprzejmoœci i udali się do pozłacanej windy, która pomknęła na najwyższe piętra budynku. Tam w pięknym gabinecie gospodarza, miejscu niedostępnym dla zwykłych œmiertelników, prawdziwej œwištyni wielkiego œwiatowego biznesu, rozpoczęli rozmowę, której treœć do dzisiaj owiewa wiele mitów, półprawd i plotek.

Spotkanie w cztery oczy

Oficjalnie nie istnieje żaden udokumentowany zapis tej dyskusji, choć wštpliwe, aby amerykańskie służby specjalne zrezygnowały z podsłuchiwania tego, co ma do powiedzenia człowiek będšcy jednym z głównych dowódców wojsk Układu Warszawskiego. Jedynymi œwiadkami tej debaty były dwie osoby: szefowa sekretariatu Davida Rockefellera Patricia Smalley oraz polski tłumacz w randze wicedyrektora jednego z departamentów MSZ Jerzy Sokalski. Chociaż nie znamy treœci rozmowy obu panów, pewne jest, że musiała być bardzo interesujšca, skoro zamiast planowanej godziny trwała 105 minut.

Generał Jaruzelski musiał zrobić na gospodarzu wrażenie człowieka niezwykle œwiatłego, skoro Rockefeller zdecydował się na oprowadzenie goœcia po swojej prywatnej galerii malarstwa. Po kwadransie oglšdania prywatnej kolekcji gospodarza obaj panowie udali się na lunch do sali nr 72, gdzie czekali na nich: były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych Zbigniew Brzeziński, laureat Pokojowej Nagrody Nobla Norman Ernest Borlaug, zastępca sekretarza stanu USA Lawrence Eagleburger i jeden z wiceprezesów Chase Manhattan Bank reprezentujšcy Fundację Rockefellera, a ze strony polskiej: minister spraw zagranicznych Stefan Olszowski, sekretarz polskiego premiera płk Wiesław Górnicki, członek Biura Politycznego KC PZPR Józef Czyrek oraz chargé d'affaires Zdzisław Ludwiczak. Goœcie od razu zauważyli, że David Rockefeller odnosi się do polskiego dyktatora z wyraŸnym szacunkiem i nieukrywanš sympatiš. Potwierdzajš to słowa Zbigniewa Brzezińskiego, który był także zaskoczony serdecznoœciš ze strony komunistycznego przywódcy. „Kiedy wprowadzono mnie do pokoju, byłem dosyć zaskoczony serdecznoœciš, z jakš mnie przywitał. (...) Następnie poinformował mnie, że przywiózł ze sobš pewne dokumenty majšce zwišzek z mojš rodzinš. (...) Powiedziałem generałowi, że jestem tym głęboko wzruszony, prawdziwie to doceniam i że przypomina mi to wczeœniejsze spotkanie z premierem Beginem, który także przywiózł mi dokumenty dotyczšce działalnoœci mojego ojca w obronie Żydów w Polsce".

Przepowiednia generała

Wojciech Jaruzelski potrafił oczarować reprezentantów strony amerykańskiej swojš kulturš osobistš. W relacji z tego spotkania Brzeziński podkreœlał: ,,Generał osobiœcie robi bardzo dobre wrażenie. Ze wszystkich komunistycznych przywódców, z którymi rozmawiałem, reprezentuje on najwyższy poziom osobistej inteligencji, zdolnoœć do precyzyjnego wyrażania się, unikania wyrażeń bombastycznych i nieracjonalnych w tonie, jeżeli nie w treœci. Raz lub dwa podczas naszej dyskusji użył demagogicznych argumentów, jednak w większoœci jego wywód był chłodny, oparty na faktach, zawierajšcy z jednej strony pewnš dozę twardoœci, a drugiej wyraŸnš obawę o wpływ, jaki może na Polskę wywrzeć obecny stan stosunków amerykańsko-polskich". Podobne wrażenie odniósł zapewne David Rockefeller.

Brzeziński wyraŸnie zwracał uwagę na aspekt polityczny tego spotkania. Podkreœlał, że ,,strona polska powinna podjšć ciche kroki w zwišzku z więŸniami politycznymi, za którymi mogłyby pójœć kroki strony amerykańskiej w kwestiach, o które Polacy majš żal". Jaruzelski traktował te wypowiedzi ze spokojem, jakkolwiek nie składał żadnych wyraŸnych deklaracji dotyczšcych ustępstw wobec opozycji czy zmian w polskim ustroju politycznym.

Rozmowa z Davidem Rockefellerem miała jednak wymiar znacznie bardziej biznesowy. Œwiadczy o tym fakt, że przy stole zaczęła się od tematu budowy fundacji rolnej i jej zwišzków z fundacjš koœcielnš. Zbigniew Brzeziński podkreœla, że generał Jaruzelski był żywo zainteresowany projektem, jaki w 1982 r. wysunęły konferencje biskupów Polski i Niemiec: utworzenia fundacji rolnej, której statutowym zadaniem miało być pozyskiwanie funduszy na zakup maszyn dla polskich prywatnych gospodarstw rolnych. Wprawdzie już w 1986 r. projekt utworzenia takiej fundacji upadł ze względu na próby przejęcia kontroli nad niš przez komunistów, ale sama fundacja zdawała się jedynie pretekstem do przedyskutowania o wiele szerszego planu determinujšcego los polskiej gospodarki w przyszłoœci. W czasie lunchu Jaruzelski zwrócił uwagę, że straty, jakie przyniosły polskiej gospodarce sankcje nałożone przez administrację Reagana, urosły po czterech latach do około 3 mld dolarów. W opinii generała były one głównym powodem obniżenia poziomu życia obywateli PRL. Jaruzelski podkreœlił, że tego typu amerykańskie ograniczenia wobec polskiej gospodarki blokujš także takie inicjatywy jak wspomniana fundacja rolna, która nie ma szansy przetrwać, jeżeli Polska nadal będzie objęta embargiem gospodarczym. Przy okazji nadmienił, że amerykańskie szacunki dotyczšce strat, jakie przyniosły sankcje, sš zdecydowanie zaniżone. O ile polski rzšd obliczył swoje rzekome krzywdy na kwotę 3 mld dolarów, o tyle Amerykanie szacowali je zaledwie na 20 mln dolarów, z czego Waszyngton miał przekazać Warszawie 10 mln dolarów.

Z notatek sporzšdzonych przez Brzezińskiego można wywnioskować, że Jaruzelski rzeczywiœcie szczerze wierzył, iż Fundacja Rockefellera przyniesie poprawę w konkretnych aspektach polskiego rolnictwa, podczas gdy – jak zanotował Brzeziński – „fundacja koœcielna wydaje się przyjmować bardziej terytorialnie ograniczone podejœcie, majšce na celu zmodernizowanie rolnictwa tylko w kilku wioskach". Generał przekonywał słuchaczy, że owe wsie zmodernizowane przez fundację koœcielnš stanš się zespołem potiomkinowskich wiosek, a więc zwykłym oszustwem. Wolał, żeby „fundacja koœcielna wybrała sobie kilka konkretnych, funkcjonalnych kwestii i skoncentrowała się na nich, zamiast przyjmować takie terytorialne podejœcie" – zapisał były doradca Jimmy'ego Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego.

Ciekawostkš jest, że kiedy generał rozpędził się w swojej tyradzie i już zaczšł opowiadać o dialogu z polskš hierarchiš koœcielnš i roli Episkopatu w negocjacjach dotyczšcych zwolnienia więŸniów politycznych, David Rockefeller umiejętnie przerwał goœciowi i natychmiast wrócił do tematu fundacji, który najwyraŸniej o wiele bardziej interesował amerykańskiego magnata.

Mówišc o stratach, jakie przynosi polskiej gospodarce amerykańskie embargo, Jaruzelski ani razu nie okazał emocji, nie wymienił też z imienia i nazwiska prezydenta Ronalda Reagana ani któregokolwiek z członków jego administracji. Raz tylko odniósł się nieco ironicznie do osoby sekretarza stanu Caspara Weinbergera, któremu nie zapomniał, że nazwał go pogardliwie „sowieckim generałem w polskim mundurze".

W pewnym momencie Jaruzelski wykonał bardzo teatralny gest, który wyraŸnie zrobił wrażenie na uczestnikach spotkania. Wskazał rękš w kierunku okna, skšd widać było imponujšcš panoramę dolnego Manhattanu zalanego wrzeœniowym słońcem, i powiedział dziwnym, nieco profetycznym tonem: „Jesteœcie szczęœliwym narodem. Na to wspaniałe miasto nigdy nie spadła ani jedna bomba. Praca wielu pokoleń pomnażała wasz majštek. Chciałbym, aby za kilkadziesišt lat można było z najwyższego budynku Warszawy zobaczyć choć w częœci podobny obraz". W notatkach Brzezińskiego możemy przeczytać, że przy stole zapadła nadzwyczajna cisza, którš przerwał spokojnie dopiero gospodarz spotkania, mówišc nieco wzruszonym głosem: „Doœć często spotykam się przy tym stole z szefami rzšdów lub głowami państw, ale przyznaję, że dawno już nie słyszałem równie żarliwej i sugestywnej eksplikacji na rzecz własnego narodu".

Władza nad œwiatem

Czytajšc bardzo cenne i skrupulatne zapiski Zbigniewa Brzezińskiego, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Wojciech Jaruzelski do czasu spotkania w Nowym Jorku był oceniany przez Amerykanów jako sztywny i chłodny formalista. Tymczasem zdumienie wywołał jego ukryty dar zjednywania sobie sympatii rozmówców. Podczas pamiętnego spotkania we wrzeœniu 1985 r. generał z niezwykłš starannoœciš wykorzystał ten talent do oczarowania człowieka, który nie należał do łatwych rozmówców.

Najmłodszy z szeœciorga dzieci finansisty Johna D. Rockefellera juniora, najbogatszego człowieka w historii œwiata, okazał się na tle swojego rodzeństwa najbardziej utalentowanym biznesmenem, chociaż z wykształcenia był doktorem nauk humanistycznych. W 1949 r. został dyrektorem Rady Stosunków Międzynarodowych, niezwykle wpływowej organizacji kształtujšcej relacje między œwiatem polityki i biznesu. Trudno przecenić znaczenie i siłę tej grupy, podobnie jak nie sposób ocenić prawdziwej potęgi rodziny Rockefellerów. Formalnie David Rockefeller posiadał majštek wart „jedynie" 2,9 mld dolarów. Jednak każdy, kto choć odrobinę interesował się sposobem prowadzenia interesów przez tę potężnš dynastię, musi wiedzieć, że realny majštek, jaki kontroluje Fundacja Rockefellera i fundusze Rockefeller Brothers Fund, jest znacznie większy niż wartoœć przedstawiana opinii publicznej.

Na politykę amerykańskiego rzšdu majš wpływ nieformalne grupy nacisku, w skład których wchodzš przedstawiciele najbogatszych i najbardziej wpływowych rodów Ameryki. Sš to potomkowie budowniczych wielkich fortun przemysłowych przełomu XIX i XX w.: potentatów amerykańskiego przemysłu hutniczego (jak Andrew Carnegie), twórców przemysłu samochodowego (jak Henry Ford), magnatów kolejowych (jak E.H. Harris) oraz najpotężniejszych wœród nich właœcicieli wszechmocnego Standard Oil – dynastii Rockefellerów.

Patrzšc na te niezwykle wpływowe familie rzšdzšce Amerykš i œwiatem zza bram swoich bajecznych rezydencji, możemy zrozumieć, dlaczego współczesna klasa polityczna Stanów Zjednoczonych i zachodnich demokracji jest tak przeżarta korupcjš i nepotyzmem. Różnica między politykami wybieralnymi, znanymi z pierwszych stron gazet, a faktycznymi strażnikami interesów państwa jest porównywalna jedynie do różnic, jakie dzieliły patrycjuszy i plebejuszy w starożytnym Rzymie. Jednak w przeciwieństwie do Imperium Rzymskiego Ameryka stosunkowo rzadko używa sił zbrojnych do obrony swoich interesów w odległych miejscach naszej planety, ponieważ to wielkie amerykańskie korporacje zapewniajš jej wystarczajšcy wpływ na lokalne układy polityczne. Z tego powodu w 1933 r. powstała Rada Biznesu (Business Council), o której David Horowitz w swojej znakomitej ksišżce „Rockefellerowie" napisał, że „wyznaczyła sobie za cel uczestniczenie w podejmowaniu decyzji rzšdowych". Członkowie Rady do dzisiaj spotykajš się w Hot Springs. I chociaż nazwa tej organizacji jest tak banalnie prosta, to możemy jedynie podejrzewać, że rzeczywisty zakres jej władzy jest wręcz trudny do wyobrażenia. Za ilustrację tej tezy może posłużyć wypowiedŸ jednego z prezesów General Motors: „Spotkania w Hot Springs nie sš potrzebne, abyœmy mogli wysłuchać poglšdów rzšdu, lecz – co najważniejsze – by rzšd mógł się zapoznać z naszymi poglšdami". Mówišc językiem poszukiwaczy spiskowej teorii dziejów, należałoby uznać, że politycy w Waszyngtonie kierujš się narzuconymi im zadaniami, a tzw. demokracja i programy wyborcze sš jedynie fasadš, za którš kryjš się prawdziwi decydenci. Czy oba zespoły – Rada Stosunków Międzynarodowych i Rada Biznesu – aktywnie kształtujš stosunki polityczne i operacje gospodarcze na całym œwiecie? No cóż, Albert Einstein pytania, na które nie znał odpowiedzi, zbywał jednym zdaniem: „Najważniejsze, abyœmy nigdy nie przestali zadawać pytań".

W 1973 r. David Rockefeller założył Komisję Trójstronnš, jednš z najbardziej wpływowych organizacji polityczno-gospodarczych na œwiecie. I nie chodzi tu o liczebnoœć jej członków, ponieważ w 1973 r. należało do niej zaledwie 325 osób. Najważniejsze, kim ci ludzie byli (i kim sš obecnie). A była to œwiatowa elita finansowa, polityczna i medialna – byli prezydenci Stanów Zjednoczonych, premierzy Japonii, szefowie koncernów medialnych czy przedsiębiorcy pokroju Akio Mority, założyciela Sony. Amerykański senator Barry Morris Goldwater w ksišżce „With No Apologies" tak charakteryzował tę organizację: „Komisja Trójstronna jest międzynarodowa i jest przeznaczona, by być œrodkiem dla multinarodowej konsolidacji interesów bankowych i handlowych. Procesy te majš być urzeczywistniane poprzez przejęcie kontroli nad politykš rzšdu Stanów Zjednoczonych".

Cyrograf w zamian za nietykalnoœć?

Nie wiemy, czy przybywajšc do Davida Rockefellera w 1985 r., generał Jaruzelski chciał otworzyć Polskę na siły, nad którymi nigdy nie będzie w stanie zapanować. Chociaż nie znamy treœci prywatnej rozmowy premiera PRL z potężnym dyrektorem Rady Stosunków Międzynarodowych, pewne póŸniejsze fakty pozwalajš się domyœlać, że 25 wrzeœnia 1985 r. miała się rozpoczšć systematyczna aneksja polskiej gospodarki przez kapitał powišzany z aktywami rodziny Rockefellerów. Tak przynajmniej uważajš różnej maœci poszukiwacze teorii spiskowych, którzy sš głęboko przekonani, że generał Jaruzelski zdawał sobie sprawę, iż w zamian za doraŸnš pomoc finansowš podpisuje cyrograf, którego ostatecznš cenš może być utrata suwerennoœci w wielu (jeżeli nie we wszystkich) obszarach polskiej gospodarki. Uważajš, że w ten sposób architekt stanu wojennego miał sobie rzekomo zapewnić nietykalnoœć po upadku żelaznej kurtyny.

Niezależnie, jaki punkt widzenia przyjmiemy w ocenie tego wydarzenia, zdumiewa, jak komunistyczny przywódca, jakim był Wojciech Jaruzelski, potrafił umiejętnie zjednać sobie w tak krótkim czasie człowieka bardzo odpornego na polityczne obietnice. Po spotkaniu gospodarz Rockefeller Center towarzyszył szefowi polskiego rzšdu do wyjœcia i odprowadził go do samochodu. Pracownicy jego fundacji po raz drugi tego dnia przecierali oczy ze zdumienia.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL