Film

„Na pokuszenie”: Od fascynacji do horroru

Sofia Coppola z aktorkami swojego filmu
UIP
„Na pokuszenie” Sofii Coppoli to staroświecki dramat kostiumowy czy wyrafinowana gra konwencjami?

Pro

Film Sofii Coppoli przypomina wariację na temat „Panien z Wilka” Iwaszkiewicza i Wajdy. Tylko dużo bardziej drapieżną, dowcipną i przewrotną. A przy tym perfekcyjnie zagraną i wyreżyserowaną.

Od debiutu eksploruje kobiecość i dziewczęcą wrażliwość. W „Przekleństwach niewinności”, „Marii Antoninie” czy głośnym filmie „Między słowami” pokazywała bohaterki wtłoczone w życiowe i społeczne role. Sytuacja coraz bardziej je uwierała, dlatego na różne sposoby próbowały uciekać. Wytchnienia szukały w samotności, romansach, luksusach i zabawie. Koniec końców także w samobójstwie.

W najnowszym filmie, którego scenariusz oparła na powieści Thomasa Cullinana z 1966 r., kontynuuje ten temat, a jednocześnie twórczo go rozwija. Sofia Coppola dawno udowodniła, że nie jest tylko córką wybitnego reżysera. Teraz pokazuje też, że z każdym filmem rozwija się jako autorka.

„Na pokuszenie” to historia żołnierza wojsk Północy, który podczas wojny secesyjnej ranny znajduje schronienie w szkole dla młodych panien. Kobiety z początku boją się Jankesa i chcą go wydać wojskom Konfederacji. Jednak ciekawość i fascynacja przeważają.

 

Kapral McBurney, w którego perfekcyjnie wciela się Colin Farrell, demonstruje całą paletę uczuć. Od przerażenia i lęku, po coraz większą śmiałość i bezczelność, aż w końcu rozpacz i desperację. Wdzięczność dla wybawczyń i opiekunek szybko mija. Orientuje się, że może dostać od nich znacznie więcej, i stawia coraz wyższe warunki. Jednak jeśli Jankesowi wydawało się, że potrafi manipulować kobietami i ich uczuciami, to grubo się pomylił. Z drapieżnika stanie się ofiarą, zdany na łaskę rozdrażnionych dziewcząt oraz kobiet. A każda z nich to odrębna kreacja aktorska: wyniosła i okrutna panna Martha w interpretacji Nicole Kidman; nastoletnia, rozemocjonowana Alicia (Elle Fanning); strachliwa i dziecinna Amy (Oona Laurence). Znakomita jest też Edwina (Kirsten Dunst), postać pełna ciepła zmieszanego z samotnością oraz niespełnieniem. Edwina jedyna bezwarunkowo pokocha kaprala, co jednak nie uchroni go przed gniewem kobiet.

Coppoli wystarcza półtorej godziny, żeby przedstawić swoje bohaterki ze wszystkimi stereotypowymi cechami, a jednocześnie te kobiece stereotypy rozbroić z feministyczną precyzją. Daleko jej przy tym do ideologicznych schematów i prezentuje siłę kobiet niezwykle przewrotnie. Nakręciła film kostiumowy, który nie nudzi i nie pachnie naftaliną. Jest subtelnie zabawny i bardzo współczesny.

Nagroda w Cannes za reżyserię wydaje się całkowicie zasłużona, bo Coppola poprowadziła aktorów znakomicie. Każdy gest, spojrzenie i westchnienie są na swoim miejscu. Śmieszą, przerażają i niosą sugestie. W pewien sposób „Na pokuszenie” przypomina „Panny z Wilka”. O ile jednak u Iwaszkiewicza i Wajdy narratorem był mężczyzna skupiony na własnych emocjach, to u Coppoli „panny” przejęły stery.

Marcin Kube

Kontra

Reżyserka w pięknej formie zamyka schematyczną, mało wyrafinowaną i z każdą minutą coraz nudniejszą opowieść o siedmiu kobietach mizdrzących się do nieciekawego faceta.

Powieść Thomasa P. Cullinana już w 1971 r. przeniósł na ekran Don Siegel, powierzając główną rolę Clintowi Eastwoodowi. Sofia Coppola, która zawsze odżegnywała się od robienia remake’ów, przyznała, że chciała tę historię opowiedzieć z punktu widzenia kobiet. I opowiedziała. Dostała nawet za to nagrodę za reżyserię w Cannes, bo rzeczywiście film jest stylistycznie bezbłędny. Tyle że elegancka inscenizacja i piękne, wysmakowane zdjęcia nie były w stanie ukryć schematyzmu i pustki.

A więc wojna secesyjna, amerykańskie Południe. W pensji dla dziewcząt zostało pięć uczennic i dwie nauczycielki. Jedna z panienek znajduje rannego jankeskiego żołnierza. W szkole kapral będzie dochodził do zdrowia. Jednak pojawienie się mężczyzny zmienia życie siedmiu kobiet. Mieszkanki pensji inaczej się zachowują, wyraźnie rywalizując między sobą o względy faceta. I tak będzie do chwili, gdy zawiedzione postanowią się na swoim przypadkowym gościu zemścić.

Rozumiem, że Coppola chciała pokazać, jak bardzo inny staje się świat kobiet, gdy zjawia się w nim mężczyzna. Rodzi się pożądanie, rywalizacja. W uczennicach z pensji budzi się kobiecość, w nauczycielkach – wyparte już uczucia i tęsknota za wyrwaniem się z uwierającej jak gorset rzeczywistości, nadzieja na pełniejsze, lepsze życie, na przyznanie sobie prawa do miłości, seksu, może macierzyństwa. Do opuszczenia murów szkoły, która kazała im się stać wzorem skromności i cnoty, uśpić w sobie marzenia, spontaniczność, ciekawość świata.

I ten początek filmu jest przekonujący. Ale potem jest coraz gorzej, aż wreszcie ogląda się „Na pokuszenie” jak stary sztych, udający, że dotyka prawd uniwersalnych. Nie ma tu nawet ostrego spojrzenia na przeszłość. Zniknęło z ekranu to, co ciekawe było w powieści Cullinana i filmie Siegela: polityczno-społeczne tło wojny secesyjnej, problemy rasizmu i niewolnictwa.

Coppola wycięła z tej opowieści nawet czarnoskórą służącą. Zostały panie i panienki prężące się przed przystojnym, ale nieciekawym facetem i uchylające mu drzwi do swoich pokojów. Feminizm sprowadzony do tego, że kobiety walczą o kogoś, kto bez skrupułów korzysta z sytuacji? A potem się mszczą, gdy „Na pokuszenie” z kina psychologicznego przekształca się w krwawy thriller.

Wszystko razem zostaje w tyle za klasą oryginału. Nie dorównuje też najlepszym filmom samej Coppoli. W „Między słowami” czy „Somewhere. Między miejscami” potrafiła subtelnie opowiadać o samotności, o delikatnych, głęboko skrywanych uczuciach i tęsknotach. W „Na pokuszenie” wali widza obuchem w łeb. Z każdą minutą filmu bardziej prymitywnie.

I nawet Nicole Kidman, Kirsten Dunst i Colin Farrell nie są w stanie wznieść tego filmu o stopień wyżej.

Barbara Hollender

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL