Firma

KIO: GDDiK nie miała prawa usunąć z kontraktów przepisów umożliwiających wykonawcom sądową zmianę umów

AdobeStock
Po drastycznym wzroście cen m.in. materiałów firmy drogowe mogą iść do sądu po wyższe wynagrodzenie.

Mamy dobre wiadomości dla firm, które realizują inwestycje drogowe. Krajowa Izba Odwoławcza uznała w czwartek, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie miała prawa usunąć z projektów swoich kontraktów przepisów umożliwiających wykonawcom – w razie nadzwyczajnych okoliczności – sądową zmianę umów.

Mowa o art. 357 [1], art. 358 [1] oraz art. 632 § 2 kodeksu cywilnego.

Na ich podstawie strony mogą wnosić o zmianę sposobu wykonania kontraktu, zmianę wysokości wynagrodzenia (także ryczałtowego) czy nawet rozwiązanie umowy, jeśli okaże się, że realizacja kontraktu może prowadzić do rażących strat.

Zalecenie z góry

GDDKiA w nowych przetargach – idąc za zaleceniami Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej – dąży natomiast do wyłączenia takiej możliwości. Wskazuje, że powołane przepisy mają charakter dyspozytywny, a więc można je pominąć. Wykonawcy uważają zgoła inaczej. Stąd sprawa w KIO.

– Biorąc pod uwagę, co dzieje się obecnie na rynku: kumulacje inwestycji budowlanych z zakresu inżynierii lądowej, deficyt materiałów i siły roboczej, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co będzie dalej (...). W tym zakresie wskazane przepisy stanowią szansę dla wykonawców sądowej zmiany umowy w wypadku wystąpienia okoliczności nadzwyczajnych – podkreślała radca prawny Kamila Kubek, pełnomocnik firmy Strabag, która złożyła odwołanie do KIO.

I udało się jej przekonać Izbę.

– Przepisy, których stosowanie zostało uchylone w projekcie umowy, dotyczą sytuacji, których strony nie mogły przewidzieć na etapie zawierania umowy. Wyjątkowość tych przepisów wyłącza zatem jakikolwiek automatyzm ich stosowania. W ocenie Izby dyspozytywny charakter norm, na który kładł nacisk zamawiający, nie uprawnia go do jednostronnego kształtowania stosunków w sposób, który odbiera stronom prawo do niezależnego, obiektywnego uregulowania przez sąd wyjątkowych sytuacji, nieprzewidzianych w umowie – podkreśliła przewodnicząca składu.

W ocenie Izby działanie Generalnej Dyrekcji było nieuprawnione. Nie można bowiem przerzucać na jedną stronę umowy konsekwencji zaistnienia sytuacji niespodziewanych.

Nie przekonał jej również argument powoływany przez pełnomocnika GDDKiA radcę prawnego Agnieszkę Orską, która wskazywała, że w kontraktach z wykonawcami znajdują się klauzule, które umożliwiają pokrycie nadzwyczajnych kosztów inwestycji (np. klauzula siły wyższej czy zwolnienia z mocy prawa z obowiązku wykonania), dlatego stosowanie omawianych artykułów k.c. nie jest konieczne.

– Jest wiele narzędzi prawnych, które umożliwiają dochodzenie roszczeń w trybie kontraktowym w sposób jednoznaczny dla wszystkich – podnosiła pełnomocniczka GDDKiA.

Ryzyko spekulacji

Zdaniem Krajowej Izby Odwoławczej odebranie wykonawcom praw do skorzystania z wymienionych przepisów k.c. obligowałoby ich natomiast do skalkulowania w cenie oferty ryzyk, których na etapie składania oferty nie byliby w stanie określić, a to z kolei może skutkować nieporównywalnością ofert.

– Rezygnacja ze wspomnianych klauzul może też skutkować naruszeniem uczciwej konkurencji, zważywszy że tylko wykonawcy posiadający znaczne rezerwy finansowe, zezwalające na sfinansowanie ewentualnych strat powstałych w wyniku niemożliwych do przewidzenia sytuacji, będą mogli pozwolić sobie na złożenie oferty w przedmiotowym postępowaniu – zaznaczyła przewodnicząca.

– Jestem pozytywnie zaskoczony orzeczeniem KIO. Jest ono krokiem w kierunku większej równowagi między zamawiającym a wykonawcą. Mówiąc obrazowo, wykonawcy zyskali spadochron, na wypadek gdyby samolot linii „zamówienie publiczne" zaczął pikować w kierunku ziemi – komentuje radca prawny Łukasz Mróz, prowadzący kancelarię zajmującą się prawem nieruchomości.

Sygn. akt: KIO 173/18

OPINIA

Rafał Bałdys-Rembowski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa

Postępowanie GDDKiA było błędne, krótkowzroczne i całkowicie przeciwskuteczne. Dyrekcja chciała się zabezpieczyć przed wystąpieniem nadzwyczajnych okoliczności, np. drastycznym wzrostem cen (jaki obserwujemy), by się nie dokładać do realizacji inwestycji – jak przewiduje kodeks cywilny. Efekt byłby fatalny, ceny kontraktów jeszcze bardziej by wzrosły, bo te ryzyka wykonawcy musieliby włączyć do ceny ofertowej. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego w razie kłopotów na rynku GDDKiA woli, żeby firmy upadały, niż dalej budowały. Nowe zapisy umów zostały wynegocjowane z branżą równo rok temu, od tego czasu wciąż są jednak zmieniane przez inwestora – bez konsultowania ze środowiskiem. Każda kolejna modyfikacja natomiast tylko rozszerza i tak już obszerny katalog ryzyk kontraktowych.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL