Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

Film niczym msza w brzydkim kościele

Kondrat
Opowieœć „Dwie korony” o œw. Maksymilianie Kolbem pokazana na dużym ekranie ujawnia wiele niedostatków.

W 35. rocznicę kanonizacji ojca Maksymiliana Marii Kolbego na ekrany trafiajš „Dwie korony” zapowiadane jako biograficzny fresk historyczny. Można się jednak zdziwić, bo w promocji skrzętnie pomijany jest fakt, że to film telewizyjny – fabularyzowany dokument, w którym aktorskie inscenizacje sš tylko jednš z częœci składowych.

Oprócz nich oglšdamy wypowiedzi ekspertów i wspomnienia œwiadków życia œwiętego, a także reportaż z miejsc, w których przebywał za życia. Przewodnikiem po Krakowie, Niepokalanowie czy Nagasaki jest reżyser filmu Michał Kondrat, który zwrócony do kamery opowiada o żywocie œwiętego. Mały ekran tuszuje niedostatki takiego kina: niskobudżetowego, o charakterze edukacyjnym, ale sala kinowa jest dla „Dwóch koron” bezlitosna.

Twórcy udało się zebrać doborowš obsadę: Adam Woronowicz, Cezary Pazura, Artur Barciœ, Antoni Pawlicki, Paweł Delšg. Ale każdy poza Woronowiczem w roli o. Kolbego występuje zaledwie w jednej lub dwóch krótkich scenkach. Większoœć zainscenizowanych scen tršci sztucznoœciš, a aktorzy – nawet ci najlepsi – wypadajš blado.

Po projekcji dalej nie wiadomo, na czym polegał fenomen pisma „Rycerz Niepokalanej”, które o. Kolbe założył w 1922 roku. Nie dowiemy się zbyt wiele o jego tekstach ani o tym, jak reagowali na nie œwieccy i duchowni. Zamiast tego dostajemy opowieœć o cudach i talentach œwiętego. O tym, że przepowiedział wybuch bomby atomowej w Nagasaki, gdzie przebywał w latach 30. na misji. Oraz historię, jak to ojciec Kolbe zaprojektował w młodoœci rakietę kosmicznš napędzanš silnikiem jonowym. Taki wniosek wysnuli twórcy filmu na podstawie notatek œwiętego.

Być może jest w tych opowieœciach o młodzieńczej œwiętoœci i geniuszu kropla prawdy. Jednak Maksymilian Maria Kolbe jest postaciš fascynujšcš nie dlatego, że był polskim Leonardem da Vinci, tylko dlatego, że złamał dehumanizacyjny system obozu koncentracyjnego i poszedł za nieznanego sobie człowieka do celi œmierci, by umrzeć z głodu. Głęboko ufał, że œmierć nie jest końcem, i dał œwiadectwo swej wiary. Tymczasem w „Dwóch koronach” dostajemy ramotowaty portret człowieka, który od dziecka był œwiętym.

Obrońcy filmu powiedzš, że to obraz „potrzebny” i „ważny”. Być może tak, ale jest z nim trochę jak z brzydkimi koœciołami nowego budownictwa. Sprawowane sš w nich msze œwięte i udziela się tam sakramentów, ale sacrum jest silniej odczuwalne w pięknej romańskiej œwištyni. Š?

—Marcin Kube

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL