Felietony

Jerzy Surdykowski: Z szlachtą polską – polski lud

Fotorzepa/Piotr Guzik
Skąd się bierze odporność PiS na wizerunkową destrukcję? Inną partię zabiłaby podobna głupota i pewność siebie, dawno pozbawiłyby ją poparcia obelgi, jakimi obrzuca przeciwników, kłamstwa, którymi zniekształca historię, przesławny wynik głosowania 27:1, zepsucie sojuszy, naruszenie podstaw demokracji. A tutaj nic, najwyżej chwilowe drgnięcie i wracamy do bezpiecznych 40 proc. poparcia.

Czyżby wyborca dał się omamić „pięćsetką plus" wraz z pomniejszymi prezentami? Nawet gdy – jak bezsilne zaklęcie polityczne – przywołujemy badania w Miastku, gdzie okazało się, że „średni Polak" potrzebuje poczucia wyższości nad rzekomo gorszymi od siebie, uchodźcami chociażby. Podobnie gdy wspomnimy dziedzictwo megalomańskiego sarmatyzmu z mitem niedocenionego przez sybarycki Zachód „przedmurza". Za każdym razem dostrzegamy najwyżej wierzchołek ukrytej prawdy.

Stało się bowiem coś jeszcze straszniejszego. Jeśli uczciwie zastanowimy się nad dziejami ostatnich 200 lat, zobaczymy, że polski plebej, wiejski pańszczyźniany niewolnik nie został wyzwolony przez swoich, lecz przez zaborców: najwcześniej zrobili to Prusacy, potem Austriacy, wreszcie Rosjanie. Podobnie polskiemu Żydowi dopiero zaborcy umożliwili wyjście z getta i kahalnej jurysdykcji. Płynące stąd poczucie pokrzywdzenia polskiego „stanu trzeciego" nie jest bynajmniej tylko owocem PRL i postpeerelowskiej transformacji gwałtownie zaostrzającej nierówności. Tkwi ono głęboko w duszy polskiego ludu, dlatego tak łatwo i beztrosko wołamy: „nam się należy!". Łatwiej żądać, niż sobie samemu stawiać wymagania. Aż dziw, że w narodzie plebejskim w ogóle zaistniało poczucie patriotyzmu. To ludowe pokrzywdzenie doskonale zestroiło się z sarmacką opowieścią o wzgardzonym i udręczonym „Chrystusie narodów". Jedno udało się nad podziw polskiej inteligencji o szlacheckim rodowodzie: przenieść we współczesność ten mit, tę ciemną i najbardziej szkodliwą twarz polskiego romantyzmu, z której wyziera zarówno pycha, jak i ból.

Pisał kiedyś wieszcz jak w tytule, ale wszak nie przypuszczał, że spełni się tak złowrogo i uderzy we wszystko, co dotąd osiągnęliśmy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL