Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Historia

Wołyń: Dokąd poprowadzi aleja Szuchewycza?

Roman Szuchewycz został zabity przez NKWD w 1950 r.
materiały prasowe
Nic tak nie uderza w dwustronne relacje, jak honorowanie w Kijowie osób odpowiedzialnych za ludobójstwo na Wołyniu.

W ostatnich latach na Ukrainie wielokrotnie niszczono polskie pomniki, upamiętniające ofiary ukraińskich nacjonalistów. W każdym z tych przypadków władze w Kijowie sugerowały, że są to prowokacje sił trzecich, czyli Rosji.

Wydawałoby się, że zarówno Warszawa, jak i Kijów nie są zainteresowane pogorszeniem relacji, zwłaszcza w obliczu zagrożeń ze Wschodu. Tymczasem ukraińscy politycy podejmują decyzje, które nie mogą nie oburzać Polaków.

W czwartek jedna z głównych alei w stolicy dostała imię lidera Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) Romana Szuchewycza, który ponosi odpowiedzialność za ludobójstwo Polaków na Wołyniu w latach 1943–1944.

Ze 121 deputowanych Rady Miejskiej Kijowa na sali było 78, z nich 69 zagłosowała na „tak". Inicjatywę poparli przedstawiciele frakcji „Solidarność" (partia prezydenta Petra Poroszenki oraz mera Kijowa Witalija Kliczki).

Na „tak" głosowali również deputowani ugrupowania byłej premier Julii Tymoszenko Batkiwszczyna, nacjonalistycznej Swobody oraz członkowie partii Samopomoc.

Obecny na sali Jurij Szuchewycz (syn dowódcy UPA, deputowany Rady Najwyższej Ukrainy) nie krył zadowolenia i wszystkim serdecznie pogratulował. Cieszył się również szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz, który był jednym z głównych inicjatorów uhonorowania Szuchewycza. Dzięki jego staraniom na mapie Kijowa w ubiegłym roku pojawiła się już aleja Stepana Bandery, lidera OUN-UPA.

– Jaka jest różnica pomiędzy Piłsudskim, Beginem (były premier Izraela – red.), Mannerheimem (fiński marszałek, zasłużony w walce z Rosją i ZSRR – red.), Waszyngtonem i Szuchewyczem? Różnica jedynie taka, że czworo pierwszych uważa się za zwycięzców, których, jak wiadomo, się nie sądzi – napisał Wiatrowycz na swoim profilu na Facebooku.

Ale różnica jest, i to zasadnicza. – Nikt nie próbuje rozgrzeszać Begina za terroryzm czy Piłsudskiego za zamach majowy i Berezę Kartuską. Szuchewycz jest jednak odpowiedzialny za ludobójstwo. Zgody na mordowanie niewinnych ludzi tylko ze względu na ich narodowościowe pochodzenie nie ma i nie będzie – mówi „Rzeczpospolitej" senator PiS prof. Jan Żaryn, historyk z UKSW.

– Niewiele jest miejsc na ziemi, gdzie stawia się pomniki i honoruje się ludobójców. To nie są standardy obowiązujące w świecie cywilizacji łacińskiej – dodaje.

Obecnie ulica Romana Szuchewycza jest w ponad 50 ukraińskich miejscowościach i miastach, m.in. w Odessie, Równym, Tarnopolu, Dnieprze, Mikołajowie, Żytomierzu.

Z kolei ulica Stepana Bandery jest obecna na mapie ponad 70 ukraińskich miast i miejscowości. Wiele z tych ulic powstało już po rewolucji na kijowskim Majdanie w ramach dekomunizacji.

– Ukraina prowadzi wojnę z Rosją w Donbasie. Prowadzimy tę wojnę samodzielnie, Polska i inne kraje Unii Europejskiej w tej wojnie nie biorą udziału. Oczywiste jest to, że w kraju walczącym ludzie poszukują symboli oporu zbrojnego. W ukraińskiej historii jest ich niewiele – mówi „Rzeczpospolitej" znany ukraiński politolog Witalij Portnikow, który od niedawna jest współprzewodniczącym Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa, powołanego przez MSZ Polski i Ukrainy. – Mówienie o tym, że Szuchewycz odpowiada za masowe mordy Polaków, jest wyłącznie opinią poszczególnych polskich polityków i historyków – dodaje.

– To nie jest droga w dobrym kierunku. Powinniśmy piętnować tych, którzy byli związani ze zbrodniami na Polakach, a nie robić im tablice – mówi „Rzeczpospolitej" wiceprezes IPN dr Mateusz Szpytma.

– Absolutnie nie jest to krok, który by nas zbliżał ze sobą – dodaje. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL