Historia

Tajemnice wywiadu ZSRR: Szpiegowska wolta Aleksandra Orłowa

W czasie wojny domowej w Hiszpanii siły republikańskie wsparło ok. 50 tys. ochotników z całego świata. To spośród nich Aleksander Orłow werbował współpracowników NKWD
AFP
Aleksander Orłow był charakterystyczną postacią mrocznego świata służb specjalnych lat 30. XX w. Agent NKWD wszedł w posiadanie tak ważnych informacji, że jego ucieczka zdezorganizowała Stalinowi sieć szpiegowską na Starym Kontynencie.

Międzywojenna Europa była prawdziwym polem geopolitycznej i szpiegowskiej bitwy. I wojna światowa gruntownie przemeblowała kontynentalny ład i na nowo zakreśliła mapę państwową. W połowie dwudziestolecia nad Europą zawisły upiory dwóch totalitaryzmów, które narodziły się po to, aby wziąć rewanż za 1918 r. Pierwszym była III Rzesza dysząca żądzą światowej dominacji. Ideologia rasowej wyższości stała się pożywką dla wszelkich nacjonalizmów, z czego obficie korzystał Berlin. Hitlerowski wywiad wspierał zatem i szkolił bojówki z Europy Środkowej i Wschodniej, aby te wysadziły w powietrze narodowe granice we wszystkich zapalnych punktach kontynentu. Identyczną strategią i w tym samym celu posługiwała się komunistyczna Moskwa. Macki wywrotowej hydry walki klas rozciągnięte w postaci Kominternu (międzynarodówki partii komunistycznej) burzyły od środka wrogi kapitalizm i demokrację.

Lata 30. XX w. były także czasem nasilonego flirtu zachodnich intelektualistów z ZSRR. U podstaw stała niezwykle skuteczna propaganda przedstawiająca komunizm jako ustrój sprawiedliwości społecznej. Już wtedy działali tzw. pożyteczni idioci, którzy omamieni przez Stalina parali się zdradą własnych państw i narodów. We wrzącym kłębowisku sprzecznych interesów wszyscy walczyli ze wszystkimi, a agenci europejskich służb specjalnych czuli się jak ryby w wodzie. Nie mogło być inaczej, skoro za ideowymi deklaracjami kryły się śmiertelne zamachy, porwania, szantaże, a zatem krew i brud tajnych operacji. Taka była rzeczywistość ówczesnej geopolityki. Choć szpiegowskie sieci zarzucono już w latach 20., to obfity połów nastąpił dziesięć lat później na szczególnym akwenie – w rozdartej wojną domową Hiszpanii.

Kat ze szpiegowskim zacięciem

Rozpocząć trzeba od ustalenia podstawowych danych biograficznych, co nie jest sprawą prostą, ponieważ Aleksander Orłow w różnych okresach życia posługiwał się ośmioma nazwiskami. W oddziale kadr NKWD występował jako Lew Łazariewicz Nikolskij, choć urodził się pod nazwiskiem Lejb Łazariewicz Fejdbing. Pochodził z żydowskiej rodziny zamieszkującej tzw. pas osiedleńczy imperium rosyjskiego. W XIX w. carowie wprowadzili prawo dyskryminujące Żydów, zakazując im swobody osiedlenia. Osoby narodowości żydowskiej mogły żyć jedynie w kilku guberniach odpowiadających geograficznie wschodnim kresom Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Nic dziwnego, że młody Lejb zapałał miłością do bolszewików obiecujących społeczne równouprawnienie. Podobnie jak wielu entuzjastów wstąpił ochotniczo do robotniczo-chłopskiej armii. Podczas służby wojskowej szybko trafił do specjalnych komórek Czeka – tajnej policji nadzorującej siły zbrojne. Zwalczał tzw. białe podziemie, czyli kontrrewolucjonistów bijących się o demokratyczną Rosję. Na tym etapie kariery zawodowej Orłow był nikim innym tylko czerwonym oprawcą i katem. W roli dowódcy jednostki policji wojskowej uczestniczył w infiltracji białych oficerów, innymi słowy dekonspirował elity starego imperium. Następnie jako szef oddziału śledczego katował swoje ofiary, aby w roli członka wojskowego trybunału mordować przeciwników bolszewizmu. Odznaczył się na tym polu w północnej Rosji, a szczególnie w Archangielsku. Dopiero jako niezrównany praktyk uzupełnił teoretyczną wiedzę klasowego prawodawstwa, studiując na Uniwersytecie Moskiewskim. Nie przerwał jednak głównego zajęcia: skupił się na zwalczaniu wszelkich „szkodników" gospodarczych.

Z racji rodzinnych koneksji w połowie lat 20. Orłow otrzymał posadę w kaukaskiej filii OGPU. Musiał się odznaczyć i w tej działalności, bo w 1926 r. został przeniesiony do INO OGPU, czyli wywiadu zagranicznego tajnej policji. O tej części kariery Orłowa wiemy najmniej, lecz okres do 1936 r. był wręcz kluczowy dla jego przyszłości. Wiadomo, że jako zakonspirowany kurier i łącznik zjeździł całą Europę. Wiemy także, że wykorzystując ciepłe uczucia zachodniej inteligencji oraz organizacyjne macki Kominternu OGPU, a następnie NKWD budowały wówczas intensywnie sieć nielegalnych rezydentur. W ich skład wchodzili funkcjonariusze zakonspirowani jako obywatele najważniejszych państw europejskich. Ich zadaniem było werbowanie miejscowych agentów dysponujących dostępem do strategicznych informacji. Od dziennikarzy przez wojskowych po polityków. Orłow pełnił nieznaczną na pozór, a w rzeczywistości główną rolę ogniwa kontaktującego Moskwę z takimi rezydenturami. Odbierał szpiegowski urobek od agentów, a jednym z nich był członek tzw. piątki z Cambridge. Kim Philby piął się wówczas po szczeblach zawodowej oraz towarzyskiej kariery, co zaprowadziło go na szczyty brytyjskiej władzy i wywiadu MI6. Chyba Orłow poczuł się zmęczony licznymi wojażami, ponieważ w 1936 r. sam poprosił o skierowanie do Hiszpanii.

Krwawa Hiszpania

W 1936 r. jedna z hiszpańskich rozgłośni radiowych nadała zdanie: „w całym kraju panuje bezchmurna pogoda". Było to hasło wybuchu wojskowego buntu przeciwko władzom republiki. Dodać należy, że rządy sprawował tzw. front ludowy, czyli koalicja ugrupowań lewicowych. A to uruchomiło zagraniczną interwencję w przebieg hiszpańskiej wojny domowej. Po stronie puczystów generała Francisca Franco opowiedziały się III Rzesza i faszystowskie Włochy. Natomiast od chwili, gdy do legalnego rządu weszli komuniści, stronę republikańską wsparł ZSRR. Stalin udzielił protegowanym pomocy wojskowej, nie zapominając o doradcach do spraw bezpieczeństwa. Głównym został właśnie Orłow, jednocześnie kierując hiszpańską rezydenturą NKWD.

Czym się zajmował? Między innymi pomagał organizować SIM – Servicio de Informacion Militar. Formalnie był to kontrwywiad wojskowy przygotowujący także oddziały partyzanckie i dywersyjne. Naprawdę SIM stał się odpowiednikiem NKWD i był wykorzystywany jako policja polityczna do walki ze wszystkimi przeciwnikami promoskiewskich komunistów. Orłow szkolił więc miejscowych oprawców, którzy krwawo rozprawiali się z duchowieństwem katolickim, arystokracją i inteligencją, dokładnie według wzoru bolszewickiego. Sam kierował zamachami i porwaniami oponentów, m.in. z kierownictwa partii anarchistycznej, która wśród hiszpańskich robotników i chłopów miała poparcie o wiele większe niż komuniści. Ponadto kierował akcją wywozu hiszpańskiego złota i ta operacja zasługuje na pełniejszy opis.

Otóż Hiszpania, pozostając krajem neutralnym, bardzo wzbogaciła się podczas I wojny światowej. W chwili wybuchu domowego konfliktu złoty depozyt banku narodowego wynosił 635 ton i był wart ok. 700 mln ówczesnych dolarów amerykańskich, czyli ok. 10 mld obecnych. Na czwartym pod względem wielkości złotym zasobie świata rękę chciał położyć Stalin. Decyzję podjął wprawdzie republikański minister finansów, ale nie obeszło się bez odpowiednich manipulacji NKWD. I tak ok. 510 ton złota trafiło drogą morską do Odessy, a potem do Moskwy. Operacja była skomplikowana, ponieważ wywozowi do ZSRR przeciwdziałała aktywnie nie tylko druga strona konfliktu, ale nawet republikański prezydent i spora część ministrów. Orłowowi przyszło zatem przewieźć w tajemnicy ponad 18 tys. skrzynek z monetami (taka forma złota przeważała w depozycie). Wykorzystał fakt, że w porcie kartageńskim, nieustannie bombardowanym z powietrza, wyładowała się sowiecka brygada pancerna. Miała wesprzeć chwiejącą się armię frontu ludowego, lecz rezydent NKWD użył do jej transportu samochodów cystern. Rzekomo jeździły w tę i z powrotem z ładunkami paliwa na front. W całej historii jest również drugie dno, ponieważ rachunki wysłanego i odebranego kruszcu różniły się o dobre 10 ton, które rozpłynęły się po drodze. Czy w aferze maczał palce Orłow?

Oczywiście, zajmował się także wywiadem, werbując dla NKWD agentów spośród żołnierzy brygad międzynarodowych. Do Hiszpanii przybyło dobre 50 tys. ochotników, a wśród nich było wielu komunistów. Jednak największy kontyngent stanowiły osoby, które wierzyły, że po prostu walczą o demokrację. I to oni stanowili werbunkowy łup Orłowa, ponieważ były to aktywne i dobrze wykształcone jednostki, często ze sfer towarzyskich Europy. Rzecz jasna werbowano nielicznych, natomiast los tych, którzy odrzucili propozycję NKWD, był fatalny. Takich żołnierzy po prostu mordowano, podobnie jak wszystkich, którym nie podobał się polityczny monopol ZSRR. Na takiej pracy upłynęły Orłowowi dwa lata, ale zamiast podziękowań sam otrzymał z Moskwy wyrok śmierci.

Ucieczka do USA

Stalinowski terror rządził się żelazną logiką usuwania niewygodnych światków, czyli wykonawców ludobójstwa. Już jesienią 1936 r. w samym NKWD zaczęły się czystki kadry kierowniczej, które przybrały masowy charakter dwa lata później. Pod lufy katów trafiali ci, którzy sami dokonywali masowych mordów, tyle że wcześniej. Podobny los spotkał kadry komisariatu (spraw zagranicznych) oraz cywilnego i wojskowego wywiadu. W 1938 r. nagle zmarł na serce szef INO NKWD Abram Słuckij. Faktycznie śmierć był nagła, bo nastąpiła w gabinecie szefa pionu bezpieczeństwa państwowego NKWD Michaiła Frinowskiego. Ale przyczyną był zastrzyk z cyjanku potasu. Sam Frinowski został rozstrzelany, choć dopiero w 1940 r. Tym niemniej już w 1937 r. pracownicy zagranicznych agentur INO otrzymywali rozkazy powrotu do kraju, a potem słuch o nich ginął.

Orłow miał świadomość, że żarna czystek pochwycą także i jego. Znał przykłady oporu, ponieważ kilku jego towarzyszy odmówiło powrotu, wybierając wolność. Lecz zapłacili za taki wybór głową, bo NKWD bardzo szybko uruchomiło komando zabójców ścigające zdrajców po całym świecie. Taki los stał się udziałem Waltera Kriwickiego, który pomimo ucieczki do USA został zamordowany. Zabito także Ignacego Reissa – uciekiniera z rezydentury w Szwajcarii. Tzw. niewozwraszczeńców – agentów, którzy odmówili powrotu – było coraz więcej i NKWD opracowało nieco sprytniejszą formułę. Orłow dostał rozkaz wyjazdu do Antwerpii, gdzie na pokładzie sowieckiego statku handlowego (terytorium sowieckie) miał się spotkać ze znanym sobie przedstawicielem Moskwy. Po co? To nie jest tak istotne, ważny był rozmówca, którym okazał się sam Siergiej Szpigelglas. To naczelnik wydziału tzw. operacji literowych czy też alfabetycznych, bo tak sporządzano listy ludzi do likwidacji. Innymi słowy Szpigelglas był głównym szefem komanda zabójców.

Poznawszy tożsamość interlokutora, Orłow nie miał najmniejszego zamiaru popełniać samobójstwa. Zabrał żonę i kasę operacyjną madryckiej rezydentury w kwocie 60 tys. dolarów. Zniknął, a raczej rozpłynął się w powietrzu. Lecz wcześniej wysłał szefowi NKWD i Stalinowi listy z ostrzeżeniem, że jeśli nie zostawią w spokoju jego samego i rodziny, do zachodnich służb i mediów trafi dossier sowieckiej agentury w Europie. Aby Moskwa wiedziała, że nie żartuje, przesłanie zawierało 36 kryptonimów. I na tym Orłow poprzestał, choć za każdym z nich kryło się nazwisko i murowany skandal. Szkody byłyby jeszcze większe, gdyby uciekinier postawił „kropkę nad i" w tych akcjach, które Zachód przypisywał zamachowcom z ZSRR, ale nie miał pewności. Orłow uczestniczył osobiście choćby w serii porwań i morderstw prominentnych członków ROWS (Rosyjskiego Związku Wojskowego – emigracyjnej organizacji antysowieckiej) na terenie Francji. Skutki takich wynurzeń byłyby dla ZSRR katastrofalne. Stalin włożył naprawdę wiele wysiłku i pieniędzy, aby oszukać światową opinię publiczną co do krwawej istoty i zaborczych celów swojego reżimu.

Następstwa zdrady Orłowa dla sowieckiego wywiadu zagranicznego okazały się nie mniej zabójcze. Jego ucieczka była hasłem do rozprawy z całym pionem wywiadu NKWD. Szefa zagranicznych rezydentur nielegalnych Jakowa Sieriebriańskiego wezwano do Moskwy i aresztowano wprost u trapu samolotu, którym przyleciał.

Szkody dla ZSRR były niepoliczalne. Fala czystek przerwała łączność z siecią agenturalną 16 nielegalnych rezydentur INO w całej Europie. W przededniu wybuchu II wojny światowej był to cios, który pozbawił Stalina oczu i uszu. Tym bardziej gdy w 1941 r. wybuchła wojna z III Rzeszą i na gwałt oraz za cenę ogromnych wpadek próbowano reaktywować porwane sieci. A jaki był dalszy los Orłowa?

Stalin wydał rozkaz, aby dopaść zdrajcę. Tyle że, kierując się operacyjną biografią Orłowa, poszukiwano go w Europie Zachodniej. Tymczasem uciekinier wykorzystał jeden z posiadanych paszportów dyplomatycznych ZSRR, aby wjechać na teren USA. I tam na 15 lat jego trop się urwał. Jak się okazuje, pomogli mu żydowscy krewni, którzy emigrowali do Ameryki jeszcze przed 1917 r. Orłow odnowił kontakty rodzinne podczas wcześniejszych podróży operacyjnych do USA. W czasie ucieczki krewni zdobyli kilka nowych tożsamości oraz odpowiednie prawa pobytu, pomagając skutecznie w zatarciu śladów. Los Orłowa pozostawałby nieznany do dziś, gdyby on sam nie postanowił się ujawnić. W 1952 r. opublikował w magazynie „Life" serię artykułów, które po śmierci Stalina ukazały się w formie książkowej jako „Tajna historia stalinowskich przestępstw".

Jakież było zdziwienie FBI, gdy się dowiedziało, że od wielu lat ma pod bokiem generała dywizji NKWD. Takiej randze odpowiadał stopień starszego majora bezpieczeństwa posiadany przez Orłowa. Od tego czasu amerykańska służba wielokrotnie przesłuchiwała uciekiniera, usiłując zdobyć informacje wywiadowcze i dane agentów. A Orłow miał przecież wiele do powiedzenia, choćby o Rudolfie Ablu, nielegalnym agencie, który maczał palce w wykradzeniu tajemnicy broni atomowej. Gdyby Orłow tylko chciał... Ale on nie wydał żadnego nazwiska.

Parał się wieloma zawodami, m.in. wykładał na jednej z amerykańskich uczelni. To sprowokowało KGB do działania. Już w połowie lat 50. XX w. agenci Moskwy dotarli do Orłowa, proponując mu pełną rehabilitację, przywrócenie stopnia i orderów. Nie chcieli zabijać uciekiniera, tylko nakłonić go do powrotu lub współpracy na terenie USA. Mimo zmiany szyldu i metod w KGB struktura poszukiwania i karania zbiegów działała w najlepsze. Orłow nie przystał na propozycję z powodów rodzinnych. W 1940 r. pochował w USA córkę i nie chciał porzucać nowej ojczyzny. Zmarł śmiercią naturalną w 1973 r. Pamiętniki, które po sobie pozostawił, zostały przejęte przez amerykański wymiar sprawiedliwości i utajnione do 1999 r. Dopiero współcześnie doczekały się publikacji.

Kim zatem był Aleksander Orłow? Katem, mordercą czy wydajnym szpiegiem? A może, jak dowodzą najnowsze rosyjsko-hiszpańskie badania opublikowane w Oksfordzie, szarym, ale niezwykle sprytnym karierowiczem i intrygantem, który z zebranych skrzętnie okruchów informacji uczynił polisę ubezpieczeniową na życie?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL