Felietony

Surdykowski: Geopolityka i Timmermans

Fotorzepa/Piotr Guzik
Zawsze gdy się źle dzieje, powraca geopolityka. Wodząc palcem po mapie albo szukając milszej nutki w „koncercie mocarstw", można oderwać się od skrzeczącej rzeczywistości. Więc mnożą się rojenia.

O transoceanicznym sojuszu Goliata z – przepraszam za wyrażenie – Dawidkiem, gdzie Polska ma być mile widzianym pośrednikiem między amerykańską potęgą a podupadającą Unią. O Trójmorzu pobłogosławionym przez Trumpa, które z luźnej koalicji biedaków wyczaruje siłę, przed którą pokłoni się Bruksela. Niestety, byle zgrzyt (jak z nieszczęsną ustawą o IPN) sprawia, że Waszyngton zawsze wybiera swego niezawodnego Dawida i nie potrzebuje zmian, nawet gdy do roli Dawidka aspirują potomkowie Kościuszki i Pułaskiego.

Najbardziej rozczula mnie geopolityka myślicieli zapatrzonych w przedwojenną endecję. Punkt wyjścia jest oczywisty: z jednej strony Rosja, z drugiej Niemcy. Co robić, jakich aliansów szukać? Może Ameryka; chociaż odległa, to przez Polaków ukochana. Gorzej z wzajemnością, pokazuje ją więcej niż chłodne przyjęcie oferty dwu miliardów w zamian za stacjonowanie dywizji pancernej. Więc co? Potęga z Zachodu to niestety Niemcy, a z nimi wiadomo... Tym więcej że naprzyjmowali emigrantów i zdeprawowani są jak cała Unia. Więc może by tak dogadać się z Rosją? Wszak Słowianie... W tym momencie rojenia się urywają. Ale ciąg dalszy nastąpi. Nieuchronnie.

A może pomyśleć realnie, bez szukania sojuszy na drugim końcu świata, bo taka droga kończy się zwykle szosą zaleszczycką. Kiedy stoimy przed wyborem – Niemcy czy Rosja – powinniśmy wybrać Zachód, nie Azję. Ale nie same Niemcy, tylko Unię. Polska skumana z Moskwą albo przeciwnie z Berlinem zawsze będzie czyimś wasalem. Wtedy pozostaje nam jedynie wybór pana. Właśnie pożądaną alternatywą może być Bruksela jako stolica silnej, zintegrowanej i posiadającej własną armię Unii. Niemcy będą wtedy tylko jej częścią. Z tej perspektywy Polska powinna być najbardziej prounijnym krajem, powinniśmy mówić jeszcze odważniej niż Macron i optować za jeszcze ściślejszą integracją. Ale to oczywiście mrzonki, dziś, wstając z kolan, walczymy z przebrzydłym Timmermansem!

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL