Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Finanse

Marek Belka. Słaby złoty nas rozleniwia

Marek Belka
materiały prasowe
Po ponad 20 latach polskiej transformacji problemem staje się to, że złoty jest za słaby, co hamuje modernizację - mówi były prezes NBP, Marek Belka.

Rz: Pańskie „nawrócenie na euro" zrobiło duże wrażenie. Dlaczego zmienił pan zdanie w sprawie przyjęcia wspólnej waluty przez Polskę?

Prof. Marek Belka, były prezes NBP: Bo sytuacja w Europie się poprawia, a długoterminowe perspektywy wzrostu w Polsce się pogarszajš.

Perspektywy czysto gospodarcze czy polityczne?

Staram się ograniczać się do argumentów gospodarczych, choć te polityczne sš istotne i wielu ludziom wystarczajš.

Polska gospodarka dałaby sobie radę po przyjęciu euro?

Jasne, że tak. Cišgle mamy jednš z najlepiej zrównoważonych gospodarek w Europie (obok np. czeskiej). Nie widzę tu żadnego problemu, wbrew temu, co niektórzy mówiš i radzš, by z przyjęciem euro poczekać, aż będziemy bogaci. To przypomina argumenty, które pojawiały się na Zachodzie przed naszym wejœciem do UE. Mówiono, że trzeba poczekać z Polskš, bo za biedna. To była bujda na resorach, bo wejœcie do Unii stało się głównym czynnikiem naszego sukcesu. Podobnie będzie ze strefš euro.

Nie ma ryzyka?

Kiedyœ argumentem przeciw przyjęciu euro przez Polskę był efekt Samuelsona-Balassy. Polega on, w skrócie mówišc, na tym, że jeœli kraj biedniejszy ma wspólnš walutę z bogatszym (w naszym przypadku z Niemcami czy Francjš), to rosnš naciski na wyrównywanie płac, szczególnie w dziedzinach, które się nie poddajš konkurencji międzynarodowej, czyli w usługach. To powodowałoby szybszy wzrost cen, co przy posiadaniu tej samej waluty niejako realnie wzmacniałoby jš w biedniejszym kraju i osłabiało konkurencyjnoœć eksporterów. To na wczesnym etapie transformacji mogłoby być niebezpieczne, ale już nie jesteœmy na wstępnym etapie. W krajach bałtyckich i Słowacji, które przyjęły euro, efektu Samuelsona-Balassy praktycznie nie widać. Przyczyny sš różne: zmieniła się struktura gospodarki, inaczej przepływajš kapitały. Natomiast w Polsce po ponad 20 latach transformacji problem nie polega na tym, że złoty jest za silny i hamuje eksport. Problemem staje się to, że złoty jest za słaby, co hamuje modernizację. Nie przymusza do inwestowania w takim stopniu, jak byœmy sobie tego życzyli.

Po co inwestować w automatyzację, skoro jesteœmy nadal płacowo konkurencyjni?

Ale w tym przypadku konkurencyjni znaczy rozleniwieni. Wspólna waluta mobilizuje. Oznacza, że nie mamy możliwoœci osłabienia kursu, co kiedyœ nagminnie robili Włosi.

Taki ich „model biznesowy".

U nas wszyscy narzekajš na inny model: że jesteœmy warsztatem dla Niemiec. Uważam, że narzekajš na wyrost, bo to nie jest prawda, w każdym razie nie w pełni prawda. Ale jest poważne niebezpieczeństwo, że tak się stanie. W zwišzku z tym trzeba coœ zrobić, trzeba potrzšsnšć wszystkimi. Dlatego przyjęcie euro wydaje mi się rzeczš do poważnego rozważenia.

Zwolennicy utrzymania złotego mówiš, że płynny kurs to amortyzator, który uratował nas w czasie kryzysu.

Czy my, ekonomiœci, także ja w czasie pracy w NBP, gdzie prezentowałem inny niż dziœ poglšd (nie byłem przeciw euro, ale mówiłem: nie spieszmy się), nie przecenialiœmy możliwoœci defensywnej deprecjacji złotego? Raz się nam ona udała, w latach 2008/2009, kiedy w reakcji na kryzys złoty się osłabił i obronił polskich eksporterów. Tylko że to nastšpiło po okresie silnej aprecjacji złotego. A przecież jak coœ idzie za bardzo w górę, to musi spaœć...

Czyli wtedy kurs wrócił do poziomu uzasadnionego fundamentami gospodarki?

Tak. Dlatego teraz, gdy złoty jest słaby, nie ma co liczyć na jakieœ gwałtowne korzystne dla eksporterów osłabienie, gdyby zapanował wokół nas wielki kryzys.

Przeciwnicy strefy euro straszš jej rozpadem.

Ja wierzę, że do rozpadu nie dojdzie, ale sš ludzie, którzy wręcz trzymajš za to kciuki. Mam do nich pytanie: jakie byłyby konsekwencje dla Polski takiego czarnego scenariusza? Byłaby jakaœ różnica, gdybyœmy byli poza strefš, a nie wewnštrz niej? Uważam, że nie byłoby różnicy. Tak czy inaczej, by to nas mocno walnęło w głowę. Jesteœmy przecież zwišzani ze gospodarkami strefy euro.

Pesymiœci wskazujš, że unie walutowe się rozpadały.

Ale z drugiej strony sš takie, które trwajš od dawna: Stany Zjednoczone czy Konfederacja Szwajcarska. A jakie unie walutowe się rozpadały? W Ameryce Południowej czy Afryce.

W strefie euro brakuje dopełnienia w postaci wspólnej polityki fiskalnej.

Moje nawrócenie na euro nie oznacza, że uważam europejskš unię walutowš za rzecz idealnš. Jej problemy nie sš proste. Potrzeba silniejszych mechanizmów niwelujšcych tendencje dywergencyjne. Dywergencja, czyli to, że jedne kraje trwale rozwijałyby się inaczej niż inne, jest œmiertelnym niebezpieczeństwem i dla unii walutowej, i dla UE. Na szczęœcie ten proces został zahamowany, ale to nie znaczy, że już się nie obudzi.

Dlatego planowane sš mechanizmy wyrównawcze, np. budżet strefy euro.

Jest właœnie po to, by tendencje dywergencyjne powstrzymać i odwrócić. W budżecie strefy euro niekoniecznie muszš być pienišdze na granty i budowę tuneli czy autostrad. Powinny być natomiast – na wspomaganie reform strukturalnych. Największy problem w jego budowie to to, że podatnicy z różnych krajów powiedzš: zaraz, zaraz, nie z mojej kieszeni. Tylko że to już się dzieje, choć w inny sposób. Przepływ kapitału między krajami odbija się na kontach Target2 w EBC. I tam widać, że Niemcy sš kredytodawcš na 800 mld euro, a Włochy kredytobiorcš na 500 mld euro. Wštpię, by pienišdze te kiedykolwiek zostały zwrócone. Dlatego nie powiem, że w UE wszystko gra, ale też nie przesadzajmy z jej krytykš. Obecnoœć Polski w unii walutowej sprawi, że finanse publiczne będš pod większš kontrolš i będzie większy dostęp do kapitału. To szansa dla nas, ale tak naprawdę pomyœlnoœć gospodarcza rodzi się wewnštrz kraju.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL