"Konwój". Twardziele sami wymierzają sprawiedliwość

aktualizacja: 11.01.2017, 18:48

Mocny film o zbrodni, zemście i ludziach, którzy uważają, że są ponad prawem. Na ekranach „Konwój" Macieja Żaka.

Polskie kino gatunkowe nie ma bogatej tradycji, ale dzisiaj odnajduje się w nim coraz więcej twórców. I, co ważne, nie wystarcza im sama sensacyjna historia, szukają w tej konwencji drugiego dna. Społecznego, psychologicznego. „Anatomia zła" Jacka Bromskiego czy „Jeziorak" Michała Otłowskiego były opowieściami o współczesnej Polsce – skorumpowanej i zatracającej drogowskazy moralne. „Ziarno prawdy" Borysa Lankosza diagnozowało nadwiślański antysemityzm.

„Konwój" Macieja Żaka to kino mocne, męskie. Jego bohaterami są strażnicy więzienni. Na początku lat 70. znakomity amerykański psycholog społeczny Philip Zimbardo przeprowadził słynny eksperyment, w którym grupę losowo wybranych studentów podzielono na więźniów i strażników. Po sześciu dniach eksperyment trzeba było przerwać: „strażnicy" stawali się potworami znęcającymi się nad „więźniami", którzy zaczęli się załamywać psychicznie.

Bohaterowie „Konwoju" są jak z eksperymentu Zimbarda. Ci twardziele czujący swoją władzę mają przetransportować do zakładu psychiatrycznego więźnia, który zabił ich kolegów. Uznany za niepoczytalnego, miałby uniknąć kary? I jakie okoliczności zbrodni mógłby zdradzić? Dyrektor więzienia na własną rękę chce wymierzyć mu sprawiedliwość. Zorganizował transport tak, by więzień nie dojechał do szpitala żywy. Precyzyjnie wymyślił akcję. Nie przewidział tylko jednego: że do więźniarki wsiądzie jego zięć, młody strażnik, student prawa.

Bohaterowie „Konwoju" są ludźmi przetrąconymi przez życie. Mają poczucie siły, czują się bezkarni. W dusznej atmosferze więźniarki panuje napięcie. Siedzący w klatce więzień jest katem czy ofiarą?

Żak powoli odsłania tajemnice konwojentów. Zadaje pytania o moralność tych, którzy mają niemal nieograniczoną władzę nad innymi. O wartość sprawiedliwości. O prawdę. O zbrodnię i karę.

Reżyser niewiele mówi o bohaterach filmu. Tylko dyrektor i jego zięć są w jakiś sposób osadzeni w rodzinach. O pozostałych mamy skrawki informacji. Któryś z nich wrócił z misji, inny spaprał sobie życie prywatne. Ale może nie musimy wiedzieć za dużo? Żak tworzy zbiorowy portret ludzi, którzy powinni działać w imieniu prawa, a uważają, że są ponad nim. Czy wystarczy „jeden sprawiedliwy"?

Atutem „Konwoju" są świetne zdjęcia Michała Sobocińskiego. I aktorzy. Robert Więckiewicz uwiarygodnia przełom i desperację bohatera, który nosi w sobie mroczną tajemnicę. Łukasz Simlat, Przemysław Bluszcz, Ireneusz Czop dają sobie radę ze swoimi „niedopisanymi" postaciami. Paradoksalnie, najmniej przekonujący jest dyrektor więzienia. O nim wiemy najwięcej, ale mam wrażenie, że Janusz Gajos dostał w scenariuszu bohatera papierowego, którego trudno zrozumieć.

Generalnie jednak uważam „Konwój" za ciekawą próbę „męskiego" filmu. A różnorodność naszego kina świadczy o jego sile.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE