Historia

Polska nie rozliczyła zbrodni

Pixabay
Pion śledczy IPN chce zakończyć śledztwa dotyczące niemieckich obozów zagłady i koncentracyjnych.

Kilka dni temu prokurator z pionu śledczego IPN w Koszalinie, po 72 latach od wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, zabezpieczył w obecności policji i technika kryminalistyki element, który został wszczepiony do ciała więźniarce tego obozu.

Była ona ofiarą eksperymentów pseudomedycznych przeprowadzanych przez niemieckich lekarzy. – Nie wiem, co to jest za element. Pobrałem też materiał porównawczy do badań DNA, który pozwoli określić czy to jest np. kawałek zmacerowanej kości, czy ciało obce, np. kawałek drewna – mówi „Rzeczpospolitej" Krzysztof Bukowski. – Niestety, ze względu na stan zdrowia nie udało się przesłuchać 97-letniej byłej więźniarki – dodaje.

Dopiero kilka tygodni temu pion śledczy IPN wszczął bowiem postępowanie dotyczące obozu kobiecego w Ravensbrück. – Wcześniej nie było one prowadzone przez państwo polskie, kobiety przebywające w tym obozie nigdy nie zostały przesłuchane – przyznaje prokurator. Poszukuje on materiałów dotyczących obozu, wystąpił już o pomoc do muzeum zlokalizowanym na terenie Niemiec. Stara się też przesłuchać ostatnich świadków oraz dotrzeć do bliskich ofiar.

Dochodzenie dotyczy zbrodni ludobójstwa. Podczas wojny w obozie tym przebywało blisko 40 tys. polskich więźniarek. To były m.in. uczestniczki powstania warszawskiego. Przetrzymywano tam m.in. przyjaciółkę Jana Pawła II Wandę Półtawską i aktorkę Zofię Rysiównę.

Kobiety w obozie stały się ofiarami okrutnych eksperymentów. Lekarze sterylizowali je, ale także m.in. zaszywali w ciałach kawałki szkła, metalu, drewna, aby sprawdzić, jak na stan zapalny oddziałują nowe leki dla żołnierzy. Być może z ciała byłej więźniarki został usunięty taki element.

Śledczy z IPN będą chcieli określić dane kobiet, które przebywały w tym obozie, a także ustalić nazwiska i losy załogi obozu.

Prokurator Bukowski od stycznia tego roku równolegle prowadzi śledztwo w sprawie głównego obozu męskiego. W PRL było ono prowadzone przez Główną Komisję Badań Zbrodni Hitlerowskich, ale zostało zawieszone w maju 1975 r. W tym przypadku śledczy chociaż mają zeznania ok. 500 poszkodowanych.

Po wojnie przed Trybunałem Norymberskim postawiono część strażniczek i funkcyjnych z obozu, a także lekarzy, którzy prowadzili na więźniarkach eksperymenty. Niektóre z nich skazano na karę śmierci i wykonano wyroki.

Prokurator Bukowski od trzech lat prowadzi też śledztwo dotyczące zbrodni w obozie zagłady w Treblince. – Zostanie ono zamknięte w przyszłym roku. Z moich wstępnych ustaleń wynika, że zginęło w nim 912 tys. Żydów, powoli kompletuję stan obsady obozowej – dodaje śledczy.

Okazuje się, że po ponad 70 latach od zakończenia wojny Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – potocznie określana jako pion śledczy IPN – zamknęła zaledwie jedno śledztwo dotyczące zbrodni popełnionych przez Niemców w obozach koncentracyjnych (chodzi o KL Warschau). W latach 50. i 60. działająca wówczas Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich rozpoczęła wtedy wiele takich postępowań, ale nigdy nie zostały one zakończone.

– W czasach PRL śledztwa dotyczące niemieckich obozów zagłady i koncentracyjnych były zawieszane. Materiały, często oryginalne, przekazywano do sądów RFN lub Austrii. W wielu przypadkach z różnych przyczyn wyroki nie zapadały. Zakończenie tych spraw to nasz moralny obowiązek – mówi Andrzej Pozorski, szef pionu śledczego IPN.

Aby zdynamizować tzw. obozowe śledztwa, w centrali IPN powstał właśnie specjalny zespół, w skład którego wchodzi prokurator, archiwista i trzech historyków. Ma on koordynować działania podejmowane przez śledczych.

Źródło: Rzeczpospolita
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL