Felietony

Postęp oznacza ofiary

Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Robotyzacja jest ostatnio modnym tematem. Choć roboty w przemyśle wykorzystywane są od dekad, temat powrócił ze zdwojoną siłą w związku z rozwojem sztucznej inteligencji. Wprowadzenie algorytmów uczących się do obsługi maszyn produkcyjnych znacząco zwiększa zakres ich wykorzystania. Innymi słowy, są w stanie zastąpić dużo bardziej wykwalifikowanych pracowników, niż czyniły to dotychczas.
Nie dotyczy to zresztą tylko świata maszyn i – co za tym idzie – wytwarzania produktów. Wykorzystanie AI przenosi robotykę bliżej rynku usług. Dzięki niej programy mogą skutecznie obsługiwać klientów, tłumaczyć konferencje czy nawet pisać teksty. W niektórych przypadkach ta zastępowalność możliwa jest już obecnie, w innych to kwestia bliższej lub dalszej przyszłości.
Z co najmniej kilku powodów postęp automatyzacji jest zrozumiały i nieuchronny. Pierwszy powód to ciągłe gonienie wydajnościowego króliczka – poszczególne sektory gospodarki muszą być coraz bardziej wydajne, bo postęp w tej wydajności bezpośrednio przekłada się na wzrost PKB. A wzrost PKB naturalną koleją rzeczy przekłada się na wzrost dobrobytu, mierzonego choćby średnią płacą w gospodarce czy sytuacją na rynku pracy. Po drugie, współczesnym, choć coraz chętniej podważanym, dogmatem jest postrzeganie rozwoju firmy przez stabilny wzrost jej zysków i przychodów. A niejednokrotnie jest on możliwy głównie dzięki obniżaniu kosztów. Automatyzacja odpowiada na te dwie potrzeby – zwiększa wydajność i obniża koszt.
Ale logika rozwoju robotyzacji i teoria ekonomii to jedno. Najciekawsze są bowiem konsekwencje postępującej automatyzacji. Jej przeciwnicy obawiają się, że proces ten doprowadzi do zwiększenia bezrobocia wraz z utratą pracy przez osoby, które wykonywały dotychczas zadania przejęte przez roboty. Teoretycznie powinna to rekompensować nadwyżka kapitałowa generowana przez firmy, które zwiększyły w ten sposób efektywność produkcji. Ale to podejście z punktu widzenia korzyści całej gospodarki – najprawdopodobniej zyska ona na wzroście wydajności. Za ogólnym obrazem kryje się jednak rozkład statystyczny, w którym zysk kapitałowy trafia do innych grup społecznych niż zysk z pracy fizycznej. W żadnej mierze nie chcę iść śladem luddystycznych poprzedników, bo historia pokazała, że postęp technologiczny, likwidując miejsca pracy, tworzył jednocześnie nowe branże, które poszukiwały pracowników. Rynek pracy nie tylko sam powracał do stanu równowagi, ale też postęp przez ostatnie dwa stulecia stopniowo podnosił poziom życia ludzkości. Nie były to jednak dostosowania bezbolesne. Bo czym innym jest logiczna analiza na papierze, a czym innym doświadczenie zmiany na własnej skórze.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL