Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Firma

Czym jest bitcoin

Bloomberg
Waluty cyfrowe nie sš pienišdzem, choć sš œrodkiem umarzania zobowišzań. Na takiej samej zasadzie jak fidget spinnery, które można wymienić na kolekcję naklejek z pokemonami – pisze prawnik.

Waluty cyfrowe od pewnego czasu wzbudzajš żywe zainteresowanie. W kręgach administracji publicznej – przynajmniej oficjalnie – mówiono o nich dotšd niewiele. Sytuacja jednak uległa zmianie. Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego niedawno zajęły precedensowe stanowisko w sprawie walut cyfrowych.

Jednym głosem

Dokument został przygotowany rzeczowo. Opatrzony klauzulš „komunikat" w założeniu jest ostrzeżeniem o ryzykach, co wynika z jego preambuły. Nawišzuje też pod względem treœci do moich pionierskich publikacji poœwięconych bitcoinowi w prawie polskim, ogłoszonych bez mała trzy lata temu. Odbieram to z przyjemnoœciš. A z racji pewnego zasobu wiedzy na temat walut cyfrowych oraz zaangażowania w prace nad regulacyjnym oswojeniem tego fenomenu w polskiej rzeczywistoœci prawnej pozwalam sobie na zgłoszenie kilku komentarzy.

Na uwagę zasługuje całoœć wystšpienia. To pierwsze oficjalne stanowisko dotyczšce walut cyfrowych, w dodatku – co należy wydatnie podkreœlić – zredagowane wspólnie przez bank centralny oraz centralny organ administracji publicznej. Z pewnoœciš może wpłynšć na dalsze kierunki procesów legislacyjnych oraz praktykę życia gospodarczego. Niepotrzebnie jednak zostało zredagowane w zbyt zachowawczym tonie, hołdujšc zresztš przebrzmiałej terminologii. W istocie mamy bowiem do czynienia z walutami cyfrowymi, a nie – jak to powiedziano – z „walutami" (w cudzysłowie) wirtualnymi. Takie właœnie ujęcie terminologiczne (waluty cyfrowe) należy obecnie uznać za przyjęte i dominujšce. Wirtualnoœć kojarzy się niezbyt odpowiednio. Waluty cyfrowe istniejš naprawdę.

Czy to na pewno ostrzeżenie

W miarę lektury treœci stanowiska kształtuje się przekonanie co do tego, że podstawowy wydŸwięk „Komunikatu NBP i KNF w sprawie ťwalutŤ wirtualnych" obejmuje w głównej mierze treœć opisowš i edukacyjnš. Może być więc przyczynkiem do wyjaœnienia ich natury prawnej oraz spektrów zastosowań gospodarczych. Nie tyle ostrzega przed walutami cyfrowymi, ile wyjaœnia ich główne cechy charakterystyczne. Należš do nich m.in.: decentralizacja emisyjna oraz brak statusu legalnego œrodka umarzania zobowišzań (prywatno- i publicznoprawnych). Waluty cyfrowe nie sš też powszechnie akceptowane przez wierzycieli, nie sš pienišdzem elektronicznym ani instrumentem finansowym.

To wszystko prawda. Prawdš jest też zaniepokojenie kilkakrotnie wyrażane przez EBC oraz EBA względem walut cyfrowych. A także to, że obrót walutami cyfrowymi w Polsce nie narusza prawa krajowego ani unijnego oraz, że udziałem jednej z polskich giełd bitcoinowych stał się incydent fraudacyjny. Nie uchybia też sferze faktów zaprezentowanie przykładowych ryzyk zwišzanych z posiadaniem walut cyfrowych. Rzeczywiœcie jest tak, że waluty cyfrowe sš – w pewnych okolicznoœciach – podatne na anomalia informatyczne (m.in. ingerencję hakerskš), a osoba je posiadajšca może w różny sposób zostać oszukana. W chwili obecnej notowania (kursy) walut cyfrowych względem dominujšcych walut œwiatowych charakteryzujš się też znacznš zmiennoœciš. Prawdš jest również to, że niektóre oferowane formy inwestowania w waluty cyfrowe mogš mieć charakter tzw. piramidy finansowej. W tym ostatnim przypadku NBP oraz KNF wyraziły się z należytš powœcišgliwoœciš, ponieważ opisywana cecha może się uwydatnić w przypadkach tylko niektórych (w praktyce œladowych).

Okiem prawnika

Odnoszšc się do osnowy komunikatu, trzeba zwrócić uwagę na kilka zauważonych nieœcisłoœci oraz wštków o znaczeniu przyszłoœciowym. Przytoczona w komunikacie definicja walut cyfrowych jest obarczona naleciałoœciami ekonomicznymi. Konserwatywnie wykształconemu prawnikowi z dużš swobodš przychodzi wyjaœnienie frazy „waluty wirtualne sš cyfrowš reprezentacjš wartoœci". Chodzi tutaj o to, że waluty cyfrowe mogš stanowić składnik majštku. Sš więc kategoriš wpisujšcš się w schemat podstawowych pojęć prawa prywatnego. Jednostka waluty cyfrowej (m.in. bitcoin, litecoin, ethereum) ma prawny status mienia (art. 44 k.c.). Może być więc składnikiem majštku. Dlatego może być przedmiotem rozporzšdzenia, czyli przejœć ze zbywcy na nabywcę. Może stanowić składnik wspólnoœci małżeńskiej, czyli być Ÿródłem przychodu rodziny oraz podlegać podziałowi, może być elementem spadku, a także wkładem niepieniężnym, czyli wejœć w skład majštku osoby prawnej. O tym wszystkim już kiedyœ wspomniałem w publikacjach naukowych.

Jednostka waluty cyfrowej może być też „uznawana przez osoby fizyczne i prawne za œrodek płatniczy". Nie ma w tym nic niepokojšcego. Ta cecha walut cyfrowych (a także rekwizytów uważanych za kolekcjonerskie, bursztynu, złota itp.) wpisuje się w treœć przepisu art. 3581 § 2 k.c., skoro „strony mogš zastrzec w umowie, że wysokoœć œwiadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pienišdz miernika wartoœci". W ujęciu prawa prywatnego waluty cyfrowe sš innym niż pienišdz miernikiem wartoœci. To sedno ich konstrukcji prawnej. Jako takie mogš więc posłużyć do umarzania zobowišzań nawišzanych pomiędzy osobami prawa prywatnego.

To nie wada, ale cecha. Dlatego obrót walutami cyfrowymi jest legalny. Większoœć funkcji walut cyfrowych wywodzi się z tego kodeksowego atrybutu. W ujęciu potocznym jednostka waluty cyfrowej jest pienišdzem, skoro za jej pomocš można umorzyć zobowišzanie. Trzeba jednak podkreœlić, że chodzi o funkcję, a nie status publicznoprawny, kolidujšcy z podstawowymi uwarunkowaniami emisji pienišdza przez bank centralny. Waluty cyfrowe w żadnym wymiarze nie leżš na antypodach założeń systemu kreacji pienišdza sformułowanego w Konstytucji RP.

Sš jednak œrodkiem umarzania zobowišzań. Na tej samej zasadzie fidget spinnery, popularne ostatnio przedmioty pożšdania w okreœlonych kręgach, także majš status pienišdza, skoro w zamian za fidget spinnera można uzyskać kolekcję naklejek z pokemonami. Spełnienie takich œwiadczeń ekwiwalentnych również prowadzi – na co wskazujš wyniki podstawowych rozumowań prawniczych – do umorzenia zobowišzania wynikajšcego z umowy zamiany (art. 603 k.c.). Nie tylko œwiadczenie przez zapłatę w pienišdzu może doprowadzić do umorzenia zobowišzania. To wiadomoœć elementarna, znana słuchaczom uniwersyteckiego wykładu z prawa zobowišzań. Waluty cyfrowe pienišdzem nie sš. To pewne. Spełniajš jednak funkcje pienišdza, tak samo, jak inne niż pienišdz mierniki wartoœci. To też jest pewne.

Co przed nami?

Wspólny komunikat NBP oraz KNF nie zasługuje na jednostronnie ortodoksyjne napiętnowanie, chociaż jego pierwszoplanowy wydŸwięk z racji zaprogramowanego charakteru ostrzegawczego jest z lekka złowróżbny. Ponad wštpliwoœć wpisuje się jednak silnym, oficjalnym głosem w główny nurt dyskusji na temat umiejscowienia walut cyfrowych w polskim prawie oraz rzeczywistoœci gospodarczej. Dlatego z całym naciskiem trzeba oddać to, że komunikat porusza u swojego zwieńczenia niezwykle istotnš sprawę. Wspomina mianowicie o technologii rozproszonego rejestru (DLT – distributed ledger technology). Czyni to w dobrym tonie. Pomijajšc wiodšcy w komunikacie wštek ostrzegawczo-prewencyjny, jest to najważniejszy element jej treœci.

Rzeczywiœcie jest tak, że waluty cyfrowe u osób nieobeznanych wzbudzajš pewien niepokój. Ma on różne uzasadnienia, na ogół kojarzšce się ze zjawiskiem skrywania dochodów przed opodatkowaniem. Tymczasem w praktyce najwięcej nieopodatkowanych dochodów zostaje przepranych za pomocš legalnych pieniędzy. Pranie pieniędzy za pomocš walut cyfrowych to w chwili obecnej nagłaœniany ze względu na atrakcyjnoœć medialnš zjawiskowy margines. Dlatego z pełnym uszanowaniem należy pochwalić włšczonš do komunikatu pozytywnš wzmiankę na temat kwestii w całej sprawie najważniejszej, a mianowicie DLT.

Trzeba się zgodzić z wyrażonš w komunikacie tezš, że „technologia rozproszonego rejestru może mieć szereg innych zastosowań, np. w elektronicznych bazach danych, w przemyœle, w usługach, czy też w sektorze finansowym. Wiele funkcjonalnych, operacyjnych i prawnych aspektów tej technologii powinno jednak podlegać szczegółowym i wnikliwym analizom i testom przed jej masowym wprowadzeniem na rynku finansowym". Z perspektywy rozważań przyszłoœciowych jest to najbardziej doniosły fragment komentowanego komunikatu. Przecenić i zbagatelizować znaczenie technologii rozproszonego rejestru może tylko ten, kto nie wie, o co tak naprawdę chodzi.

Podstawowy zasób wiedzy

Nie od rzeczy będzie więc nawišzanie do owoców programu „Od papierowej do cyfrowej Polski" prowadzonego pod egidš Ministerstwa Cyfryzacji. W programie działa – w charakterze pro bono – grupa naukowców i praktyków. Uczestniczę, jako lider prawników, w pracach grupy „Strumień Blockchain/DLT i waluty cyfrowe" . Naszym udziałem jest kilka opracowań dokumentowych, które w chwili obecnej stanowiš najpoważniejszy zasób miarodajnej wiedzy na temat walut cyfrowych oraz technologii DLT w Polsce. Wszystkie materiały sš łatwo dostępne w internecie.

W skład tej spuœcizny wchodzš przede wszystkim „Przeglšd polskiego prawa w kontekœcie zastosowań technologii rozproszonych rejestrów oraz walut cyfrowych" z paŸdziernika 2016 r. (ogłoszony w wersji ze stycznia 2017 r.), „Leksykon pojęć na temat technologii blockchain i kryptowalut" z paŸdziernika 2016 r. oraz „Kanon dobrych praktyk podmiotów rynku kryptowalutowego w Polsce" ze stycznia 2017 r. Z pełnym przekonaniem odsyłam do tych dokumentów osoby zainteresowane istotš rzeczy. Wolno mi sšdzić, że tych kilka opracowań stanowi rzeczowy punkt wyjœcia wyrobienia sobie zdania na temat oficjalnie poruszony w komunikacie NBP oraz KNF.

Czy trzeba się bać?

Nie jest mojš rolš przekonywanie do okreœlonych rozwišzań, ponieważ muszę przyznać, że z perspektywy prawnika-naukowca oraz prawnika-praktyka nie mam wpływu na kierunki aktywnoœci legislacyjnej oraz praktykę wykonywania władzy publicznej przez organy administracji publicznej. Jako naukowiec wyjaœniam, a jako adwokat rozwišzuję problemy. Dlatego z tym większym zapałem zachęcam wszystkich zainteresowanych do skrupulatnego pogłębiania wiedzy na temat walut cyfrowych oraz technologii rozproszonego rejestru.

Nie taki bitcoin straszny. I właœnie w zwišzku z tym na zakończenie wštek osobisty. Pierwszš skrzynkę e-mailowš założyłem w 1996 r. W celu jej uzyskania skierowałem wniosek (podanie) do kierownika Uczelnianego Centrum Informatycznego, uprzednio zaopiniowany pozytywnie przez dziekana Wydziału Prawa i Administracji mojej macierzystej uczelni. Rozpoznanie wniosku trwało dwa tygodnie. Zgodę na założenie skrzynki e-mailowej, obejmujšcš aprobatę dla wybranego adresu oraz nadanie loginu i hasła, otrzymałem listem poleconym mniej więcej po miesišcu od złożenia wniosku. I mogłem korzystać z e-maila. Dzisiaj trudno w to uwierzyć, że poczta e-mailowa była kiedyœ aż tak straszna...

Autor jest adwokatem w kancelarii Wierzbowski Eversheds Sutherland, pracownikiem Katedry Prawa Cywilnego i Bankowego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL