Eurodotacje 2016

Budowa e-państwa postępuje, choć nie bez trudności

Szkoły i gospodarstwa domowe to cyfrowe białe plamy, których rynek bez wsparcia ze strony państwa nie pokoloruje – przekonywali uczestnicy debaty w redakcji „Rzeczpospolitej”.
Rzeczpospolita/Robert Gardziński
W programie „Polska cyfrowa" skupiono kwestie związane z cyfryzacją państwa. Ma to wiele zalet, ale niesie i ryzyko.

 

– Głównym celem „Polski cyfrowej" jest przyczynienie się do tego, aby w naszym kraju przestano używać głównie papieru i jak najwięcej osób korzystało z możliwości, jakie stwarza powszechna cyfryzacja – mówił Paweł Chorąży, wiceminister rozwoju, podczas debaty poświęconej temu programowi zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą". Jako cele szczegółowe programu wskazał likwidację tzw. białych plam, efektywne usługi e-administracji i włączenie grup, które nie korzystają z technologii cyfrowych, czyli osób najmłodszych i najstarszych, do świata cyfrowego.

– Struktura programu składa się z trzech filarów. Pierwszy to dostęp do szerokopasmowego internetu, drugi to e-administracja, a trzeci to kompetencje cyfrowe. Chodzi o to, aby w ramach tych sfer wypracować skuteczny proces cyfryzacji państwa i społeczeństwa – wtórował Piotr Woźny, wiceminister cyfryzacji. – Trudno uczyć kompetencji cyfrowych, jeśli obywatele nie mają dostępu do internetu, a kompetencje te umożliwiają im np. złożenie wniosku przez internet w programie Rodzina 500+. Akurat te 600 tys. wniosków złożonych bankowym kanałem elektronicznym, co stanowiło 95 proc. wszystkich aplikacji, to wielka lekcja dla administracji. Przyjmując, że załatwienie takiej sprawy w urzędzie w sposób analogowy trwałoby od 1,5 do 2 godzin, mamy przykład pt. „Jak zaoszczędzić obywatelom milion godzin" – tłumaczył wiceminister Woźny. Jego zdaniem to źródło inspiracji pokazujące, w którą stronę należy rozwijać systemy e-państwa.

Wspólny fundament

Obaj wiceministrowie przyznali jednak, że ze względu na ograniczony budżet programu „Polska cyfrowa" nie da się z jego zasobów sfinansować wszystkich potrzeb państwa w zakresie cyfryzacji. – Dlatego mamy priorytety. Jednym z nich jest powszechna internetyzacja szkół. To niekwestionowana potrzeba społeczna. Na 30 tys. placówek oświatowych w Polsce ok. 40 proc. dysponuje dostępem do internetu o przepustowości ledwie 10 Mbps i niższej. To uzasadnia interwencję – tłumaczył wiceminister Woźny. Wskazał, że obecne zasady trwającego do 9 stycznia 2017 r. konkursu dla działania 1.1 „Wyeliminowanie terytorialnych różnic w możliwości dostępu doszerokopasmowego Internetu o wysokich przepustowościach" nakładają obowiązek podłączenia do sieci placówek oświatowych, które nie mają dostępu do internetu. A takich szkół rozrzuconych po całym kraju jest 12 tys., w tym położone na terenach najbardziej oddalonych od komercyjnych inwestycji telekomunikacyjnych.

– Dlatego w pierwszej osi (części) programu szkoły i oczywiście gospodarstwa domowe są dla nas najważniejsze. To białe plamy, których rynek bez wsparcia ze strony państwa nie pokoloruje – podkreślał wiceszef resortu cyfryzacji.

Racjonalny podział

Zdaniem Pawła Pudłowskiego, przewodniczącego sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, budżet programu „Polska cyfrowa" wcale nie jest taki mały, choć oczywiście nie pokryje on wszystkich potrzeb.

– Uwzględniając tzw. wkład krajowy, to 2,66 mld euro – przypomniał poseł, uznając cyfryzację za duże wyzwanie przekładające się na komfort życia i zdrowia obywateli. – Dla każdego z nas udana cyfryzacja to tydzień życia. Tak przynajmniej Estonia wylicza korzyści dla osoby, która wszystko mogłaby załatwiać elektronicznie, a obecnie musi podjechać do urzędu, zaparkować, zapłacić bilecik, poczekać w kolejce itd. – wyliczał Pudłowski. Jego zdaniem cyfryzacja państwa realizowana za pieniądze z programu „Polska cyfrowa" powinna jednak przebiegać szybciej.

– To wielkie wyzwanie. Polska jako kraj musi nadążyć za globalną rewolucją cyfrową, gdyż tylko wtedy będziemy państwem konkurencyjnym. Jeśli idzie o kapitał ludzki, to w tej dziedzinie mamy doskonałych informatyków, programistów i studentów wygrywających najważniejsze konkursy i olimpiady informatyczne. Musimy wykorzystać ich zdolności tu w kraju, gdyż jeśli tego nie zrobimy, to specjaliści ci zostaną wyłowieni przez globalne firmy i niestety będą pracować poza granicami Polski, nie budując dobrobytu naszego kraju – tłumaczył Pudłowski.

Z perspektywy firm

– Program „Polska cyfrowa" interesuje przedsiębiorców ze względu na możliwość pozyskania dotacji na internet szerokopasmowy. Jednak nie jest to finansowanie łatwe. W pierwszym konkursie obszary tzw. białych plam zostały tak zdefiniowane, że dla 40 proc. nie wybrano beneficjentów – przypomniał Łukasz Pupek, partner w firmie doradczej SAS Advisors. Jak przyznał, w drugim, aktualnym konkursie zasady zmieniły się na korzyść firm, ale i tak nie ma pewności, czy przedsiębiorcy zdecydują się sięgnąć po wszystkie oferowane pieniądze. – Jak widzę te bardzo szeroko zakrojone obszary, obejmujące tysiące gospodarstw domowych, a jednocześnie progi w zakresie minimalnej liczby gospodarstw do objęcia wnioskiem, to mam wątpliwość, czy pojawią się chętni, aby sięgnąć po te granty, gdyż przedsiębiorcy są zdecydowanie niechętni przyłączaniu pojedynczych punktów – tłumaczył ekspert. Jak przyznał wiceminister Woźny, takie podłączenia nie są opłacalne i dlatego resorty rozwoju i cyfryzacji przeznaczyły aż 3 mld zł dotacji, aby do nich doszło.

Omawiając kwestię budowy sieci szerokopasmowych przez przedsiębiorców, wiceminister Chorąży stwierdził, że obecnie postępuje ona na skrajnie konkurencyjnym rynku, podczas gdy w latach 2007–2013 sieci szerokopasmowe były budowane poza rynkiem. – Główne wsparcie w programach regionalnych było adresowane do samorządów. I dlatego teraz mamy do czynienia z różnymi dysfunkcjami. Nie do końca wykorzystano potencjał tkwiący w przedsiębiorstwach. Można więc dyskutować, czy parametry konkursu są ustawione lepiej czy gorzej, ale jednak teraz w dużo większym stopniu korzystamy z potencjału rynkowego niż z administracji, bo siłą rzeczy ona nie do końca rozumie wszystkie mechanizmy biznesowe – tłumaczył Chorąży.

Duże wyzwanie

– Uczestnicy debaty zgodzili się, że realizacja programu „Polska cyfrowa" nie jest łatwa, gdyż jest to zupełnie nowy program operacyjny niemający odpowiednika z lat 2007–2013.

– Patrząc wyłącznie z perspektywy wykorzystania funduszy unijnych, jest to najbardziej ryzykowny program ze wszystkich obecnie realizowanych. Analizując konstrukcję programów operacyjnych z lat 2007–2013, można uznać, że gdybyśmy wtedy mieli osobny program „Polska cyfrowa", to zapewne stracilibyśmy w nim część unijnych euro ze względu na przeróżne problemy, które się wtedy pojawiły – analizował Chorąży. Przyznał, że „Polska cyfrowa" obejmuje nie tylko jeden temat – cyfryzację, jest to też obszar, który zidentyfikowano jako najbardziej ryzykowny w poprzedniej perspektywie finansowej.

Teraz jest podobnie, a w „Polsce cyfrowej" nie ma możliwości przesunięcia środków na inne cele, bo cały program dotyczy cyfryzacji. – Nie mamy takich możliwości jak np. w programie „Infrastruktura i środowisko 2007–2013", gdzie co prawda były duże trudności z wydaniem pieniędzy na kolej, ale ostatecznie pod pewnymi warunkami można je było wykorzystać na infrastrukturę drogową. Patrząc jednak pozytywnie, w „Polsce cyfrowej" mamy szanse skupić się na problemie, gdyż do tej pory kwestie cyfryzacji nieco nam umykały – tłumaczył wiceminister rozwoju. Stwierdził, że przy budowie e-administracji, a więc najtrudniejszej z dziedzin, wyciągnięto wnioski z perspektywy 2007–2013 i realizowane obecnie projekty są zdecydowanie bardziej racjonalne.

– Nie ma już miejsca na przeskalowane inwestycje, jakie finansowano z programu „Innowacyjna gospodarka". Wskazuje na to choćby fakt, że obecnie kontynuując budowę e-administracji, nie realizujemy żadnego tzw. dużego projektu o wartości powyżej 50 mln euro – mówił Chorąży. Tworząc e-administrację, resort cyfryzacji zamierza znacząco zmniejszyć wielkość realizowanych projektów, bo w latach 2007–2013 realizowane przedsięwzięcia były zbyt duże. Jak uważa Woźny, wręcz gigantyczne, co m.in. przełożyło się na mało efektywne wykorzystanie pieniędzy europejskich. – Teraz chcemy sprofesjonalizować sposób zarządzania przez państwo portfelem projektów informatycznych i stworzyć jak najwięcej części wspólnych po stronie e-administracji, co spowoduje, że nowe systemy będą tylko dołączane do wspólnej części głównej – tłumaczył Woźny, zapewniając, że nie powtórzy się nagminna w latach 2007–2013 sytuacja, w której każdy z systemów informatycznych miał własny moduł identyfikacji i uwierzytelnienia.

– Skończyła się realizacja projektów, których zakresy nie były ustalone i nie było wiadomo, o co w nich chodzi poza wolą ich zrealizowania – tłumaczył wiceminister cyfryzacji, wskazując również, że obecnie nie ma już możliwości przygotowywania projektów w sposób „silosowy" przez poszczególne resorty.

Komitet sprawdza

– Proszę sobie wyobrazić, że funkcjonujący od dawna komitet ministrów ds. cyfryzacji do kwietnia br. wyposażony był wyłącznie w kompetencje legislacyjne. W jego regulaminie był zapis, że opiniuje inwestycje informatyczne administracji o wartości powyżej 1 mln zł, chyba że były one finansowane ze środków unijnych. Jako że w programie „Innowacyjna gospodarka", a więc w latach 2007–2015, na projekty informatyczne przeznaczono 4 mld zł, to wszystkie te inwestycje przeszły poza kognicją komitetu – mówił Woźny.

Wskazał, że teraz komitet ministrów ds. cyfryzacji obraduje raz na miesiąc, a każde ministerstwo, które chce sięgnąć po pieniądze z programu operacyjnego „Polska cyfrowa", musi najpierw wytłumaczyć członkom komitetu, na co chce pieniądze i jaka jest potrzeba społeczna realizacji projektu. Dochodzi do sprawdzenia, czy w administracji nie zrealizowano już podobnej inwestycji oraz czy istnieją zasoby, których można by było użyć i wykorzystać do zaspokojenia potrzeby społecznej.

– To proste i efektywne rozwiązanie. Powołaliśmy radę ekspertów, która w 60 proc. składa się ze specjalistów z rynku prywatnego, a 40 proc. to przedstawiciele administracji, którzy mają już za sobą udane projekty informatyczne. Sama konieczność stanięcia z fiszką projektową przed takim gremium zmusza do refleksji i przemyślenia potrzeb administracji – wyjaśniał Woźny.

– Komitet rzeczywiście działa. Potwierdzeniem jest fakt, że resorty zgłaszają, że ich propozycje nie mogą przejść przez komitet. To dowód na to, że nareszcie ktoś sprawdza e-projekty, że są jasno postawione kryteria. Nie wystarczy ich wysłać, a potem przystąpić do jego realizacji – mówił Chorąży.

– Rola komitetu cieszy, ale teraz trzeba pójść krok dalej i Ministerstwo Cyfryzacji powinno być ekspertem, który decyduje, co i jak robi każde z ministerstw. Bez tego każdy z resortów idzie we własną stronę, bo widzi swoje potrzeby i środowisko. To właśnie silosowość. Aby jej uniknąć, Ministerstwo Cyfryzacji powinno kierunkowo wskazywać, na co stawiamy, sprawdzać, gdzie można optymalizować procesy i w jaki sposób zmniejszyć wydatki publiczne – oceniał Pudłowski. Za przykład podał system Empatia. – Poszło nań 45 mln zł, a można było go zbudować za połowę tej kwoty – wskazał.

– Dlatego realizując projekty informatyczne, nawet w drodze konkursów, w których zmieniają się zasady, co wprowadza nerwowość po stronie ewentualnych inwestorów, mniej należy kierować się zadowoleniem wszystkich, a bardziej skupiać się na oczekiwanym celu społecznym. Zawsze na końcu procesu będzie wielu niezadowolonych. Ważne, abyśmy jako społeczeństwo otrzymali system zaspokajający potrzeby obywateli – przekonywał poseł Pudłowski.

Za wysokie koszty

– Ciekawa konstatacja jest taka, że wszyscy, którzy przechodzą z biznesu do administracji, nie dowierzają, jak dużo kosztują e-projekty w administracji. Do tej pory realizowano je na zasadzie „pomysł, realizacja, brak kontroli", gdyż decyzyjność przejmowali informatycy. W gruncie rzeczy nie było na nich żadnego mechanizmu kontroli i nacisku z zewnątrz, w tym ze strony rządu – mówił Chorąży.

– Miałem okazję pracować dla jednej z największych firm informatycznych i niestety muszę potwierdzić, że e-projekty administracji kosztują bardzo dużo. Jeśli więc zamawiający dobrze nie wskaże swego zapotrzebowania w specyfikacji istotnych warunków zamówienia, to co prawda rynek podejmie się realizacji takich projektów, ale koszty oceni w myśl zasady „sky is the limit" – potwierdził Pupek.

Stan realizacji programu

„Polska cyfrowa" w pigułce

Program „Polska cyfrowa" wspiera rozwój technologii informacyjno-komunikacyjnych, w szczególności tworzenie sieci szerokopasmowych oraz rozwój e-usług publicznych.

Zaplanowane są również działania dotyczące zdobywania i rozwoju kompetencji cyfrowych, przede wszystkim przez osoby najmłodsze i najstarsze. Program zakłada, że do 2020 r. każdy mieszkaniec naszego kraju będzie mógł mieć dostęp do internetu o przepustowości co najmniej 30 Mb/s. Beneficjentami programu są przede wszystkim przedsiębiorstwa telekomunikacyjne, administracja publiczna, jednostki naukowe i organizacje pozarządowe.

Od początku wdrażania programu operacyjnego „Polska cyfrowa" do końca listopada 2016 r:

- uruchomiono 21 naborów wniosków na kwotę 6,5 mld zł dofinansowania,

- złożono 321 wniosków o dofinansowanie projektów na całkowitą kwotę 5,5 mld zł, w tym na 3,9 mld zł z Unii Europejskiej,

- podpisano z beneficjentami 132 umowy, przyznające wsparcie w części unijnej na prawie 1,9 mld zł, co stanowi 21 proc. budżetu programu,

- największą pomoc (ok. 70 proc. wartości wszystkich projektów) skierowano na działanie „Wysoka dostępność i jakość e-usług publicznych"; w jego przypadku wartość projektów szacuje się na prawie 1,3 mld zł ze środków unijnych,

- zgodnie z planami Ministerstwa Rozwoju do końca 2016 r. wśród beneficjentów ma być rozdysponowane 22 proc. budżetu programu.

Plany na rok 2017:

- w przyszłym roku ma być zorganizowanych siedem konkursów w ramach II i III osi (części) priorytetowej programu na łączną kwotę 1.952 mln zł,

- do końca 2017 r. wśród beneficjentów ma być rozdysponowanych już 65 proc. pieniędzy z programu.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL